InFamous 2 #4: Potwory i nadludzie
Nawet na tle Empire City, które musiało mierzyć się ze swoimi bandami psychopatów, New Marais jawiło się niczym miasto z koszmarów. Bojówkarze Betranda ze swoim wykrzywionym poczuciem sprawiedliwości stanowili tylko jedno z zagrożeń, które czyhały na mieszkańców. Innym, być może nawet większym, były hordy potworów, które regularnie przybywały z bagien, szukając łatwych zdobyczy.
Potwory z New Marais
Napotykałem je na swojej drodze regularnie. Kiedy już nawet zaczynałem przyzwyczajać się do ich widoku i obecności, los przynosił spotkanie z kolejnym, silniejszym i groźniejszym gatunkiem. Po dwunożnych mutantach, których okładanie za pomocą Amp było nad wyraz satysfakcjonujące, na drodze stanął mi podkopujący się pod ziemią Ravager. Był niczym taran o dużej wytrzymałości i do tego jeszcze o paru paskudnych nawykach. Nawet z nim zacząłem sobie w końcu radzić. Kwestia praktyki i wypracowanych taktyk, dzięki którym stawałem się nieuchwytny i zabójczo skuteczny w ataku. Zeke nawet raz wpakował mnie w wielką bitwę bojówkarzy z monstrami, w której musiałem dać popis zdolności i stawić czoła śmigłowcowi oraz dwóm takim bestiom. Wtedy też sobie poradziłem. Po wszystkim ulica i okolica nadawały się do gruntownego remontu.
I wtedy w Ascension Parish natknąłem się na Devourera. Pożeracz o ogromnej i cuchnącej paszczy, który z niewiadomych względów okuty był metalowymi płytami przypominającymi zbroję. Monstrualnych rozmiarów bestia terroryzująca okolicę i wywołująca uzasadnione przerażenie u mieszkańców. Nawet miejscowi rebelianci gotowi sprzeciwiać się Betrandowi i jego ludziom na widok kłapiącego paszczą stwora o długim języku wiali w popłochu. Ja nie zamierzałem uciekać. Przybyłem tu zrobić porządek, a przy okazji podszlifować umiejętności. Bestia była przeciwnikiem innego kalibru, przy którym takie płotki nie powinny stanowić dla mnie najmniejszego wyzwania.
Wykorzystałem żółwie tempo Devourera i topografię terenu, by zachować bezpieczny dystans. Resztę zrobiły celne pociski posyłane w zionącą okrutnym odorem paszczę. Rozwierał nią regularnie, jakby próbując mnie zasmakować ze zbyt dużej odległości. Szukał mnie językiem, którym niczym żaba, starał się pochwycić ofiarę, by wciągnąć ją w masywne szczęki. Był głodny i zły, a moja obecność i waleczność tylko go drażniły. Nikt nie wierzył, że mogę go pokonać. Wszyscy uciekli i ukryli się. Ja tymczasem zrobiłem swoje. Nie oddałem pola. W końcu potwór padł zaraz na samym środku niewielkiego parku, koło statuy lwa.
Przynosząc światło
Szybko zaznaczyłem swoją obecność w nowej okolicy. Jak tutaj trafiłem? To dłuższa opowieść. Betrand działał na dużo większym obszarze miasta, a ja z kolei nie mogłem kisić się w jednej dzielnicy, kiedy wszystko wskazywało, że nie znajdę tu nowych Blast Cores. Zeke zdołał akurat uruchomić agregat będący na granicy z Ascension Parish, a mnie pozostało tylko tchnąć nieco energii w pogrążony w mroku rejon.
W Empire City schodziłem do podziemi, by ożywiać wyłączone transformatory. W New Marais poruszałem się cały czas po powierzchni. Doszło mi jednak nowe zadanie. Musiałem wykorzystać posiadaną moc, by posłać energię z jednego agregatu do kolejnego. To oznaczało pokierowanie elektrycznego pocisku pomiędzy budynkami, lawirując często po krętych i wąskich uliczkach. Przy okazji mogłem na własne oczy zobaczyć, jak wygląda miasto cofnięte niemalże do średniowiecza. Ludzie żyjący bez prądu sami tracą energię do czegokolwiek. Stają się podatni na sugestie. Są ugodowi, bezsilni i niezdolni do oporu. W sam raz dla kogoś pokroju Bertranda.
Lokalny despota zdawał sobie z tego sprawę, bo jego bojówki rzucały się na mnie natychmiast, jak tylko aktywowałem nowy agregat w danej okolicy. Musiałem utrzymać się blisko urządzenia aż zacznie działać pełną parą i generować prąd dla wszystkich, a to oznaczało walkę na otwartym terenie z nacierającymi psychopatami z karabinami i rakietnicami. Sam nie wiem, czy zachowałbym życie, gdyby nie zdobyta nie tak dawno zdolność generowania siejącego spustoszenie tornada.
Sojusznicy Demona
Ascension Parish stanęło przede mną otworem. Szybko nawiązałem cenną relację z niejakim Laroche’em, który przewodził miejscowym buntownikom sprzeciwiającym się Bertrandowi. Ich zapał coraz bardziej przygasał i pojawiałem się na horyzoncie w idealnym momencie. Skąd to wiem? Z okoliczności, w jakich się poznaliśmy.
Kuzynka Laroche’a omal nie została złożona w ofierze Devourerowi. Mężczyzna nie wiedział, że tragiczny los omal nie dotknął kogoś z jego rodziny, ale już doskonale zdawał sobie sprawę z samego procederu. Nie mogąc nic zrobić, zaczął racjonalizować sobie bzdurną wiarę ludzi Bertranda w przesądy. Jego wola walki i ambicja były już na wyczerpaniu. W pewnym sensie swoim przybyciem ożywiałem dogorywającą gdzieś w kącie nadzieję. Na razie byłem mu bardziej potrzebny niż on mi, ale kto wie – być może i taki sojusznik mi się przyda.
Na pewno kompanem na miarę wyzwań czających się w zakamarkach New Marais była za to Kuo. Agentka zaangażowała się w moje sprawy. Otworzyła mi szansę na zdobycie nowych mocy, które pozwolą powstrzymać Bestię. Wcześniej zaryzykowała, próbując ocalić Wolfe’a. Co jej to przyniosło? Tylko cierpienie. Pojmana przez ludzi Bertranda, została uwięziona i poddana niejasnym eksperymentom.
Plan ataku
Zeke wpadł na jej trop, a ja nagle stanąłem przed ważnym wyborem. Jeszcze w rejonie Ville Cochon musiałem obrać któryś z zaproponowanych mi planów ataku. Nix sugerowała wybuchowe wejście po trupach do celu, bez oglądania się na przypadkowe ofiary. Zeke radził, by odbić z konwoju kilku policjantów i z nimi przypuścić szturm. Było ryzyko, że nie okażą się żadną pomocą i zostanę na placu boju sam przeciw wielu. Ujęło mnie jednak to, jak zmienił się mój kompan przez wszystkie te ostatnie miesiące. Utracił moje zaufanie bolesną zdradą, ale wyraźnie starał się tym winom zadośćuczynić.
Poszedłem za jego słowami. Może był to błąd, bo powinienem budować mocniejsze relacje z najsilniejszymi możliwymi sojusznikami. Nix żądała jednak zbyt wiele krwi, oferując swoją pomoc. Zatrzymałem krążący po ulicach New Marais konwój, który miał za zadanie pokazać mieszkańcom, jak bezużyteczna jest policja i jak jej rolę perfekcyjnie odgrywają bojówki. Wyzwoleni gliniarze okazali się ludźmi honoru i chwycili za broń, by pomóc mi w ataku na wskazaną przez Zeke’a rezydencję.
To była szalona bitwa. Powitali nas nie tylko dobrze uzbrojeni poplecznicy Bertranda, ale nawet stanowiska moździerzowe, które każdy nieruchomy cel częstowały pociskiem spadającym z impetem z powietrza. Choć byłem silniejszy i bardziej zabójczy od każdego z bojówkarzy, znów musiałem być uważny i pozostawać w ciągłym ruchu. Łatwo było zarobić o jedną kulkę za dużo w tumulcie konfrontacji. Tym razem trop okazał się dobry. Znaleźliśmy Kuo i zdołaliśmy ją odbić. Nie była to już jednak kobieta, którą poznaliśmy w Empire City.
Odmieniona Kuo
Uwolniliśmy z podziemnego laboratorium Conduita. Jakimś sposobem stała się istotą bardzo mi podobną, z tymże zdolną operować lodem. Nie tylko ona. Z placówki, korzystając z zamieszania i dokonanych zniszczeń, zaczęły wydostawać się też podobne do niej osoby. Ofiary badań lub wyniki eksperymentów, trudno było stwierdzić. Skaczące wysoko, zręczne, nieuchwytne i otoczone przeraźliwym chłodem.
Kuo była oszołomiona. Wycieńczona, ale też jakby złamana przez wszystko to, co ją spotkało. Zeke podjechał pod bramę rezydencji pickupem, a ona – pomimo trwającej wokół bitwy – szła w jego stronę spacerowym tempem. Musiałem ją osłaniać i liczyć, że w tym zamieszaniu żaden pocisk nie zabłądzi w jej kierunku.
Udało się. Uciekliśmy w komplecie. Kiedy ja przywracałem prąd w Ascension Parish, ona odsypiała. Zeke czuwał przy niej, by dać mi znać, jak tylko odzyska przytomność. Później umówiliśmy się na spotkanie na cmentarzu. Miejsce wymowne. Często gościły tu bestie z bagien, lubili też zamelinować się rebelianci. Pasowaliśmy tu jako dwójka społecznych wyrzutków.
Kuo i jej nowe moce
Kuo była w kiepskim stanie, a ja miałem zbyt mało cierpliwości, by robić za jej psychologa. Kiedy zapomniała się i dotknęła mojego policzka, raniąc mi skórę lodem, opieprzyłem ją za brak rozwagi. Opamiętałem się zbyt późno, ale dostałem drugą szansę. Kuo dobrze rozumiała, że w tej sytuacji jestem kimś, kto najlepiej ją rozumie i może rzeczywiście pomóc jej się odnaleźć. Resztę popołudnia spędziliśmy na poznawaniu jej nowych mocy. Zdolność latania przyniosła jej sporo radości, ale dla mnie była raczej nieprzyjemnym odkryciem, który przypominał mi o deficytach moich zdolności. Za to na pewno dostrzegłem liczne zastosowania wspólnych ataków, w wyniku których wrogowie mogli zamieniać się w lodowe statuy do wygodnego rozkruszenia. Nasza kompatybilność ucieszyła tak samo mnie i ją. Kolejny Conduit był na pewno potrzebny w nierównej walce, która nas jeszcze czekała.
—
InFamous 2 to druga odsłona serii Sucker Punch o losach mężczyzny obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Produkcja kontynuuje historię z jedynki i pozwala pokierować losami Cole’a McGratha w stronę zostania superbohaterem lub złoczyńcą, tym razem w mieście New Marais. Jak poprowadzili historię twórcy i co ma do zaoferowania sequel? O tym wszystkim opowiadam w poświęconej InFamous 2 relacji na blogu w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi utrzymać wysoki poziom energii w akumulatorach! Dziękuję z góry!
<— Przeczytaj trzeci odcinek opowiadania z InFamous 2






