Invisible Inc. #2: Ryzykowny krok Shalema-11

Invisible Inc blog

Jeden pocisk w magazynku i dwa paralizatory, które nie sprawdzą się w sytuacji, gdy strażnik będzie miał jakikolwiek rodzaj pancerza. Pod względem uzbrojenia trójka operatorów Invisible Inc. prezentowała się fatalnie. W tej sytuacji ich największym atutem była Incognita, ale jej zapasy energii szybko się kurczyły.

Puste ręce operatorów

Nie podoba mi się to – burknął Shalem-11, spoglądając na swoje puste ręce niedługo po udanym transferze do placówki w Republice Południowej Afryki.

– Wszyscy wolelibyśmy wpaść tutaj z podręcznym granatnikiem, ale wiesz jak jest – odparł żartobliwie Decker. Sytuacja nie napawała optymizmem, ale na jego czarny humor członkowie organizacji mogli zawsze liczyć.

– Nie traćcie czasu, znajdźcie moduł cyberwszczepów i wynoście się stamtąd – zakomunikowała przez radio Centrala.

– Oczywiście, taki jest plan – odpowiedział z przekąsem Decker.

Decker Invisible Inc

Operatorzy rozpoczęli infiltrację obiektu. Po ostatnich wypadach poziom zaalarmowania korporacji wzrósł i wzmocniły one straże w swoich placówkach. Nadal jednak Invisible Inc. było dla nich jak atakujący znienacka duch, który zostawia po sobie marginalną ilość śladów. Bezbronny Shalem-11 bardzo liczył na znalezienie nanofabrykatora, który umożliwi mu zakup choćby prostego paralizatora. Na razie jednak z godnością znosił rolę czujki, która wypatruje zagrożeń i otwiera drzwi. Działania pozostawały w rękach Deckera i Internationale. To właśnie pierwszy z wymienionej dwójki obezwładnił stróża w korytarzu. Przełączył tryb działania paralizatora, by za pomocą mniejszej dawki energii utrzymywać go nieprzytomnego. Nie miał innego wyboru. Musiał to zrobić, by zagwarantować bezpieczny odwrót całej trójce. Punkty teleportacji były zaraz obok, a jeśli zrobi się za gorąco nie będą mieć czasu na wyprowadzanie w pole zaalarmowanego wroga.

Na tropie laboratorium

Shalem-11 Invisible Inc

Decker został więc uziemiony, co oznaczało, że dalszą infiltrację musieli przeprowadzić Internationale i Shalem-11. Skomplikowany układ pokojów, z dużą liczbą zakamarków i drzwi spowalniał postępy. W ośrodku nie brakowało też kamer, więc operatorzy musieli nieustannie zużywać zapasy energii na ich przechwytywanie przez Incognitę. Czas niebezpiecznie szybko się kurczył.

Operatorzy ani się obejrzeli, a alarm osiągnął poziom trzeci.

– Pospieszcie się – rzucił przez radio Decker.

– Robimy co w naszej mocy – odparła Internationale.

– Tego przeklętego urządzenia nigdzie tu nie ma! – zaklął Shalem-11.

Niedługo po tych słowach otworzył drzwi, za którymi kryło się laboratorium. Długi pokój miał kształt prostokąta i tonął w zimnych barwach świateł o bladoniebieskim odcieniu. W zasięgu wzroku nie było żadnego pracującego po godzinach naukowca i patrolującego teren strażnika.

– Wyeliminowany – poinformowała kompanów Internationale. Właśnie poraziła prądem kolejnego stróża w innej części kompleksu.

Shalem-11 ruszył przed siebie i dopadł do maszyny. Urządzenie miało wgrany mało atrakcyjny program implantu bez wartości bojowej. Mężczyzna miał ochotę zniszczyć je w drobny mak. Zapanował jednak nad emocjami. Spojrzał na zegarek, który odliczał kolejne stopnie alarmu. Do poziomu czwartego brakowało jednej kreski. Zamyślił, ważąc korzyści i ryzyka.

Ryzykowna operacja

– Cholera, nie możemy stąd wyjść z pustymi rękami – powiedział sam do siebie, a moment później zakomunikował, że poddaje się zabiegowi poszerzenia liczby dostępnych cyberwszczepów.

– Co?! – w głosie Internationale wyraźnie było słychać zaskoczenie.

– Chyba sobie żartujesz, mamy już czwarty poziom – rzucił w eter Decker, ale Shalem-11 nie mógł go już usłyszeć. Maszyna właśnie wykonywała zabieg, a on leżał nieprzytomny po podaniu znieczulenia.

Zegarki obu operatorów zawibrowały. Czwarty poziom alarmu oznaczał, że na piętro został skierowany dodatkowy strażnik. Internationale obejrzała się za siebie i potwierdziła, że drzwi windy znajdują się akurat za jej plecami. Nie namyślając się długo, chwyciła obezwładnionego pracownika korporacji i zaciągnęła go do pokoju obok. Rzuciła ciało zaraz za drzwiami.

– Decker, rozpoczynamy proces ewakuacji – zakomunikowała.

– Najwyższa pora, plecy mnie już bolą – odparł kompan.

Internationale była przy drugich drzwiach, gdy usłyszała otwierające się wejście do windy. Wiedziała, że mają chwilę, nim powalony stróż się ocknie lub zostanie znaleziony przez nowego wroga na piętrze. Shalem-11 tymczasem dopiero odzyskiwał przytomność w laboratorium. Słysząc stęknięcie w radiu, Internationale pospieszyła agenta.

– Już, już, zaraz będę przy teleportach – wychrypiał.

invisible inc screen

Ewakuacja w ostatniej sekundzie

Decker i Internationale spotkali się w pokoju. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Mężczyzna sprawdził broń z ostatnim pociskiem, a jego towarzyszka zajęła pozycję zaraz przy drzwiach. Czekali. Jeśli mieliby szczęście, pierwszy pojawiłby się Shalem-11, jeśli nie, strażnik.

Z pokoju po prawej wybiegł chwiejnym krokiem operator. Trzymał się za głowę, ale był wystarczająco przytomny, by dostrzec kucającego Deckera. Ruszył w jego kierunku. Był na samym środku pokoju, łatwy cel. W tamtym miejscu kompani nie zdołaliby nawet go uratować.

Strażnik spóźnił się jednak o kilka sekund. Wybiegł do pomieszczenia w momencie, gdy Internationale zamknęła już sprawnym ruchem drzwi za plecami Shalema-11.

– Brakowało ci adrenaliny, co? – rzucił w stronę towarzysza Decker.

– Brakuje to mi broni.

Za moment cała trójka była już w teleporcie. Centrala aktywowała przekaz i wszyscy bezpiecznie wydostali się do statku.

Invisible Inc. znów było górą, ale nikt w organizacji nie uznał tego za zwycięstwo. Incognita zrobiła może kolejny krok w celu namierzenia głównej bazy danych korporacji, ale operatorzy nadal byli kiepsko wyekwipowani i pozbawieni funduszy, by zainwestować w cokolwiek. Zegar tymczasem bez skrupułów odmierzał im kolejne godziny. Do decydującej bitwy pozostało mniej niż 60 godzin.

Invisible Inc. to intrygująca gra taktyczna w klimatach cyberpunkowych, w której kluczową rolę odgrywa mechanika skradania. Stawiając czoła potężnym, kontrolującym świat przyszłości megakorporacjom, próbujemy zrealizować plan, dzięki któremu będzie możliwe przetrwanie naszej organizacji. Relacje z mojej przygody w Invisible Inc. przeczytasz w kolejnych odcinkach relacji na blogu.

Podobają Ci się opowiadania z Gralingradu? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube, by nie przegapić nowych materiałów. Możesz też postawić mi kawę, wspierając utrzymanie strony i jej rozwój. Dzięki!

<— Pierwszy odcinek opowiadania Invisible Inc.

Trzeci odcinek relacji z gry Invisible Inc. —–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.