Pamiętnik Gran Turismo 7 #24: Spec 3.0
Zapoznaję się z aktualizacją Spec 3.0, ćwicząc formę między innymi na nowym obiekcie Yas Marina. World Touring Car 800 funduje mi sporo emocji podczas zmagań potężnych maszyn wyścigowych, w których liczy się nie tylko unikanie błędów, ale też szybkie tempo i mądra strategia. Zapraszam na 24. odcinek pamiętnika z Gran Turismo 7.
Dzień 148
Gran Turismo 7 uruchamiam wieczorem głównie po to, by zdobyć kupon ruletki za wyrobioną dniówkę kilometrów. Czasami w takich sytuacjach wybieram po prostu Special Stage Route X i Dodge’a SRT Tomahawk X VGT, który potrafi rozpędzić się do ponad sześciuset kilometrów. Tym razem jednak skusiłem się wizją rywalizacji po sieci.
Tor Spa-Franchorchamps, samochody grupy 4. Wybieram Hondę NSX, która może nie ma najwyższego PA, ale jest solidnym i potulnym autem. W kwalifikacjach wykręcam czas, który daje mi piątą pozycję na starcie. Całkiem nieźle. Nie nastawiam się na żaden konkretny wynik. Nie wspominałem o poprzednich próbach po sieci w swoich relacjach, bo nie było się zbytnio czym chwalić. Starty w okolicach dziesiątej lokaty i finisze o dwa-trzy oczka wyżej, głównie po błędach oponentów.
Tym razem było zupełnie inaczej. Choć wielkim fanem belgijskiego obiektu nie jestem, to czułem się jak w domu, pokonując dobrze już znane zakręty i łuki. Podszedłem do wyścigu na spokojnie i postanowiłem nie przejmować się poczynaniami rywali, a po prostu robić swoje. Efekt przerósł moje oczekiwania. Nie popełniałem błędów, nie szarżowałem, trzymałem się swojej linii i co okrążenie podkręcałem odrobinę tempo.
Nie tylko zdołałem uporać się z inną Hondą NSX, ale też wyprzedziłem skutecznie odpierającą jej ataki Renault Megane. Zauważyłem, że niepotrzebnie używała hamulca w szybkiej sekcji przed ostatnią szykaną, co pozwoliło mi przypuścić atak. Potem jeszcze tylko obroniłem się przed nacierającym Audi, który też zanotował spory progres i oto zanotowałem pierwsze podium w karierze. Lider odjechał daleko, ale pewne drugie miejsce dało mi sporo powodów do dumy i radości.
Dzień 149
Nie raportuję każdego kolejnego uruchomienia Gran Turismo 7, bo niewiele robię w ostatnim czasie postępów. Na tym etapie pojawia się silna potrzeba gotówki, więc korzystam z każdej danej przez Polyphony okazji, by ją zdobyć. Wyjeżdżenie odpowiedniego czasu w wyzwaniach sieciowych i przejeżdżanie zadań cotygodniowy pozwala dopisać do konta minimum kilkaset tysięcy nowych kredytów. Parę razy już zdarzyło się nawet sięgnąć po okrągłą sumkę, równy milion za zmieszczenie się w srebrnym limicie. Pod tym względem zrobiłem postęp. Lepiej znam trasy, rozumiem zachowania samochodów, umiem korzystać z ich atutów. Z perspektywy najlepszych kierowców to nadal mikroskopijne osiągnięcia, ale świadomość bycia częściej i bliżej wyników tych najlepszych, tak w zakresie do pięciu procent gorszego czasu jednego okrążenia, mnie sprawia dużo satysfakcji.
Dzień 150
Wjechała aktualizacja Spec 3.0. Sporo nowości, które przynoszą frajdę. Zacznę może od dodatkowej opcji zdobywania nagród w kawiarni. Czasowe menu, polegające na skompletowaniu trzech samochodów, wydają się przyjemną motywacją, która jeszcze może przynieść sporo korzyści. Na start wystarczy kupić trzy maszyny z ostatnio dodanych do gry, by sięgnąć po sześciogwiazdkowy kupon ruletki. Może wydaję dwa miliony na Espace F1, ale za to zaraz później dostaję z powrotem połowę tej kwoty w losowaniu.
Sam Espace F1 pokazuje swoje możliwości, wioząc mnie po Yas Marina w ramach czasowego wyzwania sieciowego. Kojarzę dobrze ten obiekt z Formuły 1 oglądanej w telewizji i z wielu wyścigów przejechanych w GRID: Autosport. Przyjemnie jest pośmigać tu ponownie w nocy, choć wyniki początkowo mam słabe i wykręcam tylko pewny czas na brąz.
Gumy McLarena
Nie opuszczam jednak toru w Abu Dabi, bo w zadaniach cotygodniowych czeka jeszcze wyścig klasy World Touring Car 800. W moim garażu najbliżej pod względem limitu PP jest żółty McLaren i to nim staję na linii startu. Początkowo tempo jest dobre. Mam najlepszy czas pojedynczego kółka i pnę się w górę klasyfikacji. Wszystko wskazuje na to, że obejdzie się bez zjazdu do pit-stopu. W drugiej części wyścigu orientuję się, że agresywny styl jazdy zabije moje tylne opony na kilka kilometrów przed metą. Pamiętam, jakie miało to konsekwencje na Autopolis jakiś czas temu. Zaczynam jechać spokojniej, by nie katować gum mocnymi dohamowaniami i jazdą na granicy poślizgu po łukach. Czasy są słabsze, a konkurenci wcale nie zwalniają. Choć jestem blisko, kończę za podium. Wpadam na metę czwarty, co oznacza, że czeka mnie co najmniej jeszcze jedna próba.
Na rewanż wystawiam Mercedesa AMG. Nie jest to moja ulubiona marka. Zawsze mam problemy z opanowaniem tych samochodów, a jeśli już nawet się udaje, to rzadko kiedy kończy się to triumfem. Z pewną rezerwą zaczynam więc wyścig i zaczynam przyglądać się czasom oraz sytuacji w stawce. Mercedes lepiej obchodzi się z oponami, do tego przewaga lidera systematycznie topnieje. Znając już lepiej tor, urywam kolejne dziesiętne sekundy z każdego kółka. Po bardzo przyjemnym kwadransie jazdy, na ostatnim okrążeniu atakuję lidera na długiej prostej i przeskakuję na czoło klasyfikacji generalnej. Dowożę zwycięstwo, a przy okazji znajduję całkiem ciekawego kandydata do innych wyścigów w tej klasie.
Dzień 151
Najgorszy możliwy wynik w sieciowej czasówce? Być zaraz za limitem pięciu procent straty do lidera. 750 000 kredytów straconych przez kilkadziesiąt setnych sekundy nie było mi zbytnio w smak, więc przez dobre czterdzieści minut jeździłem Espace’em F1 po Yas Marinie, próbując poskładać optymalne okrążenie. Nie najlepiej to świadczy o moich umiejętnościach, prawda? W teorii miałem około pięć sekund do urwania, gdybym jechał jak najlepsi z najlepszych. W praktyce mocowałem się z Renault, by pokonać swój cień i w końcu wyprzedzić ducha o potrzebną długość maski. Spać poszedłem usatysfakcjonowany, bo znowu byłem w srebrze, choć wynik +4,99% i pięć dni do zakończenia zmagań sugerowały, by raczej hamować optymizm.
Dzień 152
Dwa dni później okazało się, że cały ten wysiłek był w gruncie rzeczy na marne, bo lider jeszcze podkręcił tempo i poprawił swój wynik, więc mój rezultat był przez to o 5,06% gorszy. Uczciwie uznałem, przed samym sobą, że należy posypać głowę popiołem. Tym razem zgarniam tylko brązowy łup.
Postanowiłem wziąć się za to wreszcie za menu bonusowe. Zostały dwa tory do przejechania w ramach World Touring Car 900. Na pierwszy ogień wybrałem Nurburgring w wariancie GP. I tu pozwólcie na chwilę refleksji.
Są takie samochody, które z niektórymi kierowcami po prostu nie współgrają. U innych prowadzą się jak marzenie i przynoszą triumfy, a u ciebie z reguły kojarzą się z niepowodzeniami. Mam tak z Peugeotem 908 HDi FAP ’10. Widziałem nie raz, jak inni robią nim cuda na torze w wyścigach długodystansowych. Sam próbowałem trzykrotnie w różnych wyścigach i zawsze kończyłem tak samo rozczarowany.
Podobnie było na Nurburgringu GP. Tempo wydawało się solidne, apetyt na paliwo wystarczająco mały, by myśleć o całym dystansie bez pit-stopu. Mimo to Peugeot wtoczył się na metę jako szósty. Przez krótką chwilę, zaczynając ostatnie okrążenie, widziałem przed sobą odjeżdżające auta na miejscach trzy i cztery, ale nie było nawet szans powalczyć o potrzebne podium. Następnych szans dla Peugeota raczej nie będzie.
Dzień 153
Przegląd garażu pod kątem wyboru samochodu na Nurburgring GP skłonił mnie do sprawdzenia w akcji nieruszanego do tej pory Audi VGT. Dokupiłem twarde opony, turbosprężarkę i ruszyłem na tor, ciekawy efektów eksperymentu. Zaraz na starcie przestawiam wajchę na tryb eco, licząc na wyścig bez konieczności zjeżdżania do boksów.
Paliwa powinno wystarczyć na styk, jak informują wskaźniki. Zaczynam cisnąć, testując zachowanie Audi na prostych, w zakrętach i dohamowaniach. Nie sprawia kłopotów, choć zaraz na starcie drugiego okrążenia dostajemy cios w postaci kuksańca od wyprzedzanego na ostrym nawrocie rywala. Nie udaje się z tego wyjść bez szwanku. Tracimy dopiero co zyskane trzy miejsca i sporo cennego czasu, ale wracamy do gry.
Czasy pojedynczych kółek są solidne i strata do konkurentów regularnie maleje. Czołówka ma wciąż sporą przewagę, ale zakładam, że wszyscy będą jeszcze zjeżdżać, więc spotkamy się w walce koło w koło na prostej startowej.
Maruder na wagę złota
Idzie dobrze, ale jadę zbyt agresywnie i na siódmym kółku z dziesięciu spostrzegam, że w takim stylu skatuję opony przed metą. Muszę znowu zwolnić i zrobić się delikatniejszy. Z tyłu głowy mam wcześniejsze niepowodzenie McLarenem w podobnych warunkach. Przedostatnie kółko zaczynam drugi, mijając wyjeżdżającego z boksu konkurenta i budując nad nim niewielką, trzysekundową przewagę.
Lider zjeżdża przy następnej okazji. Muszę znaleźć optymalne tempo, by wyprzedzić go podczas tankowania, ale jednocześnie nie zarżnąć opon. Przydaje się lepsza znajomość toru. Ostatnie kilometry jadę ostrożnie, widząc i czując, że gumy są na granicy przyczepności. Nissan za mną szybko zmniejsza dystans, będąc wyraźnie w trybie ataku. I wtedy pomaga mi maruder. Dubluję najsłabszego w stawce kierowcę na prostej, a mój konkurent utyka na chwilę w zakrętach, tracąc dobrą sekundę. Tyle jest mi potrzebne, by zaliczyć wyzwanie z menu, ale też dopisać kolejny wygrany wyścig w karierze.
Na świeżo przejeżdżam jeszcze, przed wyłączeniem konsoli, praktykę na tym samym torze. Brąz jest formalnością.
—
Gran Turismo 7 to kolejna odsłona jednej z najsłynniejszych gier wyścigowych, które kiedykolwiek ukazały się na konsolach i komputerach. Wydawana ekskluzywnie na PlayStation pozwala na długie tygodnie zatopić się w kolekcjonowaniu setek samochodów oraz na wyścigach po prawdziwych i fikcyjnych torach w różnych rejonach świata. Do tego uniwersum wracam po wielu latach przerwy, ale z bagażem ciepłych wspomnień zebranych w odsłonach z numerkami 1, 2 i 4. Jakie wrażenia wzbudzi we mnie GT7? O tym przeczytasz w kolejnych odcinkach pamiętnika – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!




