InFamous 2 #5: Mroczne tajemnice

InFamous 2 blog

Całkiem sprawnie poszło mi budowanie reputacji w New Marais. Tropiąc Blast Cores i dając się we znaki Betrandowi i jego chłopaczkom, w krótkim czasie doczłapałem się do tytułu bohatera. Obywatele miasta byli dla mnie tak mili, że w paru sytuacjach pomogli mi nawet rozprawić się z bojówkarzami. Wlewałem w ich serca nadzieję i odwagę, której potrzebowali. A potem wystarczyła chwila, żebym nagle spadł z piedestału i znowu stał się pospolitym zbirem.

Wyprawa na bagna

To był raczej nieunikniony ciąg zdarzeń. Bestia zmierzała w stronę New Marais, masakrując wszystko na swojej drodze. Telewizja relacjonowała zdarzenia, cały czas zagubiona w próbach zrozumienia, co rujnuje wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nie łudziłem się, że ktokolwiek zatrzyma potwora. Klęska armii w ogromnej bitwie, w której poległo trzydzieści tysięcy wojaków, nie była zaskoczeniem. Zapowiedziała tylko, co za moment czeka i mnie. Przypominała na co powinienem być przygotowany.

Nie mogłem tracić czasu. Musiałem odnaleźć kilka wciąż potrzebnych Blast Cores. Sam pewnie nie podołałbym temu wyzwaniu, błądząc po mieście i łapiąc się kolejnych dziwnych pomysłów. Od czego miałem jednak kompanów, których na mojej drodze postawił los. Zeke i Kuo nie próżnowali, zdobywając cenne informacje. Nix pomagała na swój własny sposób. Patrząc z boku, można byłoby odnieść wrażenie, że odciągała moją uwagę od najważniejszego. Koniec końców, nie mogłem jej mieć tego za złe.

Nasza eskapada w jej rodzinne strony przyniosła sporo ważnych informacji. Musieliśmy ukraść bojówkarzom łódkę, żeby dostać się w zamglone, bagniste tereny zamieszkiwane jeszcze jakiś czas temu przez ludzi. Teraz były domem monstrów, które tylko czekały na pojawienie się jakiejś zagubionej ofiary. Nix wzięła na siebie obsługę łodzi, a ja musiałem robić za ochroniarza, który zadba o bezpieczne wody dla trzeszczącej łajby. Wieżyczki z wypatrującymi intruzów ludźmi Betranda były najmniejszym zmartwieniem. Dużo więcej kłopotów miałem z Ravagersami, w tym okazem, który przypominał lidera roju i wypluwał z siebie małe i niezwykle irytujące insekty. Pozbawiony wielu źródeł energii i ograniczany przez granice wyznaczane przez mętną wodę, musiałem się nagimnastykować, by pokonać napotykane bestie, nim one załatwią mnie.

Zabawa w stwórcę

Nagrodą była smutna historia Nix, która otworzyła mi oczy na to, jakim sukinsynem jest w rzeczywistości Bertrand. Conduit udający prawego obywatela zatroskanego losami całej cywilizacji. Eksperymentował na tych, których los obchodzi świat najmniej. Na biednych, na schorowanych, na tych wykluczonych. Im większy wyrzutek społeczny, tym atrakcyjniejszy materiał dla psychopaty. A wszystko po to, by obudzić w sobie moc za pomocą Ray Sphere. Miejsce po wybuchu przypomniało mi wydarzenia w Empire City i okoliczności moich narodzin. Tak też ocknęła się z mocami Nix, jedyna ocalała, której ciało miało właściwe geny, by obronić się przed falą dezintegrującą zwykłych śmiertelników.

Bertrand działał tak od dawna. Oficjalnie dbał o dobro mieszkańców New Marais i stanowczo sprzeciwiał się Conduitom i wszystkiemu, co nadnaturalne, a nie pochodzące od Boga. W cieniu tymczasem knuł bliżej nieznany, niezrozumiały plan. Sam posiadał moce, a jeszcze bawił się nimi, jakby był stwórcą. To ofiarą jego szaleństwa padła właśnie Kuo, którą torturował i wyposażył w zdolność panowania nad lodem.

Zeke dowiedział się, że urządzenie wykorzystywane do przenoszenia mocy pomiędzy Conduitami zostało przez Bertranda ukryte w Forcie Philippe. Spotkaliśmy się wszyscy na dachu. Ja, Nix, Kuo i Zeke. Trzeba było obmyślić plan. Twierdza na obrzeżach miasta była zbyt dobrze strzeżona, by nawet w pełnym składzie zdołać ją zdobyć. Potrzebowaliśmy wsparcia, a to mogli nam zapewnić ludzie Laroche’a. Buntownicy sprzeciwiający się terrorowi milicji. Jak nakłonić ich do współpracy przy tak niebezpiecznej misji? Moje dwie towarzyski miały zupełnie odmienne pomysły. Nix chciała wcielić w życie chytry plan, który zrobi ze mnie bohatera i pozwoli zdobyć ich szacunek, a jej da szansę na trochę krwawej rozrywki. Kuo wolała bardziej tradycyjne metody i zaproponowała wkupienie się w łaski poprzez dostarczenie bardzo potrzebnych medykamentów.

Spalona kryjówka

Obie opcje wyglądały sensownie. Obie panie miały dobre argumenty. Ostatecznie wybrałem uczciwszą drogę. Przyniosła mi wiele dobrego w Empire City, więc dlaczego miałbym zejść z tej ścieżki w New Marais? Kuo wykradła ambulans pełen antybiotyków, a ja wskoczyłem na dach, by konwojować pojazd pod wskazany adres. Miałem pewne obawy o finał naszej akcji, pamiętając historię z ratowaniem Wolfe’a. Tym razem nie wpadliśmy na żadną ciężarówkę i nie skończyliśmy w tonącym wraku zalewani słoną wodą oceanu.

Laroche nie powitał nas z oczekiwanym entuzjazmem. Miał ku temu powody, bo spaliliśmy kryjówkę buntowników i ściągnęliśmy im na głowy najazd sił bojówek. Wraz z Kuo zakasaliśmy rękawy, by pomóc odeprzeć atak, a kombinacja naszych umiejętności bardzo się przydała. Wrogowie nacierali z różnych stron, pędząc wąskimi alejkami i ostrzeliwując nas z dachów. Mobilność agentki miała teraz szczególną wartość, wywołując popłoch w szeregach atakujących. Ja po prostu robiłem swoje, sprzedając razy Ampem i posyłając dziesiątki pocisków przeszywających wrogów prądem.

Na fali euforii ze zwycięstwa Laroche i jego stosunkowo niewielka kompania zadeklarowali chęć udziału w naszym planie. Nie mieli za bardzo innego wyjścia, co siwowłosy mężczyzna zakomunikował nam jasno przez radio. Bertrand poznał lokalizację ich kryjówki i pewnie już szykuje kolejny atak. Buntownicy mogli go uprzedzić lub poczekać i dać się zabić w krwawej masakrze, którą później opakuje w ładny PR-owy bełkot wygłoszony podczas kolejnego płomiennego przemówienia.

Atak na fort

Powodzenie ataku spoczywało na naszych barkach. Fort był dobrze zabezpieczony. Stanowiska z karabinami przy bramach odstraszały już na pierwszy rzut oka. Na murach i wieżach rozstawione były moździerze gotowe zasypać intruzów rozrywającymi ciała pociskami. Do tego dziesiątki strażników wyposażonych w karabiny, strzelby i najgroźniejsze z mojej perspektywy rakietnice. Wystarczyła chwila nieuwagi, by znaleźć się w centrum eksplozji, która posyła cię na tamten świat.

Buntownicy nie mieli za bardzo wyboru. Byli zdani na nas, przynajmniej w pierwszych minutach bitwy. Ja, Kuo i Nix mogliśmy atakować z zaskoczenia, korzystając z nadludzkich zdolności. Na stanowiska karabinów napadłem więc z góry, rozrzucając pierwszych bojówkarzy falą uderzeniową, a potem eliminując nadal przytomnych uderzeniami Ampem. Rozmontowałem pierwsze karabiny i ludzie Laroche’a wpadli do środka. Rozpoczęła się regularna batalia. Pociski przeszywały powietrze i świszczały koło uszu, a budynkiem pamiętającym wiele walk znów zaczęły wstrząsać eksplozje.

Pomimo nadnaturalnych mocy musiałem być bardzo uważny i przede wszystkim ciągle pozostawać w ruchu. Motywowały mnie do tego przelatujące za plecami rakiety i wybuchające tuż obok pociski moździerzy. Bardzo przydatna okazywała się niedawno zdobyta zdolność wypluwania z siebie energetycznych pocisków z większą prędkością. Czułem, jakbym miał karabin w dłoni, którym mogę obezwładniać większe grupy wrogów.

Wybór mocy

Kuo odnalazła urządzenie i przygotowała je do zniszczenia, a my z Nix w tym samym czasie zajęliśmy się uprzykrzającymi nam życie bojówkami. Kiedy spotkaliśmy się ponownie we trójkę przy machinie od razu dostrzegłem Blast Core. Przekaźnik mocy może rzeczywiście wyrządził wiele złego, ale teraz mógł się nam bardzo przydać. Dawał mi szansę na pozyskanie nowych talentów, a te były mi bardzo potrzebne do talii kart, którą zamierzałem rozegrać decydującą o losach świata partyjkę z Bestią. Nix od razu zadeklarowała chęć udziału w transferze. Kuo starała się odwieść nas od tego pomysłu i ostrzec przed konsekwencjami. Widząc, że to nie wchodzi w grę, uległa i zgłosiła swoją kandydaturę w miejsce Nix.

Miałem trudny wybór. Dwie kobiety o jakże różnych podejściach do życia. O zupełnie przeciwstawnych poglądach. Dwie istoty o bardzo ciekawych zdolnościach, które mógłbym wykorzystać. Odłożyłem osobiste sympatie na bok i podszedłem do problemu praktycznie. Widziałem obie w boju. Latanie Kuo było kuszące, ale możliwość teleportowania się, by zaatakować wroga z bliska i z zaskoczenia wydawała się idealnym uzupełnieniem moich mocy. Klepnąłem Nix w tyłek, zapraszając do przekaźnika.

Kuo była wściekła i zawiedziona. Machina uruchomiła się, a naszą przykutą kajdanami dwójkę przeszedł potężny ładunek energii. Straciłem przytomność. Po chwili świadomość wróciła. Kręciło mi się w głowie, a ciało nie chciało współpracować. Ktoś krzyknął, że w innej części fortu ukrywał się Bertrand, który właśnie ewakuuje się helikopterem. Zebrałem w sobie resztki sił i chwiejąc się na nogach wygenerowałem w dłoni pocisk energetyczny, który posłałem prosto w szykujący się do podróży śmigłowiec. Potem padłem twarzą na zimną posadzkę, nie przejmując się już niczym.

Behemot w New Marais

Wstałem, będąc innym człowiekiem. Elektryczność połączyłem z ogniem, ale musiałem jeszcze nauczyć się z tego korzystać. Wokół było spokojniej. Fort został zdobyty przez Laroche’a i jego ludzi. Nix odzyskała przytomność wcześniej i ruszyła za Bertrandem. Zeke podpowiedział mi, gdzie powinienem się udać. Śmigłowiec rozbił się tuż przed mostem łączącym dzielnicę z inną częścią New Marais.

Zbliżał się wieczór. Nad rzeką zebrała się gęsta mgła, która nie pozwalała zobaczyć drugiego brzegu. Wpadłem do środka rozbitego pojazdu, licząc na znalezienie rannego przywódcy milicji. Nikogo nie było jednak w środku. Po chwili usłyszałem donośny ryk, który nie pochodził od żadnego z napotkanych do tej pory potworów. Nawet masywny Devourer brzmiał przy tym odgłosie, jak szczeniaczek przy dorosłym owczarku.

New Marais nawiedził Behemot. Monstrum wielkości budynku mieszkalnego, którego ogromna paszcza wypełniona ostrymi zębami wzbudzała słuszne przerażenie. Kroczył powoli ulicami na swoich czterech cienkich odnóżach, przypominając jakby powiększonego i zmutowanego skorupiaka. Wspólny wróg zawsze jednoczy i tak było też tym razem. Funkcjonariusze policji ostrzeliwali masywne cielsko ramię w ramię z bojówkarzami. Pierwszy raz ucieszyłem się, widząc zbirów z rakietnicami. Pierwszy raz nie były wymierzone we mnie.

Prawdziwa twarz monstrum

Behemot nic nie robił sobie z trafiających go pocisków. Przyjrzałem się mu się z dystansu i dostrzegłem charakterystyczne, świecące jasno różowe punkty. Jeśli miały być wskazówką, były aż nadto wyraźne. Zacząłem posyłać w nie pociski. Potwór zareagował na trafienia, co było potwierdzeniem moich przypuszczeń. Choć jako jedyny wyrządzałem mu ból, wydawał się dziwnie mało zainteresowany unieszkodliwieniem mnie. Krążył ulicami bez celu, atakowany z każdej strony. W końcu przy nabrzeżu, które również zaczynało znikać we mgle, przystanął. Rany okazały się zbyt dotkliwie i nie mógł dłużej utrzymać formy. Zaczął się gwałtownie zmniejszać. Po chwili dostrzegłem przerażającą prawdę. Behemot był człowiekiem. Makabryczną, obrzydliwą formą przyjmowaną przez Conduita w sytuacji zagrożenia. Tą abominacją był nie kto inny jak sam Bertrand…

InFamous 2 to druga odsłona serii Sucker Punch o losach mężczyzny obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Produkcja kontynuuje historię z jedynki i pozwala pokierować losami Cole’a McGratha w stronę zostania superbohaterem lub złoczyńcą, tym razem w mieście New Marais. Jak poprowadzili historię twórcy i co ma do zaoferowania sequel? O tym wszystkim opowiadam w poświęconej InFamous 2 relacji na blogu w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi utrzymać wysoki poziom energii w akumulatorach! Dziękuję z góry!  

<— Przeczytaj czwarty odcinek opowiadania z InFamous 2

Następny odcinek opowieści z InFamous 2 —>

< — Przeczytaj opowieść z pierwszego InFamous

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.