Otagowano: Moja kariera FM 2016
Jest 1 września, siódma rano. Od kilku minut przeglądam na telefonie informacje. Spałem może ze trzy godziny, bo jeszcze domykaliśmy wypożyczenie naszego młodego snajpera Ba do Chateauroux. Niech się ogrywa i pokaże, że nadaje się na Ligue 1, robiąc demolkę na zapleczu.
Pobiłem rekordy klubu, zarabiając najwięcej w historii na transferach i wydając też ponad znaną do tej pory w Paris FC miarę. Wśród fanów przeważały nastroje negatywne i obawy. Większość nazwisk, które ściągnąłem, nie robiła wrażenia i była stosunkowo mało znana. Dużo mocniej do wyobraźni przemawiały sprzedaże Dembele i Camary. Uspokoić nerwówkę mogłem tylko sparingami.
Koniec drużyny. Witaj przeciętności. W takim tempie to Brucevsky zabierze nas do drugiej ligi. Lektura komentarzy w mediach społecznościowych po sprzedaży Dembele i Camary jednoznacznie wskazywała na kiepskie nastroje wśród fanów. Nie wyglądaliśmy na zespół, który za kilka tygodni miał otworzyć kolejny sezon europejskiej piłki w Superpucharze Europy z FC Barcelona.
Czerwiec 2023 roku. Do otwarcia letniego okna transferowego pozostało jeszcze kilkanaście dni. Od zakończenia rozgrywek w Europie minęło niewiele. Nadal irytowałem się, spoglądając na ligową tabelę, w której Paris FC zajęło dopiero szóste miejsce.
Na kolejkę przed końcem mamy tyle samo punktów co Olympique Marsylia, ale gorszy bilans bramkowy. Jesteśmy na szóstym miejscu w tabeli. W tym momencie poza pucharami. Znowu musiałem szykować się na stres podczas tzw. multiligi, w której wszystkie spotkania rozgrywane są w tym samym czasie, co by ukrócić potencjalne szanse na oszustwa. Wielokrotnie obiecywałem sobie, że to już ostatni raz, kiedy muszę nie tylko...
Meta majaczyła już na horyzoncie i biegacze wchodzili na ostatnią prostą. Wśród nich też niezmiennie nieporadne i niepewne Paris FC. Nijak nie przypominaliśmy zespołu, który w teorii miał na stałe zagościć w czubie tabeli Ligue 1. Byliśmy nerwowi i nawet ze słabym Clermont musieliśmy gonić wynik. Gdyby nie gole Fehama i Hody w drugiej połowie, pewnie już w tym momencie pożegnalibyśmy się z szansami...
Jak nie początek roku bez skrzydłowych, którzy wyjechali na Puchar Narodów Afryki, to znowu marcowo-kwietniowa walka o pozostanie w grze bez kontuzjowanych gwiazd. W krótkim odstępie czasu Paris FC straciło na kilka tygodni Alexisa Zapatę, Tomislava Gomelta i Hichama Khalouę. Na światło dziennie wyłaził mój kolejny trenerski błąd.
Mając już z powrotem swoich skrzydłowych, a także ściągniętego zimą „klasowego” napastnika, nie miałem za bardzo gdzie szukać wymówek. Paris FC musiało zanotować mocny finisz sezonu 22/23, jeśli nie chciałem narazić się kibicom, a od zarządu otrzymać potwierdzenie przedłużenia umowy.
Oglądanie Paris FC bez Dembele, Khaloui i Camary było niczym jazda na rowerze bez powietrza w oponach. Niby można, ale przyjemności w tym za grosz. Moja drużyna bez skrzydłowych nie potrafiła grać kreatywnie i konstruować groźnych akcji w ataku. Naszym jedynym atutem w tych kilku kolejnych tygodniach była więc linia obrony.
Dwa zwycięstwa w dwunastu dotychczasowych potyczkach. Bilans Paris FC w starciach z Paris Saint-Germain wyglądał blado. Przypominającym mi to w wywiadach dziennikarzom mogłem jednak zwracać uwagę, że te dwa triumfy odnieśliśmy niedawno, bo w poprzednim sezonie w lidze i niedawno w Trophee de Champions. Przepaść więc teoretycznie malała.