Otagowano: Moja kariera FM 2016
Puchar Narodów Afryki regularnie daje się we znaki klubom z Europy. Co dwa lata zawodnicy wyjeżdżają reprezentować swoje kraje, a drużyny muszą na przełomie stycznia i lutego szukać sposobów, by w jakiś sposób zakamuflować braki. W 2023 roku żadna nie musiała chyba gimnastykować się tak, jak Paris FC.
Nazwisko Muratović widniało na liście transferowej od kilku dni. Zamierzałem dotrzymać danego sobie słowa i w zimowym oknie transferowym przebudować atak. To on w głównej mierze zawodził w minionych tygodniach.
Typowe wyzwanie trenera drużyny, która gra w europejskich pucharach. Po potyczce w Lidze Mistrzów może wystawić na ligę pierwszy skład, który nie jest w pełni sił lub dać szansę słabszym na papierze zmiennikom. Różne są tutaj szkoły i potencjalne rozwiązania.
Powiedziałem sobie kilka tygodni temu, że dam jeszcze kilka szans Jungowi i Muratoviciowi, ale jakoś nie byłem w stanie się przełamać. Każdy kojarzył się z boiskową niemocą. Na domiar złego dla obu snajperów, ich bezpośredni konkurenci wcale nie zamierzali obniżać poprzeczki.
Liga francuska słynie z wyrównanego poziomu i niespodzianek, ale chciałem w tym sezonie uniknąć sytuacji, w której przed wyjazdami na stadiony średniaków obawiam się o wynik. Niestety forma Paris FC nie pozwalała spokojnie szykować formy na kolejne spotkania w europejskich pucharach. Trzeba było solidnie przepracować okres nawet przed potyczką z Lorient.
Sytuacja w tabeli grupy H Ligi Mistrzów po trzech kolejkach tylko potwierdzała, że walka w tej czwórce będzie toczyć się do samego końca. Nawet Barcelona nie mogła być pewna gry w Champions League na wiosnę.
To był nagły i niekontrolowany wybuch złości. Niczym sir Alex Ferguson przed laty w szatni Manchesteru United, wpadłem w szał i przestałem myśleć zdroworozsądkowo. Poleciały przekleństwa, miotałem się po pomieszczeniu i retorycznie pytałem podopiecznych, czy wiedzą, na czym polega ich praca.
Trzeba było pokonać u siebie Celtic, w teorii najsłabszy zespół grupy H, by marzyć o wiośnie w europejskich pucharach. Znałem jednak doskonale taktykę Szkotów. Na wyjazdach bronią Częstochowy i rachują kości, by nokautujące ciosy zadawać przed własną publicznością.
Powróciłem do wytrenowanego w okresie przygotowawczym ustawienia, bo szykował się nam ważny mecz ligowy z Dijon. W każdym sezonie we Francji pojawia się przynajmniej jedna ekipa, która gra powyżej oczekiwań i zostaje czarnym koniem. W trwających rozgrywkach w tej roli próbował ponownie odnaleźć się Dijon.
Patrząc z perspektywy boiska treningowego, Hoda wyglądał na zawodnika, który szybko się zaaklimatyzował we Francji i złapał kontakt z kolegami z nowego zespołu. Na jego korzyść działało kilka faktów. Ustawienie z dwoma snajperami zmniejszało nieco konkurencję pomiędzy czterema napastnikami, a i ich różne narodowości wykluczały potajemne sojusze wymierzone w rywala o pierwszy skład.