New Yorker #2: Świeże powietrze i braterska nienawiść
Podróż do piwnicy i pomieszczenia z kurkiem od gazu dłużyła się niemiłosiernie. Miałem wrażenie, że kolejne piętra pokonywałem tygodniami, rytmicznie naciskając spust pistoletu i wsłuchując się w przyjemny odgłos pocisków przebijających ciała zbirów. Mój nowy kompan dzielnie dotrzymywał mi kroku na sam dół kamienicy. Byliśmy niczym dwaj wędrowcy zmierzający w stronę piekieł, obaj o równie szarej, brudnej i krwawej przeszłości.
