Pamiętnik Gran Turismo 7 #21: Weryfikacja umiejętności
Na tym etapie przygody w Gran Turismo 7 zaczynają piętrzyć się przeszkody. Samochody są coraz droższe, a wyścigi coraz trudniejsze. Progres spowalnia, a ja zyskuję szansę, by wielokrotnie przetestować i realnie ocenić swoje umiejętności po kilku miesiącach spędzonych za wirtualnym kółkiem. Na pocieszenie ocieram sobie łzy wirtualnymi kredytami, szalejąc na zakupach w salonie Lamborghini.
Dzień 127
Trochę przerwy od produkcji Polyphony, bo na tapet wskoczył inny tytuł. GT7 jednak cały czas w obwodzie, bo przyjemnie jest urozmaicać sobie zabawę i nadrabiać nieukończone wyścigi. W aktualizacji doszło kilka kolejnych zmagań, przez które w niżej notowanych pucharach nie mam już satysfakcjonujących stu procent. Odkrywam więc kolejne maszyny w swoim garażu, zabierając na tor seryjne Volvo czy ukochanego Mitsubishi Lancera Evo VIII. Po drobnym tuningu japońska maszyna niemal fruwa, dając niesamowitą satysfakcję z jazdy.
Na deser jeszcze coś, za co uwielbiam GT7. Zawody kei-carów, ale na legendarnym Nurburgring Nordschleife. Pamiętam, że za kółkiem mojej Hondy S660 musiałem się trochę nagimnastykować, by wygrywać, więc od pierwszych chwil zaczynam mocno, bo przecież jest tylko jedno kółko na dopędzenie lidera.
Unikam błędów i nauczony doświadczeniem odpowiednio dobieram miejsca do manewrów wyprzedzania na wąskiej nitce asfaltu. Mimo to na długą prostą, która zabiera kierowców do mety wyścigu, wpadam z ledwie sekundą przewagi nad Hondą Beat. Co gorsza, mój rywal może pochwalić się wyższą prędkością maksymalną, więc szybko dostrzegam, jak strata czasowa zaczyna się zmniejszać o kolejne dziesiętne sekundy. Nie mam wyjścia, muszę zagrać trochę nieczysto i przyblokować oponenta.
Dzień 128
W ramach krótkiej partyjki postanawiam zaliczyć na brąz wyzwanie czasowe na Laguna Seca. Lider rankingu pokonał pętlę na amerykańskim obiekcie w minutę z małym hakiem, więc spodziewam się, że przy dobrym tempie nie da się do niego stracić znowu aż tak wiele. W rzeczywistości zapanowanie nad Chevroletem Corvette CX.R Vision Gran Turismo Concept okazuje się trudniejsze niż przypuszczałem. Po całkiem solidnie złożonym kółku mam 0,3 sekundy straty do limitu na brązowy medal.
Straciłem już sporo czasu na powtórki, ale wizja poddania się i nie uzyskania za ten trud nawet skromnej gratyfikacji w formie 250 000 kredytów zupełnie do mnie nie przemawia. Dokładam więc drugie tyle czasu, by w końcu tak nauczyć się samochodu i wypracować linię jazdy, co by zmieścić się w odpowiednim wyniku. W ten sposób nie notuję progresu, to prawda, ale dotarłem do etapu, gdzie każdy zastrzyk gotówki jest cenny, bo zostało sporo drogich maszyn do kupienia, by zaliczyć pozostałe menu bonusowe.
Dzień 129
Kto by się spodziewał, że kolejne kilkanaście minut spędzonych na grzebaniu przy samochodzie poświęcę akurat w ramach przygotowań do zawodów kei car. Szwajcarski Eiger Nordwand okazał się morderczym testem umiejętności i musiałem nauczyć się perfekcyjnego pokonywania poszczególnych sektorów, a przy tym wycisnąć maksimum z Hondy S660, by wygrać.
Dopiero przy czwartej próbie, po ustawieniu krótszych przełożeń skrzyni biegów, udaje mi się przekroczyć linię mety jako pierwszy. Dotychczasowego lidera mijam na ostatnich metrach, korzystając z tunelu aerodynamicznego na prostej i agresywnie atakując na zakręcie w prawo. Sam nie wiem, czy w takich momentach zachwycać się tym sposobem zmagań w GT7, czy jednak trochę na tę pogoń za uciekającym króliczkiem marudzić. Cokolwiek sobie myśleli w Polyphony, tutaj podwyższyli poprzeczkę odczuwalnie.
Dzień 130
Podjąłem kolejną próbę ukończenia ostatniej misji kolekcji „The Sun Also Rises”. Jest progres, ale ósma lokata i strata ponad dziesięciu sekund do siódmego miejsca nie napawają optymizmem. Z moich obserwacji wynika, że muszę przez kolejne dziesięć okrążeń na trudnym torze Mount Panorama unikać jakichkolwiek błędów, a przy tym wykręcać czasy na poziomie 2:08. W dzisiejszej próbie zdołałem zbliżyć się do tego poziomu w drugiej połowie rywalizacji, ale większość kółek przejechałem o około trzy sekundy wolniej, a w dwóch nawet zanotowałem kilka sekund straty. To będzie kolejna wisząca mi nad głową i nie dająca spokoju pozycja na liście wyzwań serwowanych przez Gran Turismo 7.
Dzień 131
Godzina spędzona na powtarzaniu jednego wyścigu potrafi człowieka wkurzyć. GT7 ma jednak w sobie coś, co sprawia, że w takich chwilach nie odpuszczasz. Masz motywację, by wziąć byka za rogi, pokombinować i w końcu wygrać.
Brak zwycięstwa na torze Daytona w zmaganiach prototypów grupy 1 mnie gryzł. Mając sprawdzonego w boju i zwycięskiego na dwóch innych torach McLarena VGT Gr. 1 liczyłem na raczej łatwy triumf. Rzeczywistość przyniosła weryfikację planów. Skończyło się na trzech przejazdach. Pierwszy kończę na drugiej lokacie, tracąc solidne kilka sekund do zwycięskiego Fragi. Za drugim razem za bardzo kombinuję z miękkimi oponami i w konsekwencji nie mam już przyczepności na ostatnim kółku. Na metę dojeżdżam dziewiąty.
W ten sposób znowu ląduję w garażu, by ustawiać przełożenia skrzyni biegów i aerodynamikę McLarena. Czas poświęcony na takie grzebanie nie jest zmarnowany, bo za trzecim razem wreszcie osiągam cel. I znów raczej rzutem na taśmę niż ze spokojem. W baku zostaje dokładnie 0,1 paliwa, a rywal za plecami jest tylko o dwie sekundy z tyłu. Łatwe wyścigi i pewne triumfy mam już raczej za sobą. Przynajmniej ta godzina przyniosła jeszcze jedną nagrodę, bo w ruletce wypadł dodatkowo wyścigowy Dodge Viper, którego akurat nie miałem w swojej kolekcji.
Dzień 132
Znalazłem się w ciekawym miejscu z GT7. Do zaliczenia jest jeszcze kilka menusów bonusowych, trochę menu dodatkowych z samochodami do skompletowania, parę misji do wykonania. To wszystko nie będzie proste i doskonale widzę to z punktu, do którego dotarłem w swojej przygodzie.
Cały czas zastanawiam się, jak ugryźć menu Super Formula. Pierwszy przejazd bolidem zakończyłem na szarym końcu stawki, co dało mi jasny sygnał, że przede mną wiele nauki. Do zaliczenia ostatniego zadania z zestawu misji „The Sun Also Rises” potrzebuję przejechać zmagania na Mount Panoramie w top 5 i na razie tu też bez sukcesów. Do tego kompletowanie samochodów stało się trudniejsze, bo poszukiwane auta to już wyższy pułap cenowy. Trenując i gromadząc kredyty, kolejny dzień zabawy spędzam na wyzwaniach czasowych w trybie sport, gdzie z reguły 5-6 kółek wystarczy mi, by załapać się na brąz i zapewnić dodatkowe 250 000 na konto.
Przy okazji precyzyjnie mogę określić sobie obecny poziom umiejętności. Długo próbowałem wyszlifować przejazd po odwróconym Eiger Nordwand Lancią Stratos. Każde kilka kolejnych minut spędzonych na powtórkach przynosiły kolejne urwane dziesiętne sekundy. W końcu złożyłem okrążenie, które zdawało się znakomite jak na moje standardy. Czas? O 5,80% słabszy od najlepszego na świecie, więc cały ten wysiłek nie przełożył się nawet na gratyfikację związaną ze srebrnym medalem. Uczciwie mówiąc, kierowcą jestem gdzieś tak o 7% wolniejszym od elity. Zależy komu to powiem, tak dobrze lub źle to brzmi.
Dzień 133
W ruletce wygrałem bilet do salonu Lamborghini, który pozwala kupić model Veneno za skromne 3,6 miliona kredytów. Nie jest to auto potrzebne mi do realizacji menu dodatkowego, ale skoro już los podrzucił mi taką szansę i jednocześnie wyzwanie, postanowiłem zebrać potrzebną sumę. Dzień spędziłem więc na przejechaniu trzech pierwszych zawodów z wyzwań tygodniowych, co przyniosło dodatkowe 300 000 kredytów.
Dzień 134
Zostały dwa wyzwania tygodniowe, które muszę ukończyć na podium, żeby przytulić kupon na 500 000 kredytów. World Rally Challenge Gr.B na Eiger Nordwand, gdzie kiedyś sprawdziłem się raz i skończyłem na dwunastym miejscu oraz wyścig World Touring Car 700 na Alsace. Coś nowego i świeżego.
Najpierw postawiłem na zrehabilitowanie się w rywalizacji rajdówek. Klasyczna Subaru Impreza, już wcześniej stuningowana, ruszyła na trasę, a ja naprawdę wierzyłem, że pójdzie mi całkiem dobrze. Dopiero co najeździłem się wszak po tym torze w ramach czasówki sieciowej i zmagań kei carów. Sukcesu jednak nie było. Lodowaty prysznic, bo Subaru pozwoliło mi przebić się w górę o ledwie dwie pozycje.
Nabrałem jednak potrzebnej praktyki, co wykorzystałem przy drugim podejściu i za kółkiem Hondy NSX. Nowoczesna rajdówka dużo lepiej trzyma się drogi i zbiera z zakrętów. Tam, gdzie Subaru zmuszał do pracy, w Hondzie z łatwością mijam kolejnych rywali. I byłoby wręcz idealnie, ale zabrakło sekundy do dopadnięcia na samym końcu jeszcze dobrze jadącego lidera.
Podobnie potoczyły się zmagania w World Touring Car 700, gdzie zdecydowałem się dać szansę Porsche 911. Czemu akurat Porsche skoro nawet fanem marki jakimś przesadnym nie jestem? Syn mnie zainspirował, bo w jego wciąż rozrastającej się kolekcji resoraków i większych aut jest właśnie taka 911. Nawet w identycznym biało-czarnym malowaniu. Choć trochę przesadziłem z tuningiem i musiałem potem wyruszyć w bój z ogranicznikiem i balastem, a przy tym też tylko na twardych oponach, udało się zająć drugie miejsce i wywalczyć kupon na pół miliona.
Dzień 135
Ten moment, kiedy w ruletce wpada ci milion kredytów – bezcenny! Choć wizja zebrania 3,6 miliona kredytów wydawała się odległa, nagle na koncie przybyło sporo gotówki i oto mogłem z uśmiechem na ustach skierować swoje kroki do salonu Lamborghini po najdroższy zakup w karierze w Gran Turismo 7. Oby Veneno się spłaciło na jakimś etapie tej przygody, pozwalając zanotować gdzieś cenne zwycięstwa.
—
Gran Turismo 7 to kolejna odsłona jednej z najsłynniejszych gier wyścigowych, które kiedykolwiek ukazały się na konsolach i komputerach. Wydawana ekskluzywnie na PlayStation pozwala na długie tygodnie zatopić się w kolekcjonowaniu setek samochodów oraz na wyścigach po prawdziwych i fikcyjnych torach w różnych rejonach świata. Do tego uniwersum wracam po wielu latach przerwy, ale z bagażem ciepłych wspomnień zebranych w odsłonach z numerkami 1, 2 i 4. Jakie wrażenia wzbudzi we mnie GT7? O tym przeczytasz w kolejnych odcinkach pamiętnika – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!





