Mizeria FM19 #51: Czerwień w meczu sezonu

Czerwień w meczu sezonu

System rozgrywek na Słowacji jest skonstruowany w taki sposób, że nikt nigdy mistrzem nie zostaje tam przypadkowo. Chcąc sięgnąć po tytuł, musisz prezentować regularną i wysoką formę, a na finiszu jeszcze potwierdzić, że naprawdę jesteś najlepszy w ciągłych bataliach z czołówką. Spartak Trnawa miał więc wszystko w nogach swoich piłkarzy.

Zaciąg z wypożyczeń

Tak w każdym razie sądzono w klubie. Nieco naiwnie, jakby zupełnie nie dopuszczając myśli, że za ośmioletnią dominacją Slovana Bratysława może stać coś więcej. Wielu konkurentów już próbowało, ale nigdy nikt nie dawał rady postawić kropki nad „i” i zakończyć sezonu jednak nad ligowym faworytem. Przypadek?

Mająca prawdopodobnie zadecydować o mistrzostwie konfrontacja Slovana z Trnawą zbliżała się wielkimi krokami, a obie ekipy sąsiadowały w tabeli. Młoda kadra Mizerii wytrzymywała ciśnienie, choć duża była w tym zasługa jednorocznego zaciągu. Wypożyczeni do zespołu Zeman i Korol robili na Słowacji różnicę i ciągnęli ten wózek. Gwiazdy Stacha, w osobach Takaca, Bojovicia czy Havelki, mogły jedynie próbować utrzymać tempo narzucone przez dwóch przyjezdnych z Czech i Ukrainy.

Nic chyba lepiej tego nie potwierdzało niż zwycięstwo Spartaka na wyjeździe nad Żyliną 3:2. Zeman trafił raz, a Korol dwukrotnie, prowadząc drużynę po cenny triumf. Łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądałaby w tym momencie sytuacja w tabeli, gdyby nie obaj zawodnicy. Ba, zespół Stacha pewnie w ogóle nie liczyłby się już w walce o mistrzostwo, a w gablocie nie miałby właśnie krajowego pucharu.

Nikt jednak nie zaprzątał sobie teraz w Trnawie głowy dalszą przyszłością. Co będzie, gdy obaj gracze powrócą do macierzystych klubów? Jak wtedy drużyna poradzi sobie z kolejnymi wyzwaniami? Czy Stach będzie w stanie załatać powstałe dziury? Kogo to obchodzi! Liczyło się tu i teraz.

Przed kluczową bitwą ze Slovanem

Slovan dobrze przygotował się na kluczowy mecz. Piłkarsko był mocny od lat, ale włodarze klubu zadbali też, by tym razem nie zostawiać nic przypadkowi. Sędzia dobrze wiedział, że w tym spotkaniu ma zwrócić baczniejszą uwagę na zachowanie gości, którzy, jak się dowiedział, potrafią być nad wyraz brutalni i bezczelni. Łowcy kości, którzy na dodatek drwią sobie z sędziów, przekraczając przepisy, gdy tylko oczy arbitra patrzą gdzie indziej.

Zawodnicy Mizerii wychodzili na murawę z przypiętą łatką, której istnienia nie byli nawet świadomi. Zarząd Slovana nie musiał jednak przesadnie podkręcać tej narracji, bo akurat Spartak słynął już w lidze z dość ostrej gry. Niewiele było spotkań, w których przynajmniej czterech piłkarzy z Trnawy nie zobaczyło kolorowego kartonika.

Wymiana ciosów pod okiem arbitra

Panowie w garniturach zasiedli więc na swoich miejscach spokojni, czekając na korzystny obrót zdarzeń. W 12 minucie sędzia zagwizdał istotnie dla przebiegu meczu po raz pierwszy. Faul podyktowano jednak na graczu Spartaka, który został wykoszony w polu karnym mało rozsądnym wślizgiem. Hrovat pewnie podszedł do piłki i zamienił jedenastkę na gola. W 27 minucie mały i dzielny Havelka, oczko w głowie Stacha od lat, przyjął piłkę w środku pola i posłał ją perfekcyjnym podaniem na dobieg do utalentowanego Nemeca. Ten, choć pod względem umiejętności może odstawał nieco od Zemana, zakończył akcję w podobnym mu stylu. Kibice gospodarzy siedzieli z szeroko otwartymi ustami, a w loży VIP dało się wręcz wyczuć szybko pulsujące tętnice na napiętych szyjach.

Dopiero w 39 minucie sędzia dostał szansę, by wykonać powierzone mu zadanie i zrobić użytek z otrzymanych wcześniej informacji. Tym razem brawura poniosła trochę Bojovicia, który za mocno popracował łokciami. A że jeszcze śmiał dyskutować, to od razu wyleciał z czerwoną kartką. Osłabiony Spartak miał godzinę do wytrzymania z czującym presję, ale widzącym też szansę Slovanem.

Obrońca tytułu długo się mordował. Kombinował, próbował skrzydłami i środkiem boiska. Zamykał przyjezdnych w hokejowym zamku, by po kolejnym nieudanym oblężeniu, wycofać się i spróbować wyciągnąć rywala na połowę boiska. Gole padły dopiero w ostatnim kwadransie, gdy Spartakowi zaczęło już brakować sił. Niezawodny Alonso znów znalazł sposób na obrońców z Trnawy. Wykorzystał umiejętności techniczne i błyskotliwość w indywidualnej akcji. Osiem minut później Chiacchiarini plasowanym uderzeniem zakończył pinball w polu karnym .

Choć Spartak wydawał się bez sił i dogorywający, Slovan go nie wykończył. Zostało już 2:2.

Łapówka na finał sezonu

Decydujące rozdanie nadchodziło wielkimi krokami. W biurach klubu z Bratysławy napięcie sięgało zenitu. Trwał proces poszukiwania winnych. Choć nic jeszcze nie było ustalone, biznesmeni odpowiedzialni za przyszłość Slovana wzajemnie zarzucali sobie nieudolność i nieuwagę. Pozwolili Spartakowi i temu cholernemu Mizerii na zbyt wiele, lekceważąc go i jego podwórkową ekipę dzieciaków.

Mistrz mógł to jednak nadal odkręcić na boisku. Niewiele innych opcji mu pozostawało. W kalendarzu miał wpisane potyczki z Dunajską i Żyliną, a więc przeciwnikami, z którymi żadne zakulisowe negocjacje nie wchodziły w grę. Mógł jedynie pokombinować z Senicą, której piłkarze w tamtym momencie myślami byli już przy wakacjach. Klepali się po plecach za udany sezon, w którym załapali się nawet do grupy mistrzowskiej, choć nikt się tego nie spodziewał. Telefony poszły w ruch. Zaufany człowiek został wysłany do banku, by wypłacić okrągłą sumę.

Bokserski klincz bez zwycięzcy

Tymczasem w przedostatniej rundzie Spartak zmierzył się z Dunajską Stredą w spotkaniu, które przypominało bokserski klincz. Ciężar gatunkowy meczu przytłoczył obu walczących i sparaliżował wszelką kreatywność. 0:0 było rozczarowaniem dla kibiców, którzy spodziewali się wymiany ciosów. To nie był jednak boks na poziomie Muhammada Aliego czy nawet Lennoxa Lewisa. Bliżej mu było do Artura Szpilki i to po kilku przyjętych na twarz bombach.

Slovan jednak nie zaprezentował się o wiele lepiej, bo identycznym wynikiem zakończył bitwę z nieustępliwą Żyliną. Na rundę przed końcem rozgrywek ligi słowackiej Spartak miał 65 punktów. O dwa wyprzedzał Dunajską i o trzy Slovana. Nic nie było jeszcze rozstrzygnięte. Każdy układ podium miał równie duże szanse na zostanie tym ostatecznym w 2027 roku.

Prawie jak Bourne

Spotkanie z przedstawicielem Senicy odbyło się w Starbucksie. Oddelegowany pracownik Slovana przyszedł z nierzucającym się w oczy plecakiem i przysiadł się do stolika mężczyzny. Zagadnął, nieco stremowany, pytając, co tam porabia od czasu studiów. Odpowiedziało mu długie i przeciągłe „yyyyyy”, po którym z ust wypłynęła w końcu jakkolwiek zrozumiała wypowiedź. Gość niedługo po tym się pożegnał, rzekomo się spiesząc, i odszedł. Zapomniał nawet zamówić kawy, by choć minimalnie lepiej stwarzać pozory. Plecak trafił jednak do odpowiedniego adresata.

Senica wybiegła na mecz, który nie miał znaczenia dla jej pozycji w tabeli. Była zmotywowana kilkunastoma tysiącami euro na głowę. Slovan nie żałował pieniędzy, bo wiedział, że za moment odrobi straty za pieniądze zgarnięte w europejskich pucharach. Spartak nadal miał przewagę jakości, ale grał na wyjeździe i był stremowany. Mizeria niewiele mógł z tym zrobić, bo sam się pod płaszczem gotował. Tak blisko mistrzostwa kraju jeszcze nie był.

Wymiana zdań na czerwień

To nie pomogło piłkarzom. Niewiele działo się przez pół godziny. Senica grała roztropnie, ale też kunktatorsko. Sędzia ułatwiał jej zadanie, dość pobłażliwie reagując na nieładne zachowania na boisku. Przypadkowe nadepnięcia, złośliwe kuksańce, pyskówki. W 41 minucie jeden z pomocników zespołu gospodarzy wykorzystał daleką odległość arbitra, by szczerze zapytać Havelkę…

– Słyszałem, że Mizeria regularnie czyści ci komin, prawda to?

– Spierdalaj – odparł Filip.

– Podobno twoja matka już nie dawała mu rady, więc wziąłeś to na siebie.

– Co powiedziałeś?!

– Że ten grubas was ładuje w kakao!

Filip Havelka wiele już przeżył na boisku. Miał 27 lat i od kilku grał w pierwszej lidze Słowacji. Wielokrotnie ubliżał sobie wzajemnie z przeciwnikami, ale nigdy nie spotkał się z tak osobistym atakiem. W młodości wielokrotnie był wyzywany. Przypisywano mu homoseksualizm, choć nie dawał ku temu żadnych podstaw. Wiele wtedy wycierpiał. Teraz te demony ożyły, karmione dodatkowo presją i stresem ostatnich tygodni. Filip nie wytrzymał tego. Zagotował się. Para poszła w pięści, które wylądowały na policzku rywala. Sędzia nie miał innego wyboru i pokazał czerwień.

Po mistrzostwo w dziesięciu

Havelka przerwę w meczu spędził w milczeniu. Był zdruzgotany. Nie miał odwagi spojrzeć w oczy kolegów, którzy teraz mieli w dziesiątkę uratować mistrzowski tytuł. Na domiar złego Mizeria wykazał się delikatnością słonia w składzie porcelany, rzucając obraźliwe hasła w stosunku do rywali. Chciał zmotywować piłkarzy, a jednego tylko bardziej wbił w ziemię.

W 50 minucie jeden z niewielu błędów w środku pola wykorzystali gospodarze. Piłka trafiła do napastnika, który strzelił, nim Novota zdążył do niego dopaść. Futbolówka zatrzepotała w siatce, a na tablicy wyników pojawiło się 1:0. Martisiak otwierał wynik i szalał przy chorągiewce.

Czas zaczął szybko płynąć. Uciekał Spartakowi, który próbował, ale skutecznie zbierał jedynie kolejne żółte kartki. Nie udało się już nic zrobić. Porażka w meczu ostatniej kolejki stała się faktem. Równo z końcowym gwizdkiem piłkarze zamarli. Niektórzy spojrzeli w górę, jakby pytając, dlaczego tak musiało się stać. Inni wbili wzrok w ziemię. Gdyby mogli zapadliby się pod nią, byle uniknąć oczy kibiców i pytań dziennikarzy.

Tymczasem w innej części kraju drugi kluczowy mecz dobiegł końca. Dunajska Streda – Slovan Bratysława 1:1.

Mizeria FM19 to kariera polskiego trenera-obieżyświata. Dorastał na Haiti i tam postanowił zostać nowym Kazimierzem Górskim. Stach Mizeria rozpoczął swoją przygodę w Puszczy Niepołomice, a później trafił do Zagłębia Sosnowiec. Widząc pusty trybuny miejscowego stadionu, zwątpił w szansę powodzenia projektu i wyjechał na Słowację, gdzie trafił do Spartaka Trnawa. Jego kolejne perypetie będziecie mogli śledzić w opowiadaniu w Gralingradzie. Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli przyjemnie czytało Ci się tę karierę – postaw mi kawę, żebym mógł zarwać nockę na kolejną partyjkę z Football Managerem. 🙂

<—— Kariera FM 19: Stach i osiem lat zwycięstw Slovana Bratysława

Kariera FM 19: Stach i budowa kadry na Ligę Mistrzów —–>

<—– Pierwszy odcinek kariery Stacha Mizerii w Football Manager 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.