Fort Triumph #5: Rekordy naiwności
Krypta była cicha. Zwyczajnie spokojna, jak powinno być, kiedy nieumarli w spokoju odpoczywają w swoich grobach i nikt nie budzi ich nagle z pomysłem, by chwycić za broń i ruszyć przed siebie. Wyjątek stanowił tylko kościsty mag Cyron. Jako jedyny zbuntował się przeciwko rozkazom przeklętego berła i stwierdził, że po śmierci skończył już z wykonywaniem poleceń innych.
Paladyni w krypcie
Solaris przybył na miejsce wykonać proste zadanie z gatunku tych, do których powołano paladynów. Oczyścić wskazane miejsce ze zła. Los postanowił spłatać mu figla, bo na miejscu ten zły okazał się tym dobrym, a ten dobry tym złym. Oto bowiem na rycerza i jego kompanów czekał przysłany przez Aureline inny wojownik światła, oddany służbie w niemniejszym stopniu Galilarn.
Mężczyzna przyszedł wykonać konkretne rozkazy. Ukarać zdrajców. Zabić morderców wskazanych przez Aureline. Pomścić wielkiego brata Avathasa, którego, jak mu powiedziano, zdradziecko pozbawiono życia w chwili, gdy niemal własnymi rękami podtrzymywał przyszłość doliny. Brzmiało to dostatecznie szlachetnie, by nie wymagało dalszych wyjaśnień.
Dla człowieka przyzwyczajonego do porządku świata, w którym prawda przychodzi w pakiecie z autorytetem, było to w zupełności wystarczające. Ironfloss próbował mówić. Próbował nawet wyjaśniać. A wyjaśnienia, z natury rzeczy, mają tę przykrą właściwość, że komplikują sprawy, które wcześniej były zupełnie proste. Jego współbrat nie zamierzał do tego dopuścić. Słuchanie mogło wszak doprowadzić do zmiany zdania, a zmiana zdania mogła poskutkować odkryciem, że on lub jego zleceniodawczyni mogą nie mieć racji. Na to Galilarn nie był gotów.
Plugawe wsparcie
Krypta ożyła raz jeszcze w ciągu tych ostatnich kilkudziesięciu godzin. Tym razem nie słychać było skrzypienia poruszających się kości i klekotania szczęk. Wnętrze obiektu wypełniały krzyki obu walczących stron i odgłosy zderzających się broni oraz pancerzy. Cyron nie zamierzał być jedynie bezczynnym świadkiem bitwy. Zaproponował Solarisowi i jego kompanom pomoc w zamian za uwolnienie. Miał ważny atut w negocjacjach. Słyszał, co podszeptywało mu berło, a tym samym wiedział, dokąd prowadzeni są nieumarli. Mógł więc być niczym nawigacja, która zaprowadzi herosów prosto do celu – do bawiącego się w nekromantę Gharbaraka.
Ironflossowi z trudem przychodziło przyznanie, że jakakolwiek plugawa istota, której sama egzystencja jest obrazą dla porządku świata, może być pomocna. Na tyle trudno, że nawet kiedy cała drużyna zgodziła się go uwolnić, on jeszcze, przy rozbijaniu klatki, jakimś przypadkiem nie trafił młotem w konstrukcję, a idealnie w czerep kościstego maga. Obrażenia były wyraźne, ale nie zabójcze, choć raczej nie przysłużyły się budowaniu wzajemnego zaufania.
Galilarn i przysłani wraz z nim rycerze polegli w krypcie, wierząc w misję, której się podjęli. Solaris odczuł ciężar zwycięstwa, które z pewnością nie przynosiło mu chwały. Z jeszcze większą determinacją ruszał dalej, by ścigać Gharbaraka. Pierwszym przystankiem okazało się ponownie niewielkie miasteczko, w którym niegdyś próbował rządzić Evon, a gdzie ostatnio Liandra tak skutecznie zgruzowała domostwo lokalnego burmistrza.
Rekordy naiwności
Mieścina teraz była opanowana przez szkielety, które po powrocie do świata żywych nagle poczuły też nieodpartą potrzebę czystości. Biedacy przeżywali chwile grozy, obserwując, jak kościści wojownicy doprowadzają do lśnienia alejki pomiędzy ich zrujnowanymi chatami. Wątłe umysły i zbyt bujne wyobraźnie podpowiadały makabryczne finały sprzątania, które na ich szczęście nie ziściły się. Bohaterowie, w tym wciąż wypatrywany przez nich z nadzieją Evon, przybyli we właściwym momencie. Nieumarli wrócili na drugą stronę przy wydatnej pomocy spadających na nich razów, strzałów i magicznych pocisków.
Potem przyszedł czas na konfrontację z Gharbarakiem. Cyron okazał się bardzo skutecznym nawigatorem. W połączeniu z biegłością herosów w eliminowaniu pomniejszych przeszkód, szybko doprowadził ich do celu. Cała grupa zebrała się w okolicach obozowiska goblinów, by rozplanować atak. Nie zdążyli zderzyć ze sobą nawet pierwszych pomysłów, kiedy niespodziewanie pod osłoną nocą zaszedł ich niewielki zielony wojownik z prostym pytaniem „turyści czy najeźdźcy”? Choć Solaris zamarł rozdarty między wizją kłopotliwej prawdy, a problematycznego kłamstwa, jego kompani udźwignęli ciężar blefu. I tak cała grupa została niemalże zaprowadzona prosto do serca wioski i na bliską odległość od domorosłego nekromanty, którego szybko należało pozbawić zbyt potężnej zabawki.
Ironfloss miał poważny kłopot, by odnaleźć się w nieco zbyt skomplikowanej jak na jego standardy sytuacji. Doszło nawet do tego, że omal nie dał nabrać się na obietnicę spokojnej rozmowy w zamian za złożenie broni, co zaskoczyło i samego autora fortelu. Zdziwiony był nawet przypatrujący się całej sytuacji zza cienkiej woalki oddzielającej wymiary Król Demonów, który od wieków nie widział podobnie zatrważającej naiwności.
Niesnaski bojowe
Na szczęście paladyn miał u swego boku osoby o nieco wątlejszym kręgosłupie moralnym, ale za to o większym obyciu w świecie oszustów. Zasadzka zastawiona przez gobliny zakończyła się masakrą na zielonych wojownikach. Nie przeszkodziło to kolejnej grupie, by tuż po nich ruszyć do boju. Ironfloss znów miał okazję nauczyć się czegoś o świecie i zwyczajach innych ras. Kiedy usłyszał z wrogiego obozu okrzyk o kobietach i dzieciach, gotów był oddać goblinom, że potrafią w cywilizowany sposób zadbać o swoich. Dopiero Krita wyprowadziła go z błędu. Wyjaśniła, że chodzi o przywilej pierwszego ataku, którym w goblinich społecznościach mogą poszczycić się właśnie dzieci i kobiety.
Pokonanie kolejnej grupy strażników otworzyło wejście do krypty. Cyron miał coraz większy problem z zapanowaniem nad sobą wobec nawoływania berła. W środku na herosów czekał zaskoczony Gharbarak. Od razu oznajmił, że spodziewał się dostać więcej czasu na naukę obsługi artefaktu. Chcąc szybko pozbyć się intruzów, wydał odpowiedni rozkaz stojącemu przy jego boku trollowi o wdzięcznym imieniu Thruff. Olbrzym nie zareagował ze spodziewaną gorliwością. Wprost przeciwnie, zwrócił spokojnie uwagę na niewłaściwy ton i sposób werbalizacji oczekiwań przełożonego, który stawiał go w niekomfortowej sytuacji. Padły nawet ostrzeżenia o możliwym kontakcie z działem personalnym.
Bohaterowie wykorzystali wewnętrzne niesnaski w obozie wroga i przypuścili szybki atak. Poprzednie potyczki nauczyły ich, że wyczekiwanie na ruch przeciwnika wiąże się z dodatkowymi postrzałami i innymi ranami, których dałoby się uniknąć. Postanowili więc działać szybciej i konkretniej. Czasami wyglądało to z boku jak szarże szaleńców. Jak działania zaprzeczające podstawom logiki. Koniec końców przynosiły szybkie i pewne zwycięstwa.
Zdrady do potęgi
Teraz było podobnie. Troll Thruff nie zdążył nawet zorientować się w sytuacji w katedrze, kiedy został już porażony prądem przez Liandrę. Ze względu na swoje rozmiary stanowił łatwy cel, a czar miał o tyle paskudne działanie, że po pierwszym trafieniu kolejne cele raził już ze stuprocentową skutecznością. Potem w stronę olbrzyma i towarzyszących mu goblinów poleciały jeszcze strzały Evona, a na koniec w ich szeregi wpadli Solaris i Krita. Pierwszy z pieśnią na ustach, druga z morderczym uśmieszkiem przyklejonym nieco poniżej nosa.
I kiedy wydawało się, że sprawa znajdzie wreszcie swój szczęśliwy finał, okazało się, że intryga ma dodatkowe warstwy, o których herosi nie mieli pojęcia. Gharbarak nie został najęty przez Aureline. Jego zleceniodawcą okazał się Avathas, który obmyślił sobie plan zostania liczem. Sposób, by zyskać dodatkową moc, a z pomocą berła też armię gotową wykonać każde polecenie i być może podbić świat. Gharbarak do pewnego momentu współpracował z nim przy realizacji tego planu. Na koniec zdradził swojego mistrza i uciekł z przedmiotem. Herosi, nieświadomie, pomogli odzyskać artefakt. Jak się okazało, Cyron nie miał do końca tak uczciwych intencji. Zdradził swoich wybawców, by teraz móc zabrać berło do mistrza.
Sprawy mogły mieć paskudny finał. Kiedy kościsty mag wszedł w posiadanie przedmiotu, natychmiast użył go do przyzwania pierwszej fali nieumarłych. Atak został odparty, ale Cyron nie zamierzał na tym poprzestać. Kto wie, jak by się to skończyło, gdyby nie Liandra, która znów użyła channelingu i wyzwoliła moc oczyszczającą kryptę i przepędzającą wroga.
Uratowani bohaterowie mogli otrzepać się z kurzu, a potem zacząć zastanawiać się, co zrobić, by powstrzymać Avathasa przed realizacją szalonego planu…
—
Fort Triumph to taktyczno-strategiczna produkcja przygotowana przez CookieByte Entertainment i wydana w pełnej wersji w 2020 roku. Osadzona w świecie fantasy gra łączy w sobie turowe, taktyczne bitwy przypominające serię XCOM lub Final Fantasy Tactics z eksploracją i rozbudową własnej osady mocno inspirowanymi Heroes of Might and Magic. Wszystko to dodatkowo skąpane w sporej dawce absurdu i humoru. Jak wypada gra? Jaką historię opowiada i czy rzeczywiście daje okazję się pośmiać? O tym wszystkim dowiesz się z relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli perfekcyjnie taktycznie rozegrać każdą nadchodzącą bitwę! Dziękuję z góry!
<—- Czwarty odcinek opowieści z gry Fort Triumph





