Anthem #9: Trzech archiwistów wchodzi do baru
Fort Tarsis był raczej niewielką osadą ludzkości w Bastionie, kiedy zestawić go z Ancjum czy upadłym Freemarkiem. Mimo to zdążył przyciągnąć i zebrać w jednym miejscu niemałe grono ciekawych osobistości, które los, przewrotnie lub nie, coraz częściej stawiał na drodze freelancera.
Potrójny problem
Pierwsze spotkanie z archiwistą Matthiasem, którego głód wiedzy niejednokrotnie sprowadzał na niego spore kłopoty, stanowiło ledwie preludium. Pilot javelina nie miał wtedy jeszcze pojęcia, co przyniesie mu przyszłość, choć mógł zacząć już podejrzewać, że los lubi płatać mu figle i rzucać wyzwania. Był przecież w Sercu Furii i przeżył tamtą klęskę, uciekając choćby przed gniewem ogromnych tytanów. Zamykał wybudzone i produkujące monstra relikty. Stawiał czoła niezliczonym banitom czy szramom, a przy tym, często za sprawą kompanów lub zleceniodawców, wpadał w kolejne tarapaty.
Kiedy więc Matthias się zmultiplikował, czuł już podskórnie, że zaczyna się kolejna przygoda godna zapisania w pamiętniku lub na ścianie chwały Yarrowa. Choć archiwista potroił nagle zasób swojej wiedzy i kreatywności, dodając przy tym osobliwą szansę na przedyskutowanie problemów z samym sobą, nie był w stanie ustalić, co właściwie się stało i jakie mogą być tego wszystkiego konsekwencje.
Na prośbę badacza wrócił na miejsce, gdzie do niedawna bezpiecznie ukryty był Powielacz. To, co znalazł na miejscu, bez wątpienia zasługiwało na tytuł zaskakującego odkrycia. Z pokonanych walkirii Dominium nie zostało nic. Ciała roztopiły się, zmieniły w bezkształtną masę, zupełnie ignorując prawa natury. W głosach Matthiasów dało się wyczuć zaniepokojenie. Nawet tak tęgi umysł potrzebował w takiej chwili pomocy. Freelancer wyruszył więc odnaleźć archiwistkę, która mogła mieć potrzebne odpowiedzi.
Bitwa z escarim
Znalezienie Aruny Kaule okazało się problematyczne, bo oznaczało kolejną konfrontację ze szramami. Szczęśliwie dla archiwistki i kilku jej współpracowników, bohater zjawił się w odpowiednim czasie, by ocalić ich przed najgorszym losem. Naukowcy zostali pojmani i uwięzieni w niewiadomym celu. Jak się wkrótce okazało za wszystkim stał escari, obdarzony inteligencją przedstawiciel szram. Przebiegły przeciwnik, który nie zamierzał łatwo rezygnować ze swoich planów z powodu jakiegoś freelancera.
Pilot przekazał Arunie prośbę od Matthiasa oraz zebrane wcześniej próbki z resztek walkirii, a następnie udał się tropem escariego. Zamierzał wyeliminować z mapy kolejne zagrożenie czyhające na niewinnych mieszkańców Bastionu. Faye przewidująco ostrzegała, żeby szykował się na ciężką przeprawę. Okazało się, że przyszło mu mierzyć się z istotą zasiadającą za sterami czegoś w rodzaju pajęczego czołgu, którego miotacze płomieni błyskawicznie ściągały osłony javelina. Na dodatek towarzyszyło mu wiele innych szram gotowych położyć na szali niewiele warte życia dla swojego lidera.
Bohater żałował, że nie zabrał na tę misję kolosa. Większa szybkość i zręczność na niewiele się zdawały przy gradzie pocisków i ognistych podmuchach posyłanych w jego stronę, więc parokrotnie musiał salwować się ucieczką. Po chwilowym przeczekaniu wracał na kolejną wymianę ognia, eliminując cele i nadgryzając machinę kierowaną przez escariego. Batalia trwała przez jakiś czas, ale cierpliwość wzięła w końcu górę i freelancer dopiął swojego, doprowadzając do eksplozji machiny i śmierci wroga.
Archiwista w javelinie
Poczucie dobrze spełnionego obowiązku dało chwilę radości, którą zmąciła diagnoza Aruny Kaule. Powielacz nadszarpnął kruche podstawy rzeczywistości, samego jestestwa Matthiasa, co oznaczało, że niedługo wszystkie trzy jego wersje rozpadną się w mało apetycznych okolicznościach.
Bohater mógł przewidzieć, że po takiej diagnozie badacz zdecyduje się na jakiś szalony krok. Porwanie javelina nawet jego jednak zaskoczyło. Archiwista miał tylko ogólne pojęcie o pilotowaniu i cokolwiek planował, na pewno wiązało się z dużym ryzykiem. W jego stanie szansa na tragiczny finał eskapady wzrastała do bardzo prawdopodobnych rozmiarów.
Może nie znał go długo, ale zdążył się z nim zżyć. Łączyło ich podobne zaangażowanie w rzeczy, które kochają. Niezachwiana wiara, pomimo napotykanych przeciwności, że mogą osiągnąć coś, co sobie wymarzyli i założyli. Kiedy bohater natrafił na porzuconą, zniszczoną pociskami szram zbroję, zaczął spodziewać się najgorszego. Głos Matthiasa w słuchawce był w takim momencie ukojeniem, choć krótkotrwałym.
Trzech tytanów
Mógł się spodziewać, że postawiony przed wizją niechybnej utraty życia naukowiec zrobi coś szalonego, co będzie oznaczało kłopoty dla nich obu. Badacz zapuścił się w katakumby, gdzie pradawna energia ożywiała niebezpieczne istoty zwane przez ludzi żywiołakami. Nie planował i nie analizował ryzyka. Pędził przed siebie, szukając miejsca, które będzie właściwie rezonować ze znalezionym wcześniej artefaktem. Być może zdawał sobie sprawę, że on i jego klony mają niewiele czasu. Z perspektywy bohatera podejmował jednak ryzyko niewspółmierne do potrzeb.
Takie przeświadczenie tylko nasiliło się, kiedy artefakt wybudził się i przywołał w katakumbach trzy niewielkie tytany. Choć zdążył już powalić kilku w ostatnich dniach, perspektywa konfrontacji z trzema nadal wywoływała w nim pewnego rodzaju przerażenie. Pozostawał w ruchu, starając się nie dać zaskoczyć i odpowiadając wszystkim, co miał jego javelin. Dźwięk dosięgającej celu rakiety niezmiennie go satysfakcjonował. Teraz był jeszcze bardziej kojący, bo za każdym razem przybliżał jego zwycięstwo nad przeważającymi siłami wroga.
Zakończyć cykl
Zdołał przetrwać ten bój, a nawet ocalić Matthiasa. Archiwista naprawił zabrany w teren artefakt, ale nie uzyskał ostatecznych odpowiedzi dotyczących rozdzielenia i mającego nadejść rozpadu. Freelancer zabrał przedmiot i naukowca do fortu. Tam już czekały dwa klony. Jeden z nich zaczynał czuć się coraz gorzej. Opowiadał o dziwnym uczuciu w zębach i powietrzu, które pachnie fioletowo.
Wszystko wydawało się stracone. Archiwista igrający od lat z ryzykiem w końcu miał spotkać swój koniec. I wtedy, w zdawałoby się zwykłej wymianie zdań, padły słowa, które zainspirowały Matthiasa. Zrobił się tumult. Mówili coś o zakończeniu cyklu. Nim pilot zdążył się zorientować, po pomieszczeniu rozszedł się rozbłysk jak poprzednio.
– Artefakt zakończył cykl.
– To dobrze, prawda? Nie rozpadniecie się? – dopytał bohater.
– Czas pokaże. Na razie musimy pomóc Halukowi z tarczą, której potrzebujesz – odpowiedział z dziwnym spokojem drugi Matthias.
– Czy to oznacza, że nie będziesz już nigdy jednością?
– A kto powiedział, że nie jesteśmy? – odparli wszyscy trzej chórem.
Tyle wystarczyło pilotowi, by odetchnął z ulgą. Opuścił badaczy, którzy znajdowali już kolejny powód do ożywionej wymiany zdań. Udał się na odpoczynek, nie wiedząc, że los szykuje dla niego kolejne niespodzianki.
—
Anthem to trzecioosobowa gra akcji i jednocześnie gra-usługa, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów na początku 2026 roku zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”. Jak się prezentuje z perspektywy osoby, która głównie ogrywa tytuły dla pojedynczego gracza? Co ma do zaoferowania w warstwie gameplayowej i fabularnej? O tym wszystkim opowiem w swoich relacjach z Anthem. Tylko w Gralingradzie!
<— Poprzedni odcinek historii freelancera z gry Anthem





