Fort Triumph #6: Licz silnoręki

Fort Triumph blog

Proste zlecenie mające przynieść szczyptę sławy i trochę złotych monet przerodziło się w misję ratowania świata. Było to o tyle niepokojące, że żaden z herosów nie przypominał sobie momentu, w którym wyrazili na to zgodę. Planowali zająć się czymś prostszym, jak na przykład zarabianiem pieniędzy i tępieniem plugastwa, ale świat jakby niespecjalnie brał to pod uwagę.

Sojusznicy

Uczciwie rzecz biorąc, było to dokładnie takie nieporozumienie, w jakie bohaterowie pakują się najczęściej. Na początku zawsze chodzi o coś niewielkiego. Zaginioną skrzynię. Kilka goblinów. Ewentualnie jednego, wyjątkowo złośliwego demona, który „na pewno nie stanowi większego problemu”. A potem nagle okazuje się, że świat bardzo by sobie życzył, żeby ktoś go uratował. Najlepiej natychmiast.

Kartka na tablicy ogłoszeń z informacją od Aureline wydawała się teraz odległą przeszłością. Inwazja goblinów na dolinę wydawała się błahostką w zestawieniu z problemem, który stał przed nimi. Lord Avathas upozorował własną śmierć, by powrócić jako potężny licz. Miał do swojej dyspozycji przeklęte berło, które dawało mu władzę nad nieumarłymi i niezwykłą siłę. Był w doskonałej pozycji, by zniszczyć swoich wrogów, a nawet ukarać każdego, kto w przeszłości pozwolił sobie niego choć krzywo spojrzeć. Niestabilna psychika i potężna moc szły tutaj w parze ku spektakularnemu finałowi, po którym nic już nie będzie takie jak dawniej.

Herosi nie byli sami. Po swojej stronie mieli wojaków i chłopów z miasta zarządzanego niegdyś przez Evona, a także waleczne gobliny Gharbaraka. Niespodziewanie dołączyła do nich też lady Aureline, na którą natknęli się na pewnym etapie eksploracji zatęchłych podziemi. Zaniepokojona dobiegającymi jej uszu informacjami wyruszyła z kompanią wojska ku niegościnnym obszarom i wkrótce wpakowała się w perfekcyjnie zorganizowaną zasadzkę. Otoczona przez zacieśniającą się pętlę nieumarłych mogła tylko rozpaczliwie rozkazywać zaufanym gwardzistom, by utrzymali linię. Kiedy Solaris i jego kompani dołączyli do bitwy, pierwszym, co usłyszeli, było donośne „Nie obchodzi mnie, ile strzał masz w płucach, walcz!”, które doskonale opisywało arystokratkę i jej podejście do podwładnych.

Rescuing Aureline in the Crypt Fort Triumph

Złe pomysły

Sytuacja wyglądała niezbyt optymistycznie. Mniej bohaterscy bohaterowie w takich okolicznościach mogliby nawet obrócić się na pięcie i udając roztargnienie pospiesznie opuścić obiekt. Ta kompania miała jednak powody, by stanąć do walki z nieumarłymi. Z pewnością należał do nich też fakt, że zagrożona utratą życia była ich mocodawczyni, z którą podpisali kontrakt i od której oczekiwali wynagrodzenia. Śmierć mogłaby dość skutecznie unieważnić zapisy umowy.

Solaris rozejrzał się po krypcie i ocenił skalę wyzwania jako znaczną. Odetchnął z ulgą, jakby bał się, że nadchodzące starcie nie będzie wystarczająco heroiczne. Potem wydał z siebie głośny okrzyk bitewny, który zdawał się wręcz trząść cząsteczkami powietrza. Przyjemne wibracje sprawiały, że wszyscy wokół poczuli się nagle jakby szybsi i silniejsi. Krita od razu z tego skorzystała i łaknąć przemocy rzuciła się w stronę najbliższych szkieletów. Była nieustraszona, a do oznaczało, że ilekroć stawała się celem wrogów, tyle razy bardziej miała ochotę odpowiadać agresją na taką agresję. 

Szybki atak na zaskoczonych ożywieńców przyniósł zwycięstwo. Ocalili zleceniodawczynię, która w gruncie rzeczy wpakowała ich w całe te tarapaty. Evon nie gryzł się w język, otwarcie opisując skalę problemów, z którymi musieli się zmierzyć, odkąd podjęli się pracy dla niej. Aureline przyznała, że zakładała inny obrót spraw. Zabójcy wysłani do Avathasa mieli zdusić w zarodku jego plany, ale zamiast tego stali się kołem napędowym przemiany w licza. To był kosztowny błąd, do którego dama nie mogła się przyznać. Cały ciężar wziął więc na siebie jeden z wciąż żyjących żołnierzy, który wystąpił przed szereg i w kwiecistej przemowie przyznał się do nietrafionych decyzji i złych pomysłów.

Bitka za bitką

Rozbicie w stertę kości ostatniego szkieleta przyniosło tylko krótką chwilę oddechu. Za moment polegli podwładni Aureline powstali gotowi walczyć tym razem po drugiej stronie. Avathas był blisko, a jego moc zaczynała oddziaływać na wszystko co martwe w krypcie. Herosi musieli się bronić. Nie było czasu na przyjmowanie formacji defensywnych, skomplikowane manewry taktyczne czy szczyptę strategii. To była niemalże barowa bijatyka, w której stawką było przetrwanie. Umiejętność utrzymywania w ciałach płynów ustrojowych, cechująca paladyna i jego kompanów, najwyraźniej okazała się kluczowa, bo to oni odnieśli kolejne zwycięstwo.

Heroes vs Cyron's Troops Fort Triumph

Moment później do krypty przybyły oddziały ludzkich wojowników prowadzone przez Cyrona. Wojownicy przekonani, że ich przeciwnicy chcą im odbierać bliżej niesprecyzowane wolności. Kolejna bitwa rozpoczynała się, nim jeszcze opadł kurz poprzedniej. Zaprawieni w bojach awanturnicy dumnie dźwignęli ciężar takiego wyzwania i z werwą, na tym samym, równym poziomie poczęli wybijać błędne decyzje wrogom za pomocą uderzeń młota, pazurów czy strzał.

Kiedy pierwszy oddział padł i pojawiła się szansa na ucieczkę na miejsce przybył wreszcie sam Avathas. Uśmiechnięty od ucha do ucha brodaty licz pojawił się, jakby chciał sprawdzić, dlaczego obudzeni przez niego umarli jeszcze nie wrócili z raportem. Być może zamierzał też osobiście przekonać się, jak prezentuje się ożywione truchło arystokratki, której najwyraźniej szczerze nie cierpiał.

Licz silnoręki

Avathas zaszczycił zgromadzonych przemową. Nie była to przemowa krótka. Ani szczególnie skromna, ani zaskakująca, co należałoby uczciwie odnotować. Mówił o przyszłości. O konieczności zmian i o tym, że świat potrzebuje silnej ręki, która poprowadzi  biedotę i rycerstwo ku lepszemu jutru, najlepiej w sposób niepozostawiający miejsca na wątpliwości. Wspomniał również, niejako mimochodem, że tak się składa, iż tą ręką jest on sam.

Lich Lord Avathas Encounter Fort Triumph

Evon słuchał w milczeniu, które z każdą chwilą stawało się coraz bardziej napięte. W końcu podjął decyzję, że należy mu przerwać. „Nawet nie dostrzegasz, że jesteś sam”, rzucił. Było to stwierdzenie, które brzmiało jak obelga. Albo obelga, która przypadkiem była też pytaniem. Evon miał w tym pewną wprawę.

Avathas tylko uśmiechnął się na te słowa, przypominając, że od pewnego czasu towarzystwo jest ostatnią rzeczą, której by mu brakowało. Sekundy później polegli wojownicy powstali ponownie jako kościotrupy z mieczami i łukami, a Evon zaklął na swój zbyt skory do dyskusji język.  Przed nimi stał uzbrojony w przeklęte berło i bardzo dobre samopoczucie potężny licz czarnoksiężnik. Wokół niego zbierała się armia, która nie odczuwała zmęczenia, strachu ani szczególnej potrzeby pozostawania martwą. Za nimi znajdowało się wszystko to, co zazwyczaj znajduje się za plecami bohaterów.

Czyli niewiele.

Heroiczny odwrót

Ucieczka nie była może zbyt chwalebną opcją. Na pewno nie taką, którą chcą w swoim życiorysie umieszczać bohaterowie. Żaden z nich nie opowiada w karczmie, że obok szesnastu wygranych bitew z potworami z trzech zdołał też uciec, bo szanse na przetrwanie były niebezpiecznie bliskie zeru.

W najgorszej sytuacji był Solaris, który znajdował się najdalej od wejścia do krypty. Nawet on rozumiał powagę sytuacji i wiedział, że heroizm w takim momencie jest równoznaczny z dołączeniem do armii Avathasa. Chciał biec, ale nogi poruszały się w ślamazarnym tempie. Jakby ktoś rzucił na niego czar, który spowalniał ruchy. Liandra, Aureline i Evon zorientowali się w sytuacji. Ruszyli na pomoc i zajęli pozycje, pozwalające ostrzeliwać wrogów z odległości. Zadbali o stworzenie odpowiednich warunków do ucieczki. Celne pociski magiczne i strzały osłoniły odwrót paladyna i pozwoliły całej grupie w komplecie opuścić nieprzyjemnie żywą w tych ostatnich godzinach przestrzeń krypty…

Fort Triumph to taktyczno-strategiczna produkcja przygotowana przez CookieByte Entertainment i wydana w pełnej wersji w 2020 roku. Osadzona w świecie fantasy gra łączy w sobie turowe, taktyczne bitwy przypominające serię XCOM lub Final Fantasy Tactics z eksploracją i rozbudową własnej osady mocno inspirowanymi Heroes of Might and Magic. Wszystko to dodatkowo skąpane w sporej dawce absurdu i humoru. Jak wypada gra? Jaką historię opowiada i czy rzeczywiście daje okazję się pośmiać? O tym wszystkim dowiesz się z relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli perfekcyjnie taktycznie rozegrać każdą nadchodzącą bitwę! Dziękuję z góry!  

<—- Piąty odcinek opowieści z gry Fort Triumph

Ostatni odcinek opowiadania z gry Fort Triumph —>

<— Pierwszy odcinek opowieści z gry Fort Triumph

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.