Jak 2: Renegade #7: Bitwa w grobowcu
Baron upadł. Dosłownie. Kiedy z Jakiem aktywowaliśmy pieczęć w Kanionie Niczyim, skierowany w stronę miasta promień świetlny uderzył prosto w wielki posąg Praxisa. Monumentalna, kamienna konstrukcja rozsypała się, odkrywając wejście do grobowca założyciela Haven City. Szukali go wszyscy i wszędzie, a znajdował się tuż pod nosem despotycznego zarządcy i jego ludzi, jak również członków ruchu oporu.
Grobowiec Mara
Samos, mający rzekomo wielkie przeznaczenie dzieciak, Kor i my stanęliśmy przed wejściem. Powitał nas dobrze znany z dawnych przygód głos Przedwiecznego, który ucieszył się na widok wyczekiwanego gościa. Drobny i wystraszony chłopiec był traktowany przez buntowników jak szansa na nowy początek. Za moment miał zostać poddany specjalnej próbie w grobowcu. Nijak nie rozumiałem, jak taka drobinka mogłaby przeciwstawić się Praxisowi i jego armii. W przypływie empatii starałem się wyperswadować mu wejście do środka, gdzie czekają nieznane niebezpieczeństwa.
Sytuację zrozumiał Przedwieczny. Dostrzegł, że dziecko jest zbyt młode, by podjąć się wyzwania. Dopiero co otwarte wrota zaczęły się z łoskotem zamykać. Samos w panice poprosił Jaka o pomoc, jakby mój kompan miał nagle moc cokolwiek zrobić. Niewiele myśląc ten z kolei wskoczył do środka w miejsce chłopca, ciągnąć mnie za sobą prosto w paszczę śmierci.
Znaleźliśmy się w środku grobowca, nie wiedząc, czego możemy się spodziewać. Odwiedzanie zapomnianych ruin, katakumb i innych równie uroczych miejsc nie było dla nas nowinką, ale i tak czułem się nieswojo. Instynkt przetrwania najwyraźniej podpowiadał mi głośną syreną alarmową, że powinienem stamtąd wiać. Ja jednak zignorowałem wysyłane mi ostrzeżenia. I wkrótce bardzo tego pożałowałem.
Posiłek dla pająka
Jak, wysportowany, zręczny i uzbrojony, dość łatwo radził sobie z wyzwaniami. Skakanie po zawieszonych wysoko blokach skalnych, obracanie się na pałąkach, a nawet zgadywanie, które trzy żuki trzeba trzasnąć, by otworzyć wrota – te wyzwania nie sprawiały mu trudności. Ja byłem zdany na możliwości swojego raczej wątłego ciała. Niewiele, patrząc na sytuację, w jakiej w pewnym momencie się znalazłem. Zostaliśmy rozdzieleni. Pozbawiony wsparcia ogniowego większego towarzysza stałem się smacznym kąskiem na mieszkającego w grobowcu wielkiego pająka, który od razu rzucił się na upatrzoną przekąskę.
Musiałem wiać gdzie pieprz rośnie, co było o tyle trudne, że zupełnie nie znałem drogi, którą uciekam. Każda rozpadlina, każdy niewielki przesmyk były dla mnie nowością i niespodzianką. Pająk tymczasem nacierał, a widok rozpadających się po zderzeniu z jego cielskiem murów skutecznie motywował mnie, by szybciej przebierać nogami. W pewnym momencie znalazłem się w ślepym zaułku. Tylko wrodzony spryt i talent do obserwacji pozwoliły wypatrzyć niewielkie pajęcze sieci, które potraktowałem jak trampoliny. Szybko wskoczyłem na górę, przebiegając jeszcze po wąskich gzymsach i ruszyłem dalej przed siebie, gnając przed coraz bardziej zirytowanym pająkiem.
Jakimś cudem mu uciekłem. Rozdzieliła nas ściana, której nie był w stanie pokonać. Znowu znalazłem się u boku Jaka, który tymczasem spokojnie zwiedzał sobie inną część grobowca. Irytacja narastała we mnie, kiedy chwilę później bawił się w łączenie w pary dźwięków rozedrganych nagrobków. To było jego wyzwanie. Ja tymczasem musiałem moment wcześniej walczyć o życie. Desperacko walczyć z prawdziwym monstrum!

Wyczucie czasu
Podołaliśmy trzem testom i otworzyliśmy wrota prowadzące do serca katakumb. Tam powitała nas ponownie znajoma twarz z posągów Przedwiecznych i ten doniosły głos, który płynął jakby z innego czasu i miejsca. Gospodarz był dumny z naszych osiągnięć i szczęśliwy, że oto wreszcie przybył ktoś godny przekazania mu artefaktu o wielkiej mocy. Kamienia, który mógł dać właścicielowi potężną moc. Potrzebną w nierównej walce z cywilizacją Metal Heads, która przed wiekami pokonała nawet Przedwiecznych.
I wtedy pojawił się baron w kolejnym robocie bojowym. Jego straże pojmały już naszych kompanów czekających przy wejściu, a on jakimś sposobem zdołał wedrzeć się do katakumb. Miał dobry zmysł lub wyjątkowe szczęście, bo przybył na gotowe. Kamień czekał tylko, by go wziąć. Przedwieczny niewiele mógł zrobić. Tylko my staliśmy się na drodze Praxisa do potęgi, której pragnął i której tak bardzo potrzebował.
Robot zaczął wiercić wkoło kamienia, by go oswobodzić, a w naszą stronę poleciały małe maszyny wyposażone w lance do porażania prądem. Nacierały z obu stron wąskiego, kamiennego gzymsu, ale Jak był szybki i uważny. Strzelba niszczyła je jednym strzałem. Kiedy wszystkie eksplodowały, maszyna kierowana przez barona wypluła z siebie kilka bomb o opóźnionym zapłonie. Jak zachował się nieracjonalnie, ale szybko podłapałem jego plan. Celnym kopnięciem mógł posłać ładunek z powrotem do nadawcy.
Przegrana bitwa
Wystarczyło kilka takich trafień, by Praxis zaczął się denerwować. Starał się wyciągnąć kamień, ale też bezpośrednio zaatakować nas serią pocisków z karabinów. Musieliśmy więc nie tylko uważać na ponowny atak małych robotów, ale też chować się za filarami, by nie otrzymać postrzału. Potem wrócił do siłowania się z kamieniem. Naiwnie liczył, że tym razem bomby zrobią swoje, ale te ponownie wróciły do niego.
Niestety kamień nie dał rady dłużej się opierać. Mechaniczne ramię wyrwało go ze skalnej kolebki, w której spoczywał od wieków. Baron osiągnął cel numer jeden i teraz mógł skoncentrować się na tym drugorzędnym. Na pozbawieniu nas życia. Jak jednak działał już w tym momencie na najwyższych obrotach. Unikał ataków, odpowiadał ogniem we właściwych momentach i nie dawał się zaskoczyć. Niewiele potrzebował, by nadwyrężona eksplozjami mechaniczna konstrukcja Praxisa w końcu rozleciała się.
Baron znów ocalał. Miał opracowany moduł ratunkowy. Mały, zwrotny i wystarczająco silny, by pozwolić mu na ucieczkę wraz z kamieniem. Cały nasz trud poszedł na marne. Przegraliśmy bitwę. Być może tę najważniejszą. Nie zamierzaliśmy jednak z tego powodu odpuszczać toczącej się wojny.
Misja ratunkowa
Pierwszym etapem kontrofensywy była misja ratunkowa. Karmazynowi strażnicy wpakowali do cel naszych towarzyszy, których musieliśmy jak najszybciej wyciągnąć. Przy okazji okazało się, skąd baron wiedział o naszej eskapadzie do katakumb. Torn zdradził. Nie z własnej woli. Uległ wobec szantażu, bo Praxis zagroził, że pozbawi życia własną córkę, którą mieliśmy przecież okazję już poznać. Sam pewnie poświęciłbym niejedno dla kogoś takiego.
Forteca była dobrze strzeżona. Obawiałem się kolejnego spotkania z czołgiem strażniczym, ale ten na szczęście służył najwyraźniej w innej części. Nam pozostało więc uporać się z żołnierzami z plecakami odrzutowymi, zwykłymi strażnikami z różnymi giwerami i działkami automatycznymi z namierzaniem laserowym. Pikuś.
Jak oberwał kilka razy, ale trudno było nie dostać pocisku przy tylu strzelających. Widziałem, jak słabnie, ale brnął przed siebie, kładąc kolejnych wrogów. Strzelba i karabin w jego rękach wyglądały groźniej niż kiedykolwiek wcześniej. W końcu, na skraju sił, dotarliśmy do sekcji więziennej. Otworzyliśmy drzwi cel. W jednej była ona. Tess. Wybawiłem ją z opresji, jak na herosa przystało. Sympatyczną atmosferę popsuł gderliwy głos, który za dobrze znałem. Oto z innej celi wyszedł zmęczony czekaniem Samos. Ten sam, który odbył z nami podróż w czasie. Podwójnej dawki marudnego starucha tylko nam do szczęścia brakowało.
—
Jak 2: Renegade to kontynuacja hitowej platformówki Jak & Daxter: The Precursor Legacy, która w dużym stopniu odchodzi od założeń klasycznej platformówki 3D. Zamiast tego dalsza opowieść o losach tytułowych bohaterów zmienia się w sandboksa w mrocznym i nieprzyjaznym świecie, stawiając dużo mocniej na strzelanie i fabułę. Co skrywa Jak 2 i jakiego rodzaju wyzwania oferuje? O tym wszystkim opowiem w kolejnych odcinkach opowiadania z gry. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w Haven City! Dziękuję z góry!
<— Poprzedni odcinek relacji z gry Jak 2: Renegade
<— Przeczytaj pierwszy odcinek opowieści z Jak 2: Renegade
< — Przeczytaj opowieść z Jak & Daxter: The Precursor Legacy





