Pamiętnik Gran Turismo 7 #26: Stracony czas

GranTurismo 7 blog

Warto cenić swój czas, a Gran Turismo 7 akurat doskonale potrafi przypomnieć, jak dotkliwe potrafią być czasowe konsekwencje niewłaściwego przygotowania do wyścigu. W kolejnym pamiętniku z Gran Turismo 7 opisuję swoje perypetie na Nurburgringu i Spa, a więc kultowych trasach, na których niejeden kierowca połamał już sobie zęby.

Dzień 161

Znów mam okazję odwiedzić Nurburgring Nordschleife. Tym razem w ramach dodanego przy ostatniej aktualizacji wyścigu World Touring Car 600, w którym może zaprezentować się samochód Xiaomi. Zdążyłem już poznać możliwości chińskiego elektryka o zawrotnej mocy ponad 1500 koni mechanicznych. Na tym obiekcie z pewnością zrobi z nich użytek na tych kilku prostych odcinkach, zwłaszcza na długiej linii prowadzącej już niemal do mety. W zakrętach musiałem być od niego szybszy i zwinniejszy, jeśli chciałem zatriumfować.

Wybór okazuje się trudny. Nie mam jednoznacznego faworyta. Stawiam na wyścigowy charakter Hondy Civic Type R (FL5) ’22. Dwa kółka na dopadnięcie lidera, a przynajmniej na doskoczenie do top 3.

Obawiam się o prędkość maksymalną i nie mylę się. Na pierwszym okrążeniu nadrabiam dwadzieścia z trzydziestu sześciu sekund straty, choć na ostatniej prostej Xiaomi znowu powiększa swoją przewagę o trzy sekundy. To oznacza, że muszę go dopaść wcześniej.

Karma wraca

Czy to zbytnia brawura, czy może presja, ale zaczynam popełniać proste błędy. Tu wyjazd na trawę, tu źle wymierzone hamowanie, tam nieudany manewr wyprzedzania. Nadrabianie strat idzie jak po grudzie. Ogarniam się gdzieś w połowie kółka. Stawka w czołówce jest zbita, więc jak już ją dognałem, to na kilku zakrętach wskakuję na pozycję numer 2. Potem jakoś zagadkowo łatwo idzie mi zbicie tych pięciu sekund różnicy do lidera.

Na długą prostą wypadam na prowadzeniu. Zdążyłem wypracować 1,9 sekundy przewagi. Wystarczy na mały kawałek odcinka. Xiaomi dopada mnie w mgnieniu oka. Chcę zagrać nieczysto, zablokować rywala, a ten odpłaca mi się pięknym za nadobne. Lekki kuksaniec w tylny błotnik i zaczynam tańczyć na asfalcie. Tracę dwie lokaty, ale wracam sprawnie na właściwy tor. Dopada mnie kolejny rywal, który z kolei bezpardonowo wjeżdża w kufer Civica. Kończę na poboczu. Marzenia o zwycięstwie odjeżdżają. Nie osiągnąłem nawet minimum, by zaliczyć wyzwanie. Czeka mnie powtórka na Nurburgringu.

Dzień 162

Cały czas zbieram się, by ruszyć mocniej z karierą i pozamykać niektóre sprawy. Zamiast jednak kończyć wyścigi, które czekają, spędzam czas na zaliczaniu wyzwań cotygodniowych i wykręcaniu wyników w czasówkach sieciowych. Wszystko po to, by zdobywać kupony i kredyty potrzebne do kupienia brakujących maszyn. Sam nie wiem czemu akurat tak się skoncentrowałem na zdobyciu jak największej liczby dodatkowych menu.

Plus tego taki, że co jakiś czas w wyzwaniach cotygodniowych trafiają się wyścigi, których jeszcze nie ukończyłem. Z reguły tych z kategorii World Touring Car 700, 800 lub 900. Tak jest też tym razem. Mogę spróbować swoich sił na Sardynii za kółkiem Audi VGT.

Wyścig należy do gatunku tych ciekawszych, w których strategia podkręca jakość zabawy. Od startu przechodzę na ekonomiczny tryb jazdy, by ograniczyć liczbę przymusowych pitstopów do jednego. Czołówka jedzie lepszym tempem, ale oddala się stosunkowo powoli, a ja pomimo narzuconych sobie ograniczeń mocy i tak przebijam się w górę stawki. Niejako utwierdza mnie w słuszności mojego podejścia informacja, że najszybsi na torze zaczęli zjeżdżać już w okolicach czwartego kółka. Jazda na trzy pitstopy powinna ich zrzucić za moje plecy, jeśli tylko uniknę kosztownych błędów.

Przeszacowane

Kolejne koła mijają, a ja nie zaliczam żadnego bączka czy spotkania z bandą. Przeliczyłem się jednak mocno przy ocenie stanu opon i zużycia paliwa. Może i gumy wytrwałyby do końca, ale były już na granicy, więc jestem zmuszony jechać nieco delikatniej na finalnym kółku. Z benzyną jest za to jeszcze gorzej. Okazuje się, że pomimo dotankowania pod korek w połowie zmagań na ostatnie kółko wjeżdżam z zapasem na 0,7 okrążenia. Trzeba jechać turboekonomicznie, odpuszczając dużo wcześniej gaz na zakrętach i nie używając zbyt często hamulca. Przez to też żegnam się z szansami na triumf. Nie jestem w stanie nawiązać walki z jedynym będącym blisko mnie konkurentem, który na dystansie tylko tego jednego kółka odjeżdża mi na dobre dziesięć sekund.

Audi VGT Sardinia Gran Turismo 7

Tyle dobrego, że zaliczam wyzwanie. Wpada sześciogwiazdkowy kupon na samochód, za który wygrywam Mazdę RX-Vision z 2015 roku. Milion zostaje w kieszeni, zaoszczędzony na zakupie, a przy okazji udaje się ukończyć kolejne menu bonusowe poświęcone akurat tej japońskiej marce.

Dzień 163

Sześciogwiazdkowy kupon znów mnie skusił, więc spędziłem kolejny dzień na zaliczaniu wyznaczonych wyścigów. Ostatni z nich okazał się rywalizacją World Touring Car 900 na Spa-Francorchamps. To zmagania, w których jeszcze nie startowałem i których wygranie przesunęłoby mnie o krok ku zakończeniu kariery w Gran Turismo 7 z licznikiem wskazującym sto procent zaliczonych zmagań.

Stawiam na sprawdzonego konia. Audi VGT jest ułożone, ma solidne tempo i niezbyt duży apetyt na paliwo. Dodatkowy silnik elektryczny daje mu też przyjemnego kopa przy wychodzeniu z zakrętów, co czyni manewry wyprzedzania bardziej satysfakcjonującymi.

W Belgii często pada, więc staram się pilnować radaru pogodowego. Jednocześnie przyjmuję bezpieczną taktykę z jazdą w trybie ekonomicznym, by zminimalizować liczbę zjazdów do pitstopu. Tak już mam, że wolę w ten sposób planować wyścigi. W przypadku deszczu może się to na mnie zemścić, ale zakładam, że ładna pogoda podczas startu zapowiada raczej spokojny dzień na torze Spa.

Kontakt

Przesuwam się w górę stawki, obserwując utrzymującą się przewagę lidera na poziomie 23 sekund. Na czwartym kółku zjeżdża, co potwierdza, że wysokie tempo kosztuje go dużo i będzie musiał zaliczyć dwa zjazdy. Na szóstym okrążeniu dokładam sobie kłopotów. Po kontakcie z Fragą wypadam na moment z toru, tracąc kilka sekund.

Konsekwencje tego zdarzenia odczuwam na finiszu. Po moim pitstopie wyjeżdżam na ostatnie kółko piąty z ośmioma sekundami straty do czwartego Serrano. Top 3 wydaje się odległym marzeniem, nie mówiąc już o wygranej. Przyciskam, by chociaż powalczyć, bo dwadzieścia pięć minut jazdy bez żadnych większych korzyści boli. Na ostatnich zakrętach dopadam konkurenta, ale nie ma już miejsca i czasu na atak. Tylko piąta pozycja. Różnice w osiąganych czasach w trybie ekonomicznym i pełnej mocy stanowią wyraźny sygnał, że moja strategia tym razem była błędna.

Dzień 164

Drugie podejście do zmagań na torze Spa. Nie zmieniłem samochodu, ale zmodyfikowałem taktykę. Mniej oszczędzania paliwa i mocniejsze tempo od początku. Założyłem sobie jeden pitstop koło siódmego kółka, a potem przyciśnięcie na finiszu, gdyby była taka potrzeba.

Rywale tym razem jadą innymi strategiami. Okazuje się, że nikt nie musi zjeżdżać dwa razy, więc odpada mi ta przewaga. Tempo jest na tyle solidne, że po rundzie zjazdów wskakuję na trzecią lokatę. Przewaga nad czwartym Serrano jest bezpieczna. Niestety strata do prowadzącej dwójki równie znacząca. Zaliczam wyzwanie cotygodniowe, ale do tego wyścigu będę jeszcze musiał wrócić, jeśli chcę wymaksować Gran Turismo 7.

Dzień 165

Circuit Gilles Villeneuve nie trafił na listę moich ulubionych po pojawieniu się w jednej z ostatnich aktualizacji. Na szczęście nie musiałem ścigać się na nim do tej pory zbyt często. W nowym zestawie wyzwań tygodniowych Polyphony postanowiło jednak dać mi odpowiednią szansę, przypominając o czekających na zaliczenie zawodach WTC 800.

Mercedes-AMG był pierwszym wyborem, ale żeby też trochę bardziej nacieszyć się przestronnym garażem dostępnych w GT7 maszyn, tym razem wybrałem niestestowanego jeszcze Nissana GT-R Nismo.

Ładna pogoda, dwanaście kółek i ta obawa, żeby nie zmarnować tych najbliższych dwudziestu minut na przejazd bez żadnego osiągnięcia. Top 3 było celem i planem minimum. Od razu na początku sprawdzam, jaki zasięg uzyskam na ekonomicznej jeździe. Komputer pokazuje, że i tak zabraknie dwóch kółek do przejechania całego wyścigu bez zjazdu do pitstopu. Postanawiam pojechać w trybie mieszanym. Na sekcji krętej z wajchą na maksa na tryb eco, a po nawrocie na prostą z przerzuconą na pełną moc.

Pierwsze okrążenie kończę bez choćby jednego wyprzedzonego konkurenta i ze stabilnie utrzymującą się stratą ponad 35 sekund do lidera. Niedobrze. Potem jednak lekka poprawa tempa pozwala mi zacząć wreszcie piąć się w górę. W połowie dystansu jestem już w połowie stawki. „Już” albo „dopiero”.

Gdzie to tempo

Na dziewiątym kółku wyjeżdżam z boksów na ósmej pozycji. Wiem, że żaden rywal z czołówki nie jedzie już na dwie wizyty u mechaników, więc zostaje mi tylko cisnąć, ile fabryka dała. Może niepotrzebnie przerzuciłem opony z twardych na średnie, tracąc trochę dodatkowych sekund.

Ostatnie kółko zaczynam piąty. Dopadam De Bruina jeszcze przed nawrotem na prostą, nadrabiając pięć sekund tylko w tej połówce okrążenia. Następny i najważniejszy cel ma jednak zapas aż jedenastu sekund, co oznacza, że wyścig już na pewno zakończę z osobistą porażką. Czwarte miejsce to najgorsze miejsce, mawiają. Tego wieczoru mogę się z tym tylko zgodzić.

Przyczyny niepowodzenia? Tempo wyścigowe. Ostatnie okrążenie przejechałem o dobre cztery sekundy szybciej od czasów wykręcanych w pierwszej połowie dystansu. Straciłem tyle, ile potrzebne było, by ugrać podium lub powalczyć nawet o zwycięstwo.

Evolution Meeting Gran Turismo 7

Na pocieszenie zaczynam menu „Zlot Evolution”, które wisiało od dawna. Na szutrowym torze w Colorado gładko pokonuję konkurentów za kółkiem podrasowanej Evo VIII. Na liczniku postępów wskakuje 80% zaliczonych zmagań.  

Dzień 166

Zlot Evolution zaliczony. Przejechałem dwa inne wyścigi zaplanowane przez twórców, tym razem asfaltowe. Bez większych trudności i historii, ale chyba dzisiaj w ogóle nie powinienem był siadać za wirtualne kółko. Na dużym zmęczeniu, senny i walczący o utrzymanie powiek w górze nie delektowałem się zmaganiami moich ulubionych samochodów jak powinienem to robić. Ważna lekcja na przyszłość. Nie pad, a poduszka, kiedy ciało wzywa cię do łóżka.

Gran Turismo 7 to kolejna odsłona jednej z najsłynniejszych gier wyścigowych, które kiedykolwiek ukazały się na konsolach i komputerach. Wydawana ekskluzywnie na PlayStation pozwala na długie tygodnie zatopić się w kolekcjonowaniu setek samochodów oraz na wyścigach po prawdziwych i fikcyjnych torach w różnych rejonach świata. Do tego uniwersum wracam po wielu latach przerwy, ale z bagażem ciepłych wspomnień zebranych w odsłonach z numerkami 1, 2 i 4. Jakie wrażenia wzbudzi we mnie GT7? O tym przeczytasz w kolejnych odcinkach pamiętnika – tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!  

<— Dwudziesty piąty odcinek pamiętnika Gran Turismo 7

<—- Pierwszy odcinek pamiętnika Gran Turismo 7

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.