Motorstorm #1: Witaj Monument Valley

Motorstorm blog

Lubię wyścigowe wyzwania. Zawsze kochałem prędkość i tylko czekałem na kolejną szansę, by zapiąć pasy, chwycić mocno kierownicę i docisnąć pedał gazu do dechy. Zaczynałem pod koniec lat dziewięćdziesiątych, w oficjalnych wyścigach samochodowych i rajdach w ramach rywalizacji w cyklu Gran Turismo czy zaproszenia otrzymanego wtedy od legendarnego Colina McRea. Potem przyszedł czas na nieco mocniejszy zastrzyk adrenaliny, gdy dałem się wciągnąć w mniej legalne, ale jakże satysfakcjonujące wyścigi po ulicach miast organizacji Burnout i Ridge Racer. Od tamtej pory i dość nieszczęśliwego finału zmagań, musiałem jednak zamknąć swoje żądzę w skrywanym głęboko w sercu pudełku. Aż do teraz.

Bilet na festiwal

Nakaz sądowy zakazywał mi choćby zbliżania się do jakichkolwiek pojazdów mechanicznych, więc jakiekolwiek szanse na wznowienie kariery wyścigowej wyglądały mniej niż słabo. Nieoczekiwanie jednak dawni kumple przypomnieli sobie o starym mistrzu. Pocztą pantoflową moje nazwisko dotarło do organizatorów niebezpiecznego festiwalu Motorstorm, który odbywa się w piaszczystej Arizonie. Pod drzwiami swojego domu znalazłem kopertę z biletem, który gwarantował wstęp do Monument Valley, gdzie za moment zjechać mieli najwięksi maniacy wyścigowej rywalizacji, dla których życie bez ścigania nie ma sensu. Nie mogłem odmówić, bo przecież sam taki jestem. Parę telefonów i przypomnianych długów wdzięczności później byłem już w samochodzie wiozącym mnie do celu.

Motorstorm Monument Valley

Na miejsce dotarłem późnym popołudniem, gdy pomarańczowe słońce powoli kończyło swoją wizytę na tej półkuli. W tamtym momencie nadal jednak wyraźnie rozświetlało jeszcze okolice, pozwalając z łatwością zauważyć rozstawiane w oddali sceny, przepastne pola namiotowe i kampingowe oraz majestatycznie przesuwające się w tym samym kierunku konwoje. Na festiwal zmierzały motocykle, buggy o wzmocnionych konstrukcjach i robiących wrażenie malowaniach oraz ciężarówki przewożące oszczędzane na najtrudniejsze zmagania rajdówki. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że przyjeżdżam na Motorstom goły jak święty turecki – z 78 dolarami w kieszeni i bez czegokolwiek odpowiednio szybkiego, by ruszyć tym na trasę.

Propozycja dla kierowcy

Organizatorzy brali jednak pod uwagę, że nie każdy ze śmiałków przyjedzie z własną maszyną. Ich największym problemem było zapewnienie odpowiedniej liczby uczestników – gotowych położyć na szali swoje życie, zostawić w namiocie zdrowy rozsądek i powiedzieć „tak” otwierającemu szeroko ramiona diabłu z Monument Valley.

Motorstorm Castro Robusto

– Witaj Brucevsky, cieszę się, że dostałeś bilet i zdecydowałeś się do nas dołączyć – powitał mnie zabiegany młody chłopak. Słuchaj, czasu mam mało, więc przejdę od razu do konkretów. Damy ci narzędzia, ale będziesz musiał się trochę u nas zapożyczyć, żeby to się nam spinało. Pojedziesz na wybranej maszynie z dostępnych, bez wpisowego, ale wygraną kasę zostawisz nam później w rozliczeniu, okay?

– Pasuje mi ten układ – błyskawicznie odparłem.

Nie przyjechałem na Motorstorm dla kasy, a by zaspokoić żądze, które od dawna już próbowały wydostać się z zamknięcia. Dłużej pewnie bym ich nie zdusił, a kto wie, co wtedy mogłoby się wydarzyć.

– No i super, równy z ciebie gość i niezły wariat. Ale nie jesteś jedyny, bo podobnie zwichrowanych kierowców spotkasz tutaj na każdym kroku. Odnajdziesz się u nas lepiej niż u mamy w domu – zażartował chłopak i opuścił namiot, machając do kogoś w identycznej koszulce z napisem „Motorstorm” na plecach.

Motorstorm blog

Pierwszy start w Motorstorm

Nie musiałem długo czekać na potwierdzenie tych słów. Już następnego ranka po raz pierwszy stanąłem na linii startu. Obok mnie czternastu nakręconych, niemal śliniących się z radości, czubków. Szybkie odliczanie i wskazówki na desce rozdzielczej szybują w górę. Podziurawiona szyba wybranej rajdówki niemal w ogóle nie zatrzymuje tumanów kurzu i pyłu wzbitego przez opony konkurentów znajdujących się przede mną. Szybki rozjazd i stawka rozdziela się na dwie grupy. Po chwili czuję, jak jadący za mną ciężarówką psychol zaczyna wżynać się dziobem w lewy błotnik. Kontruję i uciekam na prawo, nim wkręci mnie pod swoje koła. Tętno szybko rośnie, palce zaciskają się na kierownicy, a noga niemal wbija pedał w podłogę. Kocham to uczucie. Już kocham ten festiwal. Nadchodzę, Monument Valley!

Brałeś udział w festiwalu Motorstorm? Jeśli tak, doskonale wiesz, co czeka kierowców startujących w Monument Valley. Wybierz się na wspominkową podróż po niebezpiecznych trasach – kolejne odcinki znajdziesz w Gralingradzie. Informacje o nowych opowiadaniach znajdziesz na Facebooku, Twitterze, Instagramie – zajrzyj też do audiobooków na YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, jeśli doceniasz włożony trud i lubisz wspominać dawne hity!

Jak pierwszy raz od dawna zasiadłem za kierownicą ciężarówki —>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.