Legendy For Honor #2: Drengr

Legendy For Honor

Dla wikinga nie ma nic ważniejszego od honoru. Wiking nigdy nie ucieka od walki i nie porzuca pobratymców na placu boju. Nie boi się śmierci. Wiking nigdy też nie wybacza, zwłaszcza tym, którzy ośmielili się napaść na jego dom.

Skłóceni przez Apollyon

Svengard od zawsze był spichlerzem, z którego wikingowie mogli czerpać, by przetrwać najbardziej srogie zimy. Plony wyrosłe z przechowywanych tam ziaren stawały się źródłem pożywienia, a tym samym życia dla całych rodzin. To one zapewniały całej krainie pokój. Wszystko zmieniło się jednak w dniu, w którym Svengard spłynął krwią pod gradem ciosów rycerzy prowadzonych przez Apollyon. Zginęli nie tylko obrońcy, ale też niewinni mieszkańcy portu. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Najeźdźcy nie mieli litości dla nikogo. Nie to było jednak największą krzywdą wyrządzoną wikingom przez Legion Czarnego Kamienia.

Na skutek tych barbarzyńskich działań bracia zwrócili się przeciwko sobie, skazując własne rodziny na głodową śmierć. Wikingowie dumnie toczący wcześniej wspólne boje na lądach i morzach, teraz stali się wrogami gotowymi zrobić wszystko dla kilku worków wypełnionych ziarnem. Honor wikinga zszedł na dalszy plan, ustępując miejsca chciwości. Tego Drengr nie mógł przebaczyć. Dlatego powrócił z gór wraz z klanem Zrodzonych w Wojnie, by przypomnieć zagubionym braciom i siostrom, jak daleko oddalili się od ścieżki ku Walhalli.

Blog For Honor

Ragnar

Pierwszym celem Drengra był Ragnar, który sam oddawał się ucztom przy suto zastawionych jedzeniem stołach, gdy wokół panował głód. Choć poza murami jego osady, pod śniegiem, konały całe rodziny, on gromadził zapasy z myślą o sobie i swoich wojownikach. Zapomniał o jedności, na mocy której plemiona wikingów budują swoje wioski. O więziach, które jednoczą, gdy razem ruszają w nowe wyprawy i wywołują przerażenie w szeregach wrogów. Drengr przybył mu o tym wszystkim przypomnieć.

Zrodzeni z Wojny nie brali jeńców. Na odkupienie win było już za późno. Obóz Ragnara pochłonęły płomienie, a słoje z ziarnem poplamiła krew. Nieświadomi zagrożenia obrońcy ucztowali w tym czasie w domostwie na wzgórzu. Gdy Drengr zapukał do drzwi, dopiero zorientowali się w sytuacji. Ragnar najszybciej ocenił powagę sytuacji. Próbował salwować się ucieczką, gdy dostrzegł zbliżającą się śmierć, ale w ten sposób tylko jeszcze bardziej zhańbił swój honor. Niegodny stanąć u boku Zrodzonych, poległ gdzieś przy leśnym dukcie. Samotny i przestraszony – jak ludzie, których skazał wcześniej na tragiczny koniec.

Siv

Żaden wiking nie może upijać się władzą. Nie ona wyznacza wielkich i prowadzi ich do bram Walhalli. Gdy wewnętrzna wojna klanów pustoszyła ziemie wikingów, wielu o tym zapomniało, próbując siłą zjednoczyć pod swoimi rządami wojów z różnych stron. Kto się nie podporządkował, ginął lub gnił w celach do końca swoich dni. Żaden wiking nie powinien zostać skazany na taką śmierć. Drengr wierzył, że jego lud nie zapomniał o wyznawanych od wieków zasadach, a jedynie zagubił się na skutek chaosu wprowadzonego najazdem rycerzy. By przywrócić spokój i ład, musiał nie tylko zakończyć walki, ale też pozbyć się wszystkich, którzy czerpali z nich korzyści. To oznaczało nieuniknioną konfrontację z brutalną Siv.

Drengr i jego armia Zrodzonych z Wojny zawitali do bram twierdzy Siv po kilku miesiącach, gdy jasne stało się, że od wyniku pojedynku tej dwójki zależą dalsze losy wikingów. Zgodnie z tradycją, to plac boju miał zadecydować o przyszłości ludu, który narodził się pośród szczęku stali, krzyków rannych i przecinających powietrze strzał.

Siv For Honor

Sprowokowana Berserkerka

Siv wcześniej pojmała ostatniego żyjącego jarla Zrodzonych z Wojny, Stigandra. Wierzyła, że haniebna śmierć w łańcuchach najbardziej wpływowego wroga ostatecznie umocni jej pozycję, zbudowaną na strachu i stosach trupów. Drengr nie zamierzał na to pozwolić. Wiedział, że bitwa, do której dojdzie będzie krwawa, ale wierzył, że sprowokowana jego pewnością siebie Siv stanie do otwartej walki. Jeśli rozstrzygnie ją szybko, zakończy rozlew krwi pomiędzy braćmi i siostrami z północy.

Dla Berserkerki widok stojącego na czele Zrodzonych Drengra był wystarczającym powodem, by ruszyć do szaleńczego ataku. Uwierzyła, że topiąc go we własnej krwi, zakończy na lata wszelkie plany buntów i rewolucji. Władza leżała na wyciągnięcie ręki, była o kilka machnięć topora od Siv. Być może to właśnie ją zgubiło. Wijąc się w morderczym tańcu, próbowała zaskoczyć wolniejszego Drengra. Ten jednak znał ten styl walki i potrafił się przed nim bronić. Wytrzymałość była jego sojusznikiem i gdy tylko przeciwniczka zaczęła tracić oddech, zaatakował szarżą, która przełamała kruchą obronę. Siv poległa po gradem precyzyjnych ciosów. Niedługo po jej ostatnim oddechu ustał szczęk stali, a przeciwnicy zrozumieli, że kontynuowanie dalszej wymiany ciosów nie ma najmniejszego sensu. Wikingowie zaczęli się na nowo jednoczyć.

Głód wikinga

Odbicie ziem z rąk garstki pozostających na północy rycerzy okazało się dla zmotywowanych wikingów łatwe. Przeciwnicy nie mieli szans zatrzymać naporu potężnej siły Zrodzonych z Wojny, których szeregi z każdym miesiącem znacznie zyskiwały na liczebności. Gdy ostatni najeźdźca wyzionął ducha w nadmorskich portach, a stocznie znowu stały się własnością ich prawowitych właścicieli, wikingowie mogli powiedzieć, że przywrócili normalność. Nie trzeba było długo czekać, by poczuli też regularnie powracający głód.

Drengr i Stigandr łatwo znaleźli nić porozumienia, bo obaj wywodzili się z podobnych środowisk. Wpojone przez ojców i utrwalone na polu walki zasady rządziły życiem obu, kształtując ich decyzje przez wszystkie te lata. Obaj rozumieli, jak ważne dla wikingów są podboje. To w tych odważnych, dla wielu innych nacji niemal samobójczych ekspedycjach na tereny wroga, wikingowie odnajdywali siebie i wzmacniali wyznawane wartości.

I tak powracający do pełni sił wojownicy z północy obrali sobie na cel sąsiadów zza morza, Samurajów, dostrzegając szanse na łupy i sławę.

Najazd wikingów

Wielki Podbój

Samuraje od parunastu miesięcy byli nękani przez rycerzy, którzy od czasu przejęcia władzy przez Apollyon zaczęli poważniej zagrażać swoim sąsiadom. Wikingowie postanowili wykorzystać zaistniałe okoliczności i zaatakować rozproszonego oraz osłabionego wroga. Zanosiło się na łatwe zwycięstwa i bogate łupy. Gdy statki były gotowe, a ludzie wypoczęci i uzbrojeni, wyruszyli na wschód.

Lata wewnętrznych konfliktów i walk o władzę osłabiły samurajów, ale pozwoliły im też nabrać potrzebnego na polu walki doświadczenia. Przeważające siły wikingów nie zrobiły więc wrażenia na dowodzącym obroną portu Fujikiyo. Ukształtowanie terenu i stworzone umocnienia dawały obrońcom przewagę, od Drengra i jego kompanów wymagały niemal samobójczego parcia przed siebie. Wiele innych nacji wycofałoby się na widok pierwszych kilkudziesięciu trupów przeszytych strzałami i porozcinanych katanami. Wikingowie jednak poczuli w tym szansę na heroiczną śmierć, która zagwarantuje przychylność Odyna. Żaden się nie zawahał, żaden nie ustąpił. Drengr wspomógł swoich braci, oczyszczając wyższe rejony twierdzy z łuczników i dowódców. Na koniec stanął twarzą w twarz z Fujikiyo. Pomimo zmęczenia i odniesionych ran, łatwo pokonał przeciwnika, który nie był w stanie przeciwstawić się niszczycielskiej sile i potężnym ciosom topora.

Wikingowie For Honor

Miasto u stóp wikingów

Rekonesans przeprowadzony przez walkirię, która zdobyła cenne mapy, pozwolił wojskom z północy przedostać się przez niegościnne tereny Myre szybciej niż zakładali obrońcy. Samuraje byliby w stanie opracować skuteczną strategię walki w cesarskim mieście, ale zabrakło im czasu na mobilizację sił i rozstawienie wojsk. Wikingom sprzyjał czas, a na polu walki, którym stał się centralny most prowadzący do bram, różnicę na ich korzyść robiła przewaga liczebna oraz większa siła fizyczna.

Na szali był samurajski honor, dlatego, choć groziła im pewna śmierć, obrońcy szli w otwarty bój z najeźdźcami. Przez trzy dni walk na moście zginęły setki wojowników, których ciała zrzucano w przepaść, nie mając czasu na godne pożegnanie. Spowolnienie marszu wikingów sprawiło, że szanse na powodzenie ich najazdu zaczęły gwałtownie maleć. Drengr wiedział, że następny atak będzie decydujący. Zebrał wokół siebie najbardziej zaufanych towarzyszy broni i poprowadził wojska w ostatniej szarży. „Walhalla albo śmierć” zadudniło w przestrzeni, wstrząsając ukrywającymi się za murami miasta mieszkańcami.

Przerażająca siła wikingów pozwoliła im zyskać przewagę i metr po metrze przesuwać się w stronę bramy. Po godzinie byli już u wrót do miasta. Rozbicie ich toporami zajęłoby zbyt wiele czasu, dając samurajom czas na sprowadzenie odsieczy. Od tego jednak Drengr miał doświadczonego jarla Stigandra, by w takim momencie obmyślił plan. Kompan wspiął się po linie na mury i przedostał do środka, by w pojedynkę znaleźć sposób na otwarcie bram. Nikt nie mógł mu ruszyć z pomocą, bo stojących pod murami wikingów właśnie dopadła armia generała Tozena.

Generał Tozen

Dowódca był jednym z najbardziej utytułowanych w armii cesarza. Nazywany duchem, wywoływał niepokój wrogów, którzy tworzyli o nim przeraźliwe legendy. Zbliżając się ze swoimi podwładnymi do bram miasta, szlachtował po drodze wszystkich napotkanych wikingów, potwierdzając doskonałe umiejętności w walce na krótkim dystansie. Szybki i zabójczy, stawał się najtrudniejszym przeciwnikiem, z którym przyszło mierzyć się Drengrowi.

Tozen był wojownikiem honorowym, ale wiedział też, że prywatny kodeks nigdy nie może przewyższyć wartością obowiązku wobec kraju. Dlatego też w walce z Drengrem nie walczył do końca uczciwie, wspierając się łucznikami oraz bombami dymnymi. W ten sposób jednak tylko rozsierdził wikinga, który czuł już zapach bogactw czekających za bramami, a oczami duszy widział szczęśliwe rodziny, witające wracających w glorii, z dalekiego wschodu, mężów i ojców. Nie mógł teraz przegrać. Gdy pojedynek przeniósł się na niewielki , wąski przesmyk nad mostem, wykorzystał ten dodatkowy atut, by przybić Tozena do ściany. Potężna góra mięśni chwyciła niewielkiego generała i rzuciła nim o betonowy mur, oszałamiając na moment. Wtedy powietrze przeciął topór, zatrzymując się na ramieniu samuraja. Rana była śmiertelna, ale przez chwilę Tozen jeszcze żył. Podjął ostatnią próbę zabrania wroga ze sobą. Spróbował odgryźć się szybkimi cięciami kataną, ale oba zostały sparowane. Chwiejąc się na nogach, stracił w końcu równowagę i runął na most kilka metrów niżej.

Generał Tozen For Honor
Generał Tozen For Honor

W tumulcie wojny taki upadek jest zazwyczaj niesłyszalny. Nie jednak, gdy w taki sposób żywot kończy dowódca jednej z walczących stron. Ten moment zadecydował o wyniku bitwy przed bramą cesarskiego miasta. Przychodzące z odsieczą obrońcom wojska Tozena rozproszyły się, tracąc jedyne spoiwo, które do tej pory trzymało je w ryzach. Za moment wrota zaskrzypiały i pchane siłą mięśni Stigandra otworzyły się. Miasto witało swoich zdobywców. Drengr zwyciężył. Wikingowie wstali z kolan.

Wtedy nie wiedzieli jeszcze, że są tylko pionkami na szachownicy Apollyon…

For Honor to trzecioosobowa gra akcji osadzona w realiach historycznych, w której obok trybu fabularnego, z którego relację możecie przeczytać w legendach na blogu, tysiące graczy mogą zmierzyć się na wirtualnych polach bitew w trybach sieciowych. Chcesz poznać kolejne legendy For Honor? Znajdziesz je w Gralingradzie. Informacje o nowych opowiadaniach pojawiają się na Facebooku, Twitterze, Instagramie – zajrzyj też do sekcji audiobooków na YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, jeśli doceniasz włożony trud i lubisz wspominać dawne hity!

<—- Poznaj historię Strażnika z For Honor

Poznaj historię Orochiego z For Honor —–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.