Final Fantasy 7 Rebirth #7: Shinra-8

Final Fantasy 7 Rebirth blog

Ludzie zamknięci na małej przestrzeni siłą rzeczy muszą poznać się lepiej. Nawet, jeśli wcale tego nie planowali. Wsiadając na pokład statku Shinra-8, spodziewaliśmy się raczej spokojnego rejsu. Nie zamierzaliśmy się wychylać, by nie zwrócić niepotrzebnej uwagi kogokolwiek związanego ze ścigającą nas korporacją. Los miał nieco inne plany.

Karciarze

Podróż przebiegała stosunkowo spokojnie, choć nie bez emocji. Niedługo po odbiciu od brzegu kapitan Titov ogłosił rozpoczęcie zapisów do turnieju w Queen’s Blood. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy kompani zareagowali z entuzjazmem na wizję wzięcia udziału w zmaganiach i zdobycia tajemniczej nagrody głównej. Do tej pory nie dawali po sobie specjalnie poznać, że są fanami karcianki. Nawet Red próbował się zapisać, ale plany pokrzyżował mu regulamin, który przewidywał udział tylko ludzkich uczestników.

Po rozgrzewce z rywalem, który nawet nie zagłębiał się zbytnio w zasady, przyszła pora na konfrontację z Aerith. Początkowo myślałem, że tylko się ze mną droczy i zagramy sobie przyjacielską potyczkę dla zabawy. Kilka pierwszych kart uświadomiło mi jednak, że nie żartuje. Przełączyłem się w tryb gry na poważnie, a mimo to zdołałem odnotować zwycięstwo dopiero przy trzeciej próbie. Najważniejsze, że mogłem zgłosić wygraną przy barze.  

W trzeciej rundzie czekała na mnie niespodziewana przeciwniczka. Okazało się, że dobrzy znajomi z Wall Market, Madame M i Andrea, również podróżowali na zachód. Ożywały wspomnienia, a że przyjemniejsze miałem ze spotkania z właścicielką salonu masażu dłoni, więc to ją obrałem za cel. Próbowała zbić mnie z pantałyku psychologicznymi gierkami, ale pozostałem skupiony i sięgnąłem po kolejny triumf.

Shinra-8 Final Fantasy 7 Rebirth

Niespodziewani przeciwnicy w turnieju

Prawdziwe wyzwanie zaczęło się w półfinale. Wiedziałem, że analityczne podejście Chadleya zmusi mnie do wspięcia się na wyżyny. Przede wszystkim musiałem go czymś zaskoczyć, bo byłem pewien, że zdążył już przeanalizować tysiące gier i zapisać sobie w pamięci najrozmaitsze scenariusze. Nie było łatwo złapać go w pułapkę. Nawet, kiedy sądziłem, że mam go już w swoich sidłach i jak tylko wyłoży kolejną kartę, dopadnę go, wtedy nieoczekiwanie passował, kończąc mecz.

Konfrontacja zmęczyła mnie, ale też sprawiła, że nabrałem rozpędu. Z tym impetem z łatwością staranowałem Reginę w finale. Wynik 27:5 mówi sam za siebie. Z Tytanem na środkowej linii, którego wzmocniłem do siedmiu punktów siły i łącznie aż dziesięcioma zajętymi polami, zepchnąłem ją do totalnej defensywy.

Była zaskoczona, ale zbytnia pewność siebie ją zgubiła. Titov wywołał mnie na środek, bym mógł pokazać się wielu oklaskującym mnie pasażerom. I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, wyzwanie rzucił mi Red, który nie zamierzał przyjąć wcześniejszej odmowy ze strony organizatorów. Nie wiem, jak tego dokonał, ale przebrał się w mundur żołnierza Shinry i teraz stał przed wszystkimi na dwóch łapach. Chwiejnym krokiem podszedł do stolika z planszą i rzucił się na krzesło. Jak sam wyjaśnił – ekstrawagancki, taneczny krok pozwalał mu zaprzeczyć prawom natury i poruszać się jak człowiek. Nie mogłem nie przyjąć wyzwania, widząc takiego poświęcenia i zapału do walki.

Red nie miał szans. Byłem w transie. Analizowałem sytuację na polu gry z precyzją i szybkością. Podobnie jak w przypadku Reginy pojedynek był jednostronny i zakończył się przekonującym zwycięstwem. Ale nie wynik był tu najważniejszy. Cieszyłem się, że mogłem zmierzyć się z Redem i sprawić mu satysfakcję. On z pewnością też docenił fakt, że nie potraktowałem go lżej tylko dlatego, że nie jest człowiekiem.

Atak na statek

Zmęczeni po przygodach w Junon, udaliśmy się później do wieloosobowych, wyposażonych w hamaki do spania, kajut. Nie wiem nawet, na ile zmrużyłem oczy. Zbudziły mnie syreny alarmowe i głos kapitana, który prosił wszystkie służby porządkowe o zgromadzenie się w przestrzeniach wspólnych. Barret spał jak zabity, więc ruszyliśmy na miejsce z Redem. Dołączyły do nas Tifa i Aerith.

Okazało się, że Shinra-8 jest atakowana przez potwory. Titov poprosił Tifę o pomoc w zbadaniu sytuacji na dolnym pokładzie. Nasza pozostała trójka wybiegła tymczasem na dziób statku. Noc była ciemna i spokojna. Przez chwilę słychać było tylko fale rozbijające się o burty. Potem z obu stron nadleciały dziwne stwory przypominające meduzy z oczami. Zatrzymaliśmy, ile tylko mogliśmy, ale część wleciała w głąb statku. Usłyszeliśmy krzyki marynarzy. Red i Aerith zadeklarowali, że utrzymają pozycję i poradzą sobie, a ja mam ruszyć z pomocą załogantom i pasażerom.

Marynarze byli zupełnie nieprzygotowani na tego rodzaju wyzwanie i szybko znaleźli się na łasce monstrów. Ocaliłem kilku spotkanych przy barze, a potem ruszyłem schodami w dół. Tifa walczyła z kilkoma bestiami, więc pomogłem jej. Pobiegliśmy ku kajutom i maszynowni, kiedy nagle na naszych oczach nacierające bestie dopadły do wędrowców w czarnych habitach. Oplotły je i jakby połączyły się z nimi w jedno w błyskawicznym procesie mutacji. Jej efektem były przerażające istoty rodem z horrorów, w których trudno było dostrzec człowieka.

Mutation Final Fantasy 7 Rebirth

Bardzo silne i wytrzymałe. Korzystaliśmy z mocy żywiołów i szybkości, by osiągnąć przewagę i przechylić szalę na naszą korzyść. Kiedy ostatni upadł bez życia, zrozumieliśmy, że demoniczne bestie przybyły tutaj nieprzypadkowo. Trzeba było zapobiec kolejnym mutacjom. Biegliśmy ramię w ramię w stronę ładowni, mijając po drodze rannych marynarzy i stawiając czoła kolejnym ofiarom, których nie zdążyliśmy ocalić przed koszmarną deformacją. Towarzyszyły nam odgłosy wystrzałów broni Barreta i jego okrzyki gdzieś w oddali. Też toczył z kimś zażarty bój.

Potworny konstrukt

W końcu wpadliśmy do przepastnego luku. Na środku stał nasz kompan, chroniąc grupę wędrowców. Zdążyliśmy tylko podbiec, kiedy ogłuszył nas niesiony echem wystrzał. Pierwszy z kilku mnichów padł bez ruchu. Spojrzeliśmy na Titova, który stał w oddali z karabinem w dłoniach i wyglądał na zdesperowanego. Widział mutacje na własne oczy i postanowił im zapobiec, by chronić pasażerów. Bez skrupułów zastrzelił pozostałych, byle tylko uprzedzić potwory. Jego ofiarą omal nie padłaby też ukrywająca się w przebraniu Yuffie, która w ostatniej chwili ujawniła się.

Jenova Shinra-8

A sekundy później jakaś dziwna siła pochłonęła wszystkich zastrzelonych, którzy w fioletowej chmurze dymu połączyli się w przerażający konstrukt. Widziałem Sephirota, który przez moment stał na środku i uśmiechał się do mnie. Jakby rzucał wyzwanie i witał mnie ponownie. Naprzeciw nas formowała się Jenova. Niczym makabryczne połączenie rośliny, bakterii i człowieka, z obrzydliwymi wyrostkami. Z każdą chwilą zdawała się rosnąć i pokrywać coraz więcej przestrzeni wokół siebie. Jakby tego było mało atakowała nas jeszcze przecinającymi powietrze laserami. Była silna, ale też potwornie szybka, czym regularnie nas zaskakiwała.

Tifa znów mnie zaskoczyła. Nie miałem czasu, by obserwować każdy ruch moich kompanów, ale wiedziałem, że dają z siebie wszystko. W pewnej chwili dostrzegłem to natarcie Tify. Skupiła w sobie energię i w krótkim odstępie czasu zaatakowała swoimi najlepszymi technikami, jak Rise and Fall i Omnistrike, a potem ogłuszyła wroga potężnym Dive Kickiem. Trwało to wszystko może kilkanaście sekund, ale było spektakularne i tchnęło wiatr w nasze żagle. Osiągnęliśmy przewagę na polu walki. Mając kontrolę, mogliśmy baczniej uważać na swoje zdrowie i przygotować się na kontrataki, kiedy Jenova zaczynała poruszać się i nacierać coraz bardziej desperacko.

Po ostatnich ciosach zniknęła tak szybko, jak wcześniej się pojawiła. Znów go zobaczyłem. Sephirot popatrzył na mnie z czymś w rodzaju współczucia i troski. Powiedział tylko, żebym nie był głupcem, cokolwiek mogło to znaczyć. Znów próbował zasiać w mojej głowie ziarno wątpliwości wobec tego, co widzę, co znam i co czuję.

Statek dopłynął bezpiecznie do celu. Mrok ustępował miejsca światłu. Witało nas palące słońce i zachęcające, by zostawić wszystkie troski za sobą Costa del Sol.  

Final Fantasy 7 Rebirth to druga odsłona projektu będącego remake’iem kultowej produkcji jRPG Final Fantasy 7. Gra przynosi nie tylko unowocześnią oprawę audiowizualną i rozbudowę systemu, ale również nowe spojrzenie na znaną historię. Jak wygląda podróż przed świat Rebirth? Co czeka Clouda i jego kompanów? Przeżyj przygodę jeszcze raz w formie opowiadania na bazie wrażeń z gry!

Podoba Ci się to opowiadanie? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi kontynuować wędrówkę przez świat Final Fantasy 7 Rebirth! Dzięki z góry!

<— Poprzedni odcinek opowiadania z Final Fantasy 7 Rebirth

Następny odcinek opowieści z Final Fantasy 7 Rebirth —>

<— Początek przygody w Final Fantasy 7 Rebirth

Sprawdź audiobook z Final Fantasy 7 Remake –>

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.