Zombie Driver #2: Manewry wojskowe
Kraj mnie potrzebuje. Zaśmiałem się głośno na te słowa Blofelda, wiedząc, że politycy i generalicja mają z pewnością o wiele poważniejsze zmartwienia niż życie cywilów uwięzionych w jakimś zapomnianym przez Boga mieście. Doceniłem jednak próbę podziękowania mi za dotychczasowe starania ze strony dowódcy. Nasza wspólna, nierówna walka z hordami zombi trwała.
Kluczyki do limuzyny
Armii dobrze szło utrzymywanie punktu, który wyznaczyli na swoją bazę. Jeśli jednak chodzi o pozostałe działania, dostawali solidne wciry od zombiaków. Sprzątać po ich wpadkach musiałem ja, bo nikt inny nie mógł. Kiedy więc rozbił się śmigłowiec wysłany do ewakuacji uczniów jednej ze szkół, to właśnie ja pognałem taksówką po rzekomo wciąż żyjących nastolatków.
Burmistrz przy okazji zaoferował się, że jego limuzyna stojąca w garażu nieopodal szkoły jest do mojej dyspozycji. O ile oczywiście zdołam się do niej dostać, co przy rosnącej liczbie zombi rzeczywiście mogło stanowić wyzwanie. Nieumarli nie tylko stawali się bardziej liczni, ale też masywniejsi. Od pewnego czasu zderzałem się już na ulicach z większymi okazami. Były one o tyle upierdliwe, że potrafiły cielskiem mocno spowolnić nawet rozpędzoną taksówkę, więc tym istotniejsze stało się trzymanie w zapasie kilkudziesięciu pocisków karabinu czy nawet turbo. Złapany w pułapkę, byłbym niczym sardynka w puszcze zgniatanej ciosami wściekłych pięści nieumarłych.
Pojechałem na miejsce, uratowałem dzieciaki, a przy okazji zdobyłem kluczyki do limuzyny. Nie pomyliłem się, warto było zaryzykować. Bielutka bryka była masywniejsza i wytrzymalsza od mojej wysłużonej już taksówki i choć brakowało jej może prędkości, to odpowiadała moim potrzebom. Zwiększała szanse przetrwania w tej gównianej sytuacji.
Fachowcy
A jak już jesteśmy przy gównianych sytuacjach. Blofeld zadzwonił z prośbą o ratunek dla ekipy telewizyjnej, która chciała nagrać reportaż z miasta. Lekceważąc ostrzeżenia, przebiła się przez barykady i ponagrywała sporo podobno wartościowych materiałów. Sęk w tym, że w drodze powrotnej ich furgonetka zbuntowała się i stanęła na ścieżce pośrodku niewielkiego skweru. Idealny punkt, jeśli chcesz zostać zaserwowanym zombi na drugie śniadanie.
Pognałem na miejsce w nowym samochodzie. Los dziennikarzy niespecjalnie mnie interesował, ale chciałem sprawdzić w akcji limuzynę. Okazała się całkiem zwrotna jak na swoje gabaryty, a dzięki większej odporności na uszkodzenia mogłem skupić się na eliminacji pałętających się trupów, zamiast analizowaniu stanu swoich czterech kółek. Szybka akcja zakończyła się sukcesem i wróciliśmy do bazy, zostawiając za sobą skąpany w jeziorze krwi skwer.
Blofeld zdobył potrzebne informacje i najwyraźniej nie brzmiały zbyt optymistycznie. Niedługo później wojsko podjęło decyzję o konieczności zmiany miejsca stacjonowania. Obecna baza stała się zbyt narażona na zalanie falą zombi. Potrzebna była nowa miejscówka, łatwiejsza do ochrony. Taką jawiła się niewielka wyspa portowa, do której prowadziły tylko drogi z mostami. Problem był w tym, że zaraz po wybuchu epidemii ktoś oba podniósł i teraz potrzebne były inżynierskie głowy, by zająć się tematem na miejscu. Mnie przypadła w udziale misja uratowania przynajmniej czterech z sześciu fachowców i dostarczenia ich do bazy.
Manewry wojskowe
Docisnąłem pedał do podłogi i popędziłem za wskazaniami nawigacji. Taranowałem i rozstrzeliwałem wszystko na swojej drodze, obserwując kątem oka, jak biały lakier samochodu znowu się czerwieni. Plusem obecnej sytuacji było to, że zaczynałem się już powoli przyzwyczajać do rzeczywistości, w jakiej się znalazłem. Martwi nie przerażali mnie już tak bardzo jak na początku. Mając na koncie dobre kilka tysięcy zabitych, jakoś tak mechanicznie zaczynałem eliminować kolejnych. Blofeld nic nie mówił. Liczyło się to, że jestem skuteczny w swojej robocie.
Mosty zostały opuszczone. Droga stanęła otworem, więc wojsko mogło rozpocząć skomplikowany manewr logistyczny przenoszenia sprzętu i ludzi. Patrząc na te wszystkie czołgi, helikoptery i dziesiątki piechurów z karabinami, widziałem sporą siłę ognia. Jednocześnie zastanawiałem się, na ile ona wystarczy, jeśli taki konwój zostanie zalany falą wygłodniałych zombiaków w niezbyt fortunnym momencie.
Gaz na zombi
Nie byłem jedynym, który rozważał rozmaite ryzyka związane z przygotowywaną operacją. Generał Blofeld chciał mieć pewność, że jego ludzie zyskają czas potrzebny na rozstawienie się i przygotowanie umocnień. Pomocną dłoń wyciągnęli do niego pracujący dla armii naukowcy, którzy opracowali specjalny specyfik odstraszający nieumarłych. Musiał zostać tylko rozpylony z przygotowanych zbiorników na wskazanym terenie, a to zadanie powierzono już mi.
Przy okazji dowódca poprosił, bym w miarę możliwość rozwalił każdy zainfekowany kontener napotkany na swojej drodze. Tu akurat nie musiał się specjalnie upominać, bo każde źródło martwiaków brałem z automatu na cel, żeby i sobie trochę ułatwić życie. Misja poszła raczej gładko, choć wyzwaniem okazał się nowy typ zombiaków, którym musiałem stawić czoła.
Wielkie i otyłe monstra miały nieprzyjemny zwyczaj eksplodowania pod wpływem gazów nawarstwiających się wewnątrz ciał, a taka sytuacja źle wpływała na pancerz mojej fury. Musiałem więc albo likwidować je z bezpiecznej odległości, mogąc napatrzyć się na wystrzeliwujące w każdą stronę flaki albo taranować szybko i zabijać, nim zdążą się aktywować i zrobić „bum”.
Zacumowane okręty
Ciekawe było, że gaz mający rzekomo odstraszać zombi jednocześnie motywował je do agresywnego atakowania rozstawionego zbiornika. Jakby czuły, że przeszkodzi im w swobodnym poruszaniu się na danym terenie i chciały logicznie uszkodzić go przed wypuszczeniem wystarczającej ilości substancji. Interesujące, nie spodziewałem się rozsądku po umarlakach kierujących się wyłącznie głodem.
Kiedy armia zadomowiła się już na nowym kwadracie, generał mógł wrócić do tematu ewakuacji ocalałych. Port dawał mu możliwość bezpiecznego przetransportowania cywilów poza teren zajęty przez trupy. Problem w tym, że jedyne nadal zacumowane statki były uszkodzone, a marynarze zdolni je obsłużyć znajdowali się w spelunach gdzieś na terenie miasta…
—
Zombie Driver: Immortal Edition to wydana w 2019 roku na PlayStation 4 strzelanka z widokiem z góry, w której siadamy za sterami różnych pojazdów i próbujemy przetrwać w mieście pełnym nieumarłych. Co czeka nas na drodze i czy poznamy źródła epidemii? O tym wszystkim postaram się opowiedzieć w relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w mieście pełnym zombi! Dziękuję z góry!




