Zombie Driver #5: Mutacje i pożary

Zombie Driver Blog

Jeśli odczyty są poprawne, to będzie III Wojna Światowa. Blofeld nie przejawiał do tej pory skłonności do przesady czy paniki, więc taka deklaracja w rozmowie radiowej zmroziła mi lekko skórę. Opracowana przez uratowanych badaczy maszyna wskazała na trzy ogromne skupiska zombiaków na przedmieściach na północy. Jeśli taka fala żywych trupów ruszy przez miasto, nikt nie ocaleje.

Wojna z zombi

Generał nie wahał się ani chwili i oddał mi ponownie do dyspozycji czołg. Miałem nieograniczoną liczbę pocisków i proste zadanie zniszczenia wszystkich źródeł zombi oraz tylu martwiaków, ilu tylko zdołam. Pojechałem na północ, niespecjalnie pewny o swój los. Pancerz czołgu może był mocny, ale jeśli rzeczywiście czekają tam na mnie niespotykane dotąd liczby wrogów, to nawet pojazd przygotowany na wojnę może nie dać rady.

Na przedmieściach rzeczywiście zaroiło się od umarlaków. Odór zarazy i śmierci unosił się w powietrzu, osiągając niemożliwe do zniesienia poziomy blisko gór gnijącego mięcha na ulicach. Chciałem stąd odjechać najszybciej jak to tylko możliwe, więc od razu zabrałem się do pracy. Pociski rytmicznie opuszczały lufę czołgu, a rejonem zaczęły wstrząsać kolejne eksplozje. Zombiaki miały przewagę liczebną, ale wobec takiej siły zniszczenia nie mogły się bronić. Uważałem, by nie dać się otoczyć i z bezpiecznej odległości eliminowałem kolejne cele. Może Blofeld przesadzał podczas odprawy, a może to właśnie jego ostrzeżenia pomogły mi wrócić do bazy całym i zdrowym. I tę misję zakończyłem sukcesem.

Zdechły kot

Długo nie nacieszyłem się zwycięstwem i spokojem. Armia dostała sygnał od naukowców, że jest podobnież szansa na uleczenie zarażonych, jeśli zostanie podany im lek we wczesnym stadium choroby. Konieczne było jednak wytworzenie antidotum. Pomóc miał w tym… zdechły kot. A dokładniej martwy czworonóg, który ożył na skutek tajemniczej infekcji. Jeden z weterynarzy zgłosił do laboratorium, że ma takiego osobnika u siebie i chętnie przekaże go do badań. Potem zaczęła się epidemia i kontakt się urwał.

Choć pogoda się schrzaniła i lało, a do tego była późna i ciemna noc, wyruszyłem na miasto, by odnaleźć weterynarzy pod wskazanymi adresami. Przy okazji miałem załatwić trochę nieumarłych psów, bo badaczom z bazy kończył się materiał do eksperymentów. Kląłem pod nosem, próbując dotrzeć coś na drodze. Wąskie smużki świateł pokazywały niewiele, a rzęsisty deszcz jakby koniecznie próbował ukryć przede mną zombiaki.

W takich warunkach nietrudno o błąd. Za kółkiem takich nie popełniłem. Odwiedziłem kolejne placówki weterynaryjne i uratowałem wszystkich specjalistów, których nazwiska miałem na przekazanej liście. Moja nieuwaga skończyła się za to bolesnym zadrapaniem w rękę, które dostałem od pakowanego do auta zdechłego kota-zombi. Pieprzony sierściuch.

Metody Blofelda

Wracałem do bazy dodatkowo poirytowany, ale głowę zaprzątały mi też inne myśli. Jedna z lekarek opowiedziała o statku pełnym ciał, który niedawno opuścił miasto. Głośno zastanawiała się, po co ktoś miałby wywozić martwych, kiedy na ewakuację czekają jeszcze żywi. Niegłupie pytanie.

Blofeld sprytnie rozegrał mnie w bazie, nie dając dojść do głosu i przerzucając całą uwagę na zadrapanie. Troska w głosie była aż nienaturalna. Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, o co tu chodzi.

Może i chciałbym trochę pogrzebać i dowiedzieć się czegoś więcej, ale sytuacja w mieście skutecznie odciąga moją uwagę. Ledwie dzień po akcji z weterynarzami, generał zgłosił się z kolejną prośbą. I znów nie sposób było odmówić pomocy, bo było ryzyko, że za moment możemy wszyscy zginąć, jak nikt nic nie zrobi.

Do bazy spłynął raport o zmutowanej, ogromnej roślinie, która zdziesiątkowała oddział zwiadowców wysłany w okolice lotniska. Normalnie pomyślałbym, że w takiej sytuacji wojsko wysyła tam większe siły i bierze rewanż. Nic z tych rzeczy. Blofeld postanowił wysłać mnie. Faceta w limuzynie, który po prostu próbuje przetrwać.

Zmutowana roślina

Pojechałem tym razem na południe, niespecjalnie ciekawy, co konkretnie pozbawiło życia kilkunastu wojaków. Widok drzewa połączonego z górą gnijącego mięsa i błota sprawił, że omal nie zapaskudziłem sobie deski rozdzielczej. Miałem ochotę wcisnąć gaz do dechy i spieprzać, ale Blofeld miał rację. Musieliśmy to gówno zniszczyć, zanim rozrośnie się bardziej i załatwi całe miasto.

Plant Boss Zombie Driver

Znów czekała mnie ciężka harówka. Musiałem dobrze się ustawiać, by rakietami czy pociskami karabinu trafiać w bestię. Mogłem jednak tak celować tylko przez krótką chwilę, bo zaraz koło mnie wyrastały wielkie pędy, które próbowały wgnieść mnie w ziemię. Nie brakowało też wielkich głazów, lecących z impetem prosto na maskę. Roślina miała ten słaby punkt, że była nieruchoma, a ja z kolei całkiem mobilny. Wokół parku walało się też od groma broni i trochę apteczek. Zapasy w sam raz na zwycięską bitwę.

Przeczuwając swój koniec, potwór okrył się korzeniami, by przeczekać i urosnąć. Chciał błyskawicznie ewoluować, by po prostu przetrwać. Generał podpowiedział, co możemy zrobić, żeby do tego nie dopuścić. Zdradził, że niedaleko znajdę ładunki wybuchowe pozostawione przez armię. Pojechałem po nie, zabrałem i przywiozłem w prezencie roślince, którą po wybuchu pożarły płomienie. Blofeld gratulował i dziękował przez radio, a ja nie mogłem opędzić się od myśli, że ten wirus ma bardzo niepokojące właściwości. Jeśli żaden organizm żywy nie jest chroniony przed mutacją, to czy w ogóle mamy szansę się uratować? Czy w ogóle będzie za moment gdzie uciekać z tego przeklętego miejsca?

Silni strażacy

Mieszkańcy miasta walczą. Dowodem na to była niedawna sytuacja na lotnisku, gdzie grupie osób udało się odnaleźć jakiegoś pilota, zatankować samolot i wystartować. Niestety rozbili się kilka minut później, z niejasnych przyczyn. Blofeld chce przenieść bazę na lotnisko, by armia mogła wykorzystać drogę lotniczą i pomóc kolejnym ocalałym, którzy wpadną na taki pomysł. Dziwne, że dopiero teraz wojskowi na to wpadli.

Na razie szanse na kolejne przenosiny są niewielkie, bo wokół portu lotniczego szaleją pożary. Burmistrz podpowiedział, że w mieście są dwie remizy, gdzie możemy znaleźć sprzęt potrzebny do walki z żywiołem. Być może znajdziemy tam też jeszcze jakiś strażaków, którzy zdołali się skutecznie zabarykadować.

Autobus Zombie Driver

Odpaliłem autobus i ruszyłem przed siebie. Misja niewiele inna od wielu poprzednich, w których musiałem przebić się przez setki zombiaków, dotrzeć we wskazane miejsce, oczyścić je, a potem sprawnie zabrać na pokład ocalałych. Na szczęście strażacy zdołali skutecznie wybronić się przed atakami, a budynki obu remiz wytrzymały kolejne natarcia truposzy. Wróciłem do bazy aż z szesnastoma silnymi i dysponującymi potrzebnymi umiejętnościami facetami. Nie lada pomoc w takich warunkach. Wojsko tymczasem zabezpieczyło wóz, którym będą mogli ugasić pożary.

Brutalna pobudka

Kładłem się spać zadowolony z siebie. Poranek przyniósł brutalne otrzeźwienie. Radość była przedwczesna. Blofeld chłodno zakomunikował, że strażacy okazali się zainfekowani. W nocy zaczęli tracić nad sobą kontrolę i wzajemnie się zjadać. Żołnierze, którzy przybyli na miejsce, musieli użyć miotaczy płomieni, by zgładzić ich i zapobiec dalszym ofiarom.

Nagle okazało się, że w teorii jestem jedyną kompetentną osobą do poprowadzenia wozu strażackiego. Tak w każdym razie widział to generał, któremu wcześniej zaimponowałem obsługą buldożera czy czołgu. Nie spodziewałem się, jaką niespodziankę dla mnie przygotował. Dostałem do swojej dyspozycji całkiem szybki i mający odpowiednią masę do taranowania zombiaków pojazd. Problem w tym, że nie można było do niego zamontować choćby jednego karabinu. Wojskowi wysilili się na tyle, by zwiększyć trochę ciśnienie wody wyrzuconej z armatki, ale Blofeld lojalnie ostrzegł mnie, że wystarczy to najwyżej na pojedynczych truposzy.

Walka z żywiołem

Wyruszałem miasto bezbronny i z cholernie trudną misją wygaszenia kilku ognisk pożarów wokół lotniska. Jechałem w miejsca, gdzie kręciły się ogromne hordy umarlaków. Kiedy dotarłem do pierwszej lokalizacji, powitały mnie palące się wraki samochodów i trawione ogniem budynki. Płomienie sięgały trzeciego piętra, a gorąc parzył nawet z odległości kilku metrów. Musiałem jakoś pogodzić walkę z nacierającymi z różnych stron zombiakami i realizację misji.

Firetruck Mission Zombie Driver

Chciałem jak najszybciej ugasić ogień i odjechać. Wrócić do bazy, wziąć chłodny prysznic i odpocząć. Na szczęście woda skutecznie radziła sobie z żywiołem, więc nie musiałem spędzać zbyt wiele czasu przy kolejnych celach. To ratowało mi skórę, bo nieumarli lgnęli do mojego pojazdu jak ćmy do światła. Systematycznie ugasiłem wszystko, co było zlecone przez armię. Wróciłem wycieńczony, odbierając przez radio kolejne pochwały i gratulacje.

Zombie Driver: Immortal Edition to wydana w 2019 roku na PlayStation 4 strzelanka z widokiem z góry, w której siadamy za sterami różnych pojazdów i próbujemy przetrwać w mieście pełnym nieumarłych. Co czeka nas na drodze i czy poznamy źródła epidemii? O tym wszystkim postaram się opowiedzieć w relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w mieście pełnym zombi! Dziękuję z góry!  

<— Poprzedni odcinek relacji z gry Zombie Driver

<— Pierwszy odcinek opowiadania Zombie Driver

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.