Jedenaste urodziny Gralingrad.pl

Jedenaste urodziny Gralingrad.pl

Kolejny rok za pasem i kolejna rozpoczęta dekada. Prowadzenie bloga Gralingrad.pl niezmiennie sprawia mi wiele frajdy, czego najlepszym dowodem jest cała szuflada pomysłów, które chciałbym zrealizować w kontekście rozwoju strony. Jakie mam plany, co mnie powstrzymuje i dokąd zmierza Gralingrad? Tradycyjnie zapraszam na urodzinowy zbiór przemyśleń powiązanych z blogiem.

Jest stabilnie

Wchodząc w drugą dekadę istnienia, Gralingrad znalazł się w pewnego rodzaju wymuszonej stagnacji. Liczba obowiązków zawodowych i rodzinnych, w połączeniu z budową domu, oznacza, że wiele planów i pomysłów musi cierpliwie zaczekać na lepszy czas. Jest to trochę deprymujące, bo chciałoby się już ze wszystkim wystartować, już wszystko wdrożyć i pokazać. Zdaję sobie jednak sprawę, że fizycznie tego nie pogodzę, a zaczynanie nowych projektów, by za moment je zawiesić lub desperacko walczyć o utrzymanie jakiejkolwiek regularności nie ma sensu. Utwierdzam się w tym przekonaniu tym bardziej, kiedy patrzę na to, jak marnie idzie mi choćby realizacja serii „Audiobooków z Gralingradu”.

Miniony rok minął mi więc na realizacji planu minimum, jakim było utrzymywanie stałego dopływu nowych tekstów na łamy bloga. Choć cierpię na nieustanny deficyt wolnego czasu, każdego tygodnia robię wszystko, żeby wyszarpać przynajmniej 1-2 godziny na pisanie kolejnych odcinków opowiadań. Chcę w ten sposób utrwalać wspomnienia, spisywać swoje przemyślenia, a przy okazji dawać Wam okazję, by może zainteresować się daną produkcją lub również do niej wrócić po paru latach – samemu lub poprzez lekturę tekstu.

W ostatnich dwunastu miesiącach w ten sposób trafiły na bloga opowieści z Headhuntera i Anthem, dwóch gier, które bez cienia wątpliwości mnie zachwyciły. Ograłem i opisałem też mniej znany Fort Triump, sprawdziłem w akcji Freedom Wars na PS Vitę i kontynuowałem oraz nadal spisuję „Pamiętniki z Gran Turismo 7”. Spory przekrój gatunkowy, który chyba też idealnie opisuje moje podejście do gier. Nie ma dla mnie tytułów czy typów produkcji, którym nie dałbym szansy.

Jeśli nic się nie popsuje, a ja będę nadal utrzymywać obecne tempo, to jeszcze przez następnymi urodzinami bloga, dobiję do 1000 opublikowanych tu materiałów. Nie wszystkie to opowiadania i relacje z karier w grach, ale zdecydowana większość już tak. Biblioteka opowieści cały czas się powiększa, a ja zacieram ręce na perspektywę przerabiania tych wszystkich tekstów na słuchowiska. W końcu znajdę na to czas! 

Na razie niestety YouTube i Spotify muszą czekać, bo przygotowywanie i publikacja nagrań są zbyt angażujące i czasochłonne, by zmieścić je gdzieś w obecnie wypełnionym po brzegi harmonogramie. Ale nie znaczy to, że Gralingrad w tym momencie to tylko blog.

Gralingrad tu i Gralingrad tam

Byłem i jestem całym sercem zaangażowany w projekt RaczejKonsolowo, gdzie mam przyjemność nagrywać Raporty o grach i GameCasty u boku Tomka, Ani i Bartka. Możliwość komentowania newsów i dyskutowania o aktualnie ogrywanych grach wyjmuje może z kalendarza trochę czasu potrzebnego na przygotowanie się i samo nagranie, ale za to satysfakcja po każdym odcinku jest tego zdecydowanie warta. W tym momencie regularnie możecie posłuchać mnie w Raportach, a tylko sporadycznie w GameCastach, ale liczę, że w przyszłości będzie to się zmieniać wyłącznie na plus.

Jeśli chodzi jeszcze o aktywność, kilka tygodni temu doszedłem do wniosków, które raczej trudno nazywać odkrywczymi. Jakoś tak przyszło do mnie, że pisząc jedynie tutaj, na blogu, w gruncie rzeczy zdaję się na łaskę wyszukiwarek internetowych czy AI. „Skąd Ci biedni ludzie mają wiedzieć”, cytując klasyka, że piszesz opowiadania, że nadal działasz i w ogóle żyjesz? Ta myśl sprawiła, że po zaczynającej wchodzić w miesiące przerwie od social mediów, postanowiłem coś z tym zrobić. Gdziekolwiek dawać oznaki życia.

Nadal zastanawiam się nad tym, jak optymalnie wpisać social media w swoje życie twórcy internetowego. Wiem, że są czasochłonne, ale jednocześnie bez nich trudno utrzymać kontakt z odbiorcami. Na pierwszy ogień wybrałem Facebooka, a więc najstarszy profil, który założyłem w mediach społecznościowych. Wciąż żywa jest tam społeczność małych i średnich twórców internetowych, z którymi można wejść w interakcje i podyskutować. Są tam też i czytelnicy, do których mogę dotrzeć ze swoimi wpisami. Choć wymaga to ode mnie trochę gimnastyki, staram się w miarę regularnie publikować tam aktualizacje, co słychać u mnie i w całym Gralingradzie. Ambitny plan zakłada, choć pewnie nie w tym roku, że w następnej kolejności wrócę też na Twittera, TikToka, BlueSky czy Instagrama, by i tam informować co dzieje się w Gralingradzie i czasami podyskutować o gierkach. Oczywiście w jakiejś sensownej formie, by nie wpaść znowu w rytm bezcelowego scrollowania.

Orbituję sobie też niezmiennie przy serwisie Gry-OnLine. Niestety testowany przez redakcję model premium, w ramach którego mogły powstawać obszerne teksty i szeroko rozumiana wartościowa publicystyka, nie spotkał się z wystarczającym odzewem czytelników, by być kontynuowanym. To oznacza, że musiałem z początkiem roku zmienić nieco profil materiałów szykowanych dla GOL-a. Od pewnego czasu staram się szykować felietony analizujące trendy w branży i zwracające uwagę na rozmaitą problematykę, która może być interesująca dla fanów gier. W ostatnim czasie opublikowałem między innymi teksty o smutnym końcu Anthem i niełatwej sytuacji Half-Life’a 3. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć czas na podobne materiały w nadchodzących miesiącach.

Gdybym miał jeszcze zwrócić uwagę na coś, czego obecnie mi brakuje, a co chciałbym robić aktywniej w ramach działania Gralingradu, to komentowanie i aktywne udzielanie się w dyskusjach na zaprzyjaźnionych portalach o grach i popkulturze. Od zawsze zachęcam do tego innych, bo wiem, ile znaczy to dla każdego autora, ale sam ostatnio nie mam na to prawie czasu. Jeśli już go kiedyś znajdę, chcę się w to mocniej zaangażować.

Statystycznie rzecz ujmując

A jak Gralingrad wypada statystycznie, bo żadne urodzinowe podsumowanie nie może się bez tego przecież obyć? Średnia liczba odwiedzających bloga użytkowników utrzymuje się na stałym poziomie 400-500 osób miesięcznie przy średnim czasie zaangażowania na poziomie 36 sekund. Jak na stronę, która niemal w ogóle się nie promuje solidne wyniki. W kategorii najpopularniejszych wpisów z minionych dwunastu miesięcy na czele są tradycyjnie wspominkowa recenzja Generała Daimosa, pamiętniki Gran Turismo 7 i relacje z Red Dead Redemption 2 oraz Grim Fandango. Z nowszych tekstów najwięcej odsłon zdobyły te dotyczące Slime Ranchera, Syberii 2 i Jak & Daxter: The Precursor Legacy. O dziwo, nie Anthem, o którym sporo się mówiło przy okazji wyłączania serwerów.

Jeśli chodzi o zaniedbanego YouTube’a, tu też nie jest tragicznie. Zdobyłem zaufanie 318 subskrybentów, a spora liczba opublikowanych filmów zapewnia średnio po 200-300 wyświetleń kanału na miesiąc. Fenomenem jest dla mnie popularność audiobooków z Need for Speed: Most Wanted (2012), które w ciągu roku nabiły 2500 odsłon. Kolejne kilkaset osób odsłuchało też opowieści z klasycznego Resident Evil 2 z PSX-a i Red Dead Redemption 2.

W ubiegłym roku, świętując dziesięciolecie Gralingrad.pl, byłem pozytywnie zaskoczony sytuacją i aktywnością bloga przy licznych obowiązkach. W tym roku, otwierając drugą dekadę, czuję większą presję, by nie wytracić wcześniejszego rytmu. Chciałbym zrobić jak najwięcej, by odkładane plany udało się zrealizować prędzej niż później. Trzymajcie kciuki, by zdrowia, weny i okoliczności do publikowania nie zabrakło.

Na koniec, kilka słów, które są chyba najważniejsze. Dzięki, że jesteście i czytacie, odwiedzacie, pamiętacie. Dzięki za liczne inspiracje, za dyskusje i za zostawione komentarze. Gralingrad.pl nie powstał po to, by być wirtualną szufladą, do której sobie piszę, by zabić nudę lub dać upust potrzebie pisarskiej. Miał być miejscem, gdzie wraz z podobnymi graczami znajdujemy wciąż to nowe okazje, by się jarać produkcjami na rozmaite platformy. Od tych mało znanych i przedziwnych, po hity triple-A, które każdy powinien na jakimś etapie swojego życia ograć. I w sumie, w jakimś stopniu, Gralingrad taki właśnie jest.

Do przeczytania, a jak dobrze pójdzie też usłyszenia, przy okazji następnych materiałów!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.