Patapon 2 #4: Świat mroku
Jestem wszechmocny, ale nie jestem nieomylny. Wtedy byłoby po prostu zbyt nudno. Moi mali wyznawcy swymi wielkimi oczami widzą oczywiście coś innego. Coś, co chcą zobaczyć i co daje im wiarę we własne siły oraz pewność, że osiągną swój cel. Wypełnią przeznaczenie. Ich wiara jest tak mocna, że nie zachwieją jej żadne pojedyncze potknięcia Najwyższego.
Trudne warunki
Wybijając rytm na polu walki, staram się być dokładny. Utrzymywać niewielkich wojowników w szale bitewnym, w którym są zabójczo skuteczni we władaniu orężem. Czasami zdarza mi się jednak odpłynąć gdzieś myślami lub zapatrzyć na jakąś sytuację na polu walki. I wtedy przydarza mi się pomyłka. Z reguły bez większych konsekwencji.
Kiedy jednak ścigające wroga Patapony zapuściły się w głąb pokrytej śniegiem tundry, warunki stały się o wiele trudniejsze. Armia prowadzona przez Tony’ego dotarła do ogromnego lodowca. Wydrążony tunel i niskie sklepienie wiele mówiły o okolicznościach, w których przyjdzie małym wojownikom toczyć kolejne boje. Akumapony były dobrze przygotowane. Widziałem, że bez dobrego rozplanowania, może się to zakończyć bardzo źle. Potrzebna była reorganizacja oddziałów.
Yaripony i Yumipony nie miały po co zapuszczać się na pole bitwy, bo ich strzały i oszczepy nie doleciałyby do celu. W ich miejsce do walki wyruszyły Dekapony i Kibapony. Sam Tony również zmienił swoją klasę, dosiadając wierzchowca. Wiedziałem, że w tym momencie armia potrzebowała szczególnego rodzaju Rareponów, tych najbardziej odpornych na niskie temperatury i zamiecie. W zapasach w Patapolis brakowało jednak surowców potrzebnych do ewolucji wojowników na większą skalę. Odpowiednio przygotowane do walki w tych warunkach mogły być tylko pojedyncze Patapony.
Wiedza tajemna
Dark One zadbał o strategiczne ufortyfikowanie swoich oddziałów. Rozstawione w regularnych odstępach armatki śnieżne zasypywały intruzów pociskami, zamieniając ich w sople i utrudniając utrzymanie szyków bojowych. Popełniłem dwa błędy, o które bym się nie podejrzewał po całych mileniach wygrywanych bitew. Poleciłem moim wyznawcom zbyt agresywną taktykę, a w kluczowym momencie, zapatrzony na toczący się bój, zgubiłem jeszcze rytm. Patapony wypadły z szału bitewnego. Obsypywane śniegiem i lodem wytraciły impet, z czego Akumapony skrzętnie skorzystały. Musieliśmy się wycofać, świadomi nieudanego ataku.
Po przegrupowaniu armia ponownie wyruszyła z Patapolis. Słyszałem wołania małych wojowników, którzy w myślach i sercach prosili mnie o opiekę oraz wsparcie. Widziałem też, jak patrzą w stronę jadącego na przedzie Tony’ego. Współpraca naszej dwójki nabierała szczególnego znaczenia. Perfekcyjnie wybijany rytm dawał mu jakby na krótką chwilę moc bogów. Pozwalał zaatakować z większą siłą i zapalczywością. W bitwie w tak trudnych warunkach było to więcej niż niezbędne do zwycięstwa.
Widząc powoli przesuwających się naprzód wojowników, dostrzegłem znaczenie moich rozkazów. PonPonPataPon było dla nich sugestią, by rzucić się naprzód i nacierać, jakby od tego ataku zależał wynik starcia. ChakaChakaPataPon z kolei wskazywała na zagrożenie po drugiej stronie, podkreślając znaczenie skutecznej obrony. Przy ataku na fortyfikację nie sposób było opierać się tylko na jednym rytmie i powtarzanym do znudzenia poleceniu. Niemal poczułem na policzkach rześkość tych odkryć, jakby powróciła do mnie uśpiona od dawna wiedza!
Świat skąpany w mroku
Dark One próbował nas wciągnąć w pułapkę i zmiażdżyć w swoim lodowym murze. Ani wieżyczki, ani jego konnica nie dały jednak rady nas zatrzymać. W pewnym momencie do bitwy dołączył jeszcze masywny generał Kuwagattan, starając się wprowadzić dodatkowe zamieszanie. Potężne ciosy maczugi wstrząsały podłożem i pozbawiały wiele Pataponów równowagi. I to nie zaburzyło jednak marszu, który w końcu wyprowadził moje oddziały na otwartą przestrzeń. Niedługo później padła kolejna strażnica wroga, zmuszając Dark One’a i Kuwagattana do wycofania się.
Zbliżaliśmy się do granicy śnieżnej krainy. Przed nami rozpościerały się jeszcze ciemniejsze chmury. Nie symbolizowały kolejnego pogorszenia pogody. Oznaczały, że wkraczamy do świata opanowywanego przez demony, gdzie mroczne siły budują swój przyczółek do zapanowania nad tą rzeczywistością. Pokonanie Gorla wiele tygodni temu nie zatrzymało planowanej inwazji. Spowolniło ją, ale przez istoty pokroju Dark Hoshipona zagrożenie nie znikało całkowicie. Czekało jedynie w uśpieniu na kolejną szansę. Patapony czekała kolejna trudna bitwa.
Po pokonaniu ogromnego mamuta, którego wytrzymałość była godna podziwu, i nasyceniu brzuchów, mała armia ruszyła dalej. Nie musiała maszerować długo. Dark One wybrał rozpościerający się po horyzont otwarty teren, skąpany w czerni i purpurze pod wpływem złych mocy. To tam chciał rozstrzygnąć sprawę raz na zawsze. Głęboko w to wierzył, bo zaprzągł do pomocy istotę, którą Patapony zdążyły już poznać podczas wędrówki na poprzednim kontynencie.
Znów u wrót
Demoniczne wrota Bababaan przyjęły ofiarowaną duszę Dark One’a. Dziesiątki oczu spojrzały z wyrzutem na moich wyznawców, pamiętając najwyraźniej rezultat wcześniejszego spotkania. Bestia wydukała dudniącym głosem sylaby „Gyoro…cchi…poko poko…cchi. Paku…musha…gokuri..cchi”. Dark One tymczasem ruszył na nas, krzycząc „jestem niezwyciężony!”.
Natarliśmy na wielkie wrota, które przypominały wypełnioną szpiczastymi kłami paszczę. Uderzenia i strzały dosięgły celu. Dark One ruszył na nas. Kolejna salwa ciosów padła na niego i pozbawiła życia. Bababaan zamierzał dotrzymać swojej części umowy i błyskawicznie go ożywił. Ignorując ból Dark One ponowił atak z tym samym skutkiem jak poprzedni. Potem kolejny i kolejny.
Tymczasem Bababaan zasypywał nas laserami i pociskami magicznymi. Jednocześnie zaczynał słabnąć. Nawet potężne siły mroku miały swoje granice wytrzymałości. Dark One, widząc to, nie zreflektował się. Wiązała ich umowa, a jego umysł był już pod kontrolą obcych sił. Wciągnięty w wir walki, nie kalkulował, tak jakby ocalenie wrót było najważniejszą rzeczą na świecie. Dark Hoshipon widział już co się dzieje. Próbował przemówić mu do rozsądku. Sugerował ucieczkę. Chciał go uratować przed niechybną śmiercią.
Śmierć pupila
Wrota upadły. Dark One, nawet pozbawiony wsparcia, walczył do samego końca. Mroczna zasłona spadła mu z oczu dopiero, kiedy ostatnie siły zaczęły opuszczać jego nadwątlone kolejnymi ciosami ciało. Dark Hoshipon był wściekły, widząc, jak umiera jego zmanipulowany pupil.
Patapony zrobiły duży krok w kierunku Świętej Ziemi, gdzie znajdował się niegdyś cały świat, nim został rozerwany na mniejsze odłamki. Tam też miały stoczyć jedną z najtrudniejszych bitew w swojej nowożytnej historii. A ich przeciwnikiem miał być nie kto inny, jak tylko wspierany czarną magią generał Kuwagattan…
—
Patapon 2 to kontynuacja gry rytmiczno-strategicznej wydana w 2009 roku, wówczas ekskluzywnie na PSP. Wymagająca produkcja stawia nas na czele rodzącej się armii małych wojowników, którzy ruszają ku przeznaczeniu. Za pomocą rozkazów wybijanych przy pomocy magicznych bębnów prowadzimy ich przez kolejne bitwy z potworami i wrogimi im cywilizacjami. Co nowego przynosi kontynuacja? Jaka przygoda i jakie wyzwania czekają tym razem na Patapony? Zapraszam do unikalnej relacji z perspektywy bóstwa – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli zawsze dobrze trafiać w bęben! Dziękuję z góry!
<— Trzeci odcinek opowieści z Patapon 2





