Mizeria FM19 #31: Zatrucie alkoholowe i Wydział Dyscypliny
Rozgromiona 4:0 rewelacja rozgrywek, w postaci Wisły Kraków, okazała się tylko przystawką przed daniem głównym. Stach zamierzał zaserwować je swoim krytykom niczym czarną polewkę.
Rozgromiona 4:0 rewelacja rozgrywek, w postaci Wisły Kraków, okazała się tylko przystawką przed daniem głównym. Stach zamierzał zaserwować je swoim krytykom niczym czarną polewkę.
Byłem niepokojącym gościem. Zjawiskiem nieznanym, tajemniczym, niezrozumianym, a tym samym bardzo niebezpiecznym. Dla zwykłych śmiertelników byłem groźny, bo niosłem śmierć, łatwo eliminując napotykanych ludzkich wojowników. Dla ważniejszych istot, które w tej grze o przyszłość Nosgoth rozdawały karty, byłem jednak wrogiem z nieco innych powodów.
Bycie najszybszym, najlepszym i najsilniejszym nie zawsze przynosi glorię i chwałę. Orochi mógł to rozważyć bardzo dokładnie, spędzając długie tygodnie w ciemnej i wilgotnej celi na obrzeżach cesarskiego miasta. Przez krótki czas miał wszystko, włącznie z zaufaniem władcy. Zaprzepaścił to jednak pozwalając swojemu językowi wypowiedzieć o kilka słów za dużo. Nie czyny, a słowa skazały go na koniec niegodny wielkiego wojownika z klanu samurajów.
Zagłębie Sosnowiec nieźle zaczęło sezon, zdobywając kilka cennych punktów. Efektowny triumf nad Lechem Poznań został dostrzeżony przez ekspertów, którzy musieli nieco zrewidować swoje poglądy na temat szans zespołu prowadzonego przez Mizerię. Stach wydawał się kontrolować sytuację i pewnie prowadzić drużynę. Jak to jednak on, musiał przy okazji coś spieprzyć.
Kain zniknął w odmętach czasoprzestrzennego wiru, a ja zostałem na środku komnaty czasu ze zdecydowanie zbyt dużą liczbą pytań bez odpowiedzi. Wiedziałem, że znaleźć mogę je jedynie podążając za moim ojcem, stwórcą, a jednocześnie katem. Głos starożytnego boga zagrzmiał raz jeszcze, dzieląc się ostatnią radą, a potem wskoczyłem w tunel, rozpoczynając niebezpieczną zabawę czasem.
Dla wikinga nie ma nic ważniejszego od honoru. Wiking nigdy nie ucieka od walki i nie porzuca pobratymców na placu boju. Nie boi się śmierci. Wiking nigdy też nie wybacza, zwłaszcza tym, którzy ośmielili się napaść na jego dom.
Zatrudnienie Stacha Mizerii przez Zagłębie Sosnowiec spotkało się z mieszanymi reakcjami w polskim światku futbolowym. Balansujący w poprzednich rozgrywkach na krawędzi degradacji klub brał trenera, który w poważnej piłce nic nie osiągnął, za to parę razy spuścił już prowadzoną drużynę do niższej ligi.
Mawiają, że za każdym konfliktem stoi czyjaś ignorancja. Tę średniowieczną krainę krwawe wojny wyniszczały już tak długo, że tylko nieliczni pozostający przy życiu starcy potrafili wskazać ostatni czas względnego pokoju. Dziesięciolecia temu, chcąc położyć kres walkom, powołano więc klany, które miały ustabilizować sytuację i zapobiec niepotrzebnym rozlewom krwi. Nie minęło wiele, nim i one uległy pokusom dostatków, rozpętując pierwsze wojny.
Świat Dissidii był tajemniczy i złożony, a przez to bardzo nieprzystępny. Stawiał barierę, przez którą należało się przebić, by poznać jego najwartościowsze cechy i sekrety. Brucevsky mierzył się z niejednym wyzwaniem, obserwując przygodę i próbując zrozumieć status trwającej wojny. Nie zamierzał jednak rezygnować. Ostateczna konfrontacja z Chaosem, w ramach Shade Impuls, majaczyła na horyzoncie.
Stach nie był ogórkiem. Nigdy nie chciał nim być. Zamierzał więc zrobić wszystko, żeby nie spędzić kolejnego sezonu, kisząc się w 1. lidze. Ekstraklasa mu zasmakowała, choć potraktowała go brutalnie i ledwie po roku wyprosiła za drzwi, rzucając na odchodne, żeby nie wracał. Nie przejął się tym. Chciał elity, pragnął jej każdym koniuszkiem swojego pulchnego ciała.