Zombie Driver #1: Za kółkiem taksówki
Nawet nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy się to zaczęło. Coś gdzieś jebło i nagle ludzie zaczęli zamieniać się w zombi. Ani się obejrzeliśmy, a miasto stało się gigantycznym polem bitwy, gdzie szybko rosnące hordy nieumarłych polują na coraz mniejsze grupy ocalałych. Przetrwałem na tyle długo, by doczekać się wreszcie interwencji armii.
Okopani
Wojsko przybyło, założyło bazę, ale po kilku misjach ratunkowych stwierdziło, że lepiej nie wyściubiać nosa poza zabezpieczony obszar. Nie mając za bardzo innej opcji, nawiązałem kontakt z generałem, który nadzorował operację. Tłumaczył się, że kwestie biurokratyczne związały mu ręce i że może by chciał, ale w sumie nie za bardzo może jakoś pomóc walczącym o przetrwanie. Zaproponował pewien układ. Skoro już utrzymałem się przy życiu tyle czasu i wykazuję chęć uratowania własnych czterech liter, a on nie może mnie i tak wypuścić z miasta, co by czasem nie rozprzestrzenić epidemii na cały kraj, to jesteśmy na siebie skazani. A dokładniej to możemy sobie wzajemnie pomóc.
Ja zgłoszę się na przymusowego ochotnika do kilku akcji ratunkowych i nie tylko, a on wspomoże mnie bronią i doposażeniem samochodów, którymi jeżdżę po opanowanym przez zombi mieście. Spojrzałem na zupełnie przypadkowo zabraną z którejś ulicy żółtą taksówkę i uśmiechnąłem się kwaśno. Zakrwawiona maska i obity zderzak przypomniały, że w gruncie rzeczy i tak jeżdżę po metropolii, szukając zasobów. Czemu by więc nie dać sobie jakiegoś dodatkowego celu, a może i jakiejś broni zwiększającej szanse w rozgrywce z zombiakami?
Na pierwszy ogień poszła gruba ryba. Ewakuacja burmistrza nie powiodła się i wraz ze swoją obstawą siedział zabarykadowany w rezydencji. Wojsko chciało mu pomóc głównie ze względu na rozeznanie w topografii miasta i kilka informacji, które miał w głowie. Nie można było wysłać czołgów, posłano więc mnie w niepozornej taksówce.
Burmistrz w puszce
Wyjechałem na ulice z gazem wciśniętym w podłogę. Od czasu wybuchu epidemii tylko taka jazda ma sens. Po ulicach szwendają się całe gromady żywych trupów, a ktokolwiek jedzie za wolno, ten staje się ich obiadem. Popędziłem do wskazanego punktu, rozgniatając i rozrzucając pojękujące zombi po krawężnikach do niedawna spokojnych ulic miasta.
Burmistrza zastałem w naprawdę gównianym położeniu. Znużony czekaniem najwyraźniej próbował sam wydostać się z pułapki. Przedostał się nawet do stojącej przed budynkiem limuzyny, ale ta odmówiła współpracy i teraz siedział wściekle przerażony z ostatnimi ochroniarzami w metalowej puszcze, w którą z każdej strony tłukły trupy.
Niezły bajzel, który musiałem posprzątać. Na szczęście nieopodal znalazłem dwa czekające na nowego właściciela karabiny maszynowe, które niejako z automatu przytwierdziły się tuż nad reflektorami mojej taksówki. Rozprułem motłoch, ratując burmistrza z tarapatów. Przy okazji dochrapałem się małej premii od zarządcy upadającego miasta.
Najważniejsze jednak było potwierdzenie umowy zawartej z generałem. Wykonując pierwsze zadanie, pokazałem gotowość do służby, a on odwdzięczył się zgodnie z deklaracjami. Niewielkie szanse na moje przetrwanie minimalnie wzrosły.
Zły czas na superbryki
Dostęp do karabinów zresztą szybko mi się opłacił. Zgodnie z przypuszczeniami, które nie wymagały jakiejś skomplikowanej dedukcji czy nie lada erudycji, liczba zombi na ulicach rosła w postępie geometrycznym. Wraz z rosnącym głodem robiły się też coraz bardziej agresywne i jakby kreatywne. Nie powiem, pierwsze rzucone przez nie beczki i skrzynki nieźle mnie wystraszyły, bo wzięły zupełnie z zaskoczenia.
Generał Blofeld okazał się cennym sojusznikiem dla kogoś takiego ja. Gościa uwięzionego w mieście pełnym nieumarłych, gdzie jeden zły ruch oznacza twoją przykrą i mało estetyczną śmierć. Nie tylko pozwalał schronić się na chwilę w dobrze zabezpieczanej przez czołgi i śmigłowce bazie, ale też dostarczał broń i apteczki. Dodatkowo chętnie dzielił się łupami i oferował warsztat, w którym mogę zwiększyć możliwości bojowe dostępnych pojazdów.
W przeciwieństwie do zajętych biurokracją dowódców i debatujących bez efektów polityków, próbował cokolwiek zrobić. Sam niewiele mógł, ale tym ważniejszy byłem dla niego ja i moje umiejętności przetrwania oraz szybkiego przemieszczania się po metropolii. Nie miał więc specjalnych oporów, by w ramach kolejnej misji ratunkowej przy okazji pozwolić mi zabrać kluczyki do sportowej bryki. Przypominała Bugatti. O takim aucie mężczyźni śnią nocami. W tym momencie życia nie miała jednak tego uroku, przegrywając z bardziej siermiężną, ale też odporniejszą na ataki i masywniejszą przy taranowaniu taksówką.
Gówno z mackami
Kolejna prośba Blofelda wysyłała mnie na wschód. W rejon katastrofy lotniczej, skąd zagadkowo nadciągały kolejne hordy zombich. Zbyt wielu jak na ożywione ofiary wypadku. Uzbroiłem taksówkę w karabiny i popędziłem na miejsce. Tam miałem przykrą przyjemność zmierzyć się z czymś, co przypominało wielką kupę gówna z mackami i facjatą. Z jakiegoś względu lokalizacja koło wraku sprzyjała tej istocie rodem z koszmarów we wzroście. Generał ucieszył się na moje odkrycie, bo mieliśmy szansę wyeliminować bestię nim osiągnie gargantuiczne rozmiary i stanie się niepowstrzymana.
Problem w tym, że walką z tym okropieństwem musiałem zająć się ja. Monstrum rzucało ciężkimi przedmiotami, które poważnie uszkadzały samochód, a do tego pluło zielonkawym kwasem, który topił karoserię. Ostrzeliwanie jej wielkiego cielska oznaczało konieczność utrzymania maski prosto, więc musiałem się mocno nakręcić kierownicą, by połączyć skuteczne ataki i manewry obronne. Do tego jeszcze cały czas z różnych stron przychodziły kolejne zaalarmowane hałasami truposze.
Kiedy wreszcie pod gradem kul stwór zaczął się obrzydliwie rozpadać, a powietrze przeszył donośny skowyt, odetchnąłem. Nie pisałem się na to, ale i tak lepszy taki los niż zostanie zeżartym żywcem przez sąsiada, któremu coś poprzestawiało się w bani. Oby życzenie Blofelda się spełniło i więcej takich mutantów nie przyszło nam spotykać na naszej usłanej zombi drodze…
—
Zombie Driver: Immortal Edition to wydana w 2019 roku na PlayStation 4 strzelanka z widokiem z góry, w której siadamy za sterami różnych pojazdów i próbujemy przetrwać w mieście pełnym nieumarłych. Co czeka nas na drodze i czy poznamy źródła epidemii? O tym wszystkim postaram się opowiedzieć w relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w mieście pełnym zombi! Dziękuję z góry!





