Motorstorm #3: Motocyklistka Żmija
Gdy zmierzałem do Arizony, czułem się jakbym wracał do opuszczonego przed laty domu. Niczym powracający do ojca wyścigowy syn marnotrawny stawałem u progu Monument Valley, błagając o sprawny silnik i szansę na poczucie kojącego zapachu benzyny. Podskórnie czułem, że nie jestem jedynym. Po kilku dniach obecności znałem już wielu świrów równie zakręconych na punkcie szalonych zmagań mechanicznymi bestiami. A wśród nich była też ona,...
