Mizeria FM19 #41: Pościskać się z Kloppem

Przytul Kloppa

Stach Mizeria opuścił Zagłębie Sosnowiec nieco niespodziewanie, ale nie można powiedzieć, żeby ktokolwiek w Polsce się tym naprawdę przejął. Trener przez pewien czas pukał do drzwi ekstraklasy, dodawał jej może swoją swojskością nieco kolorytu, ale jakości raczej nie poprawiał. Nie przeszkadzało to jednak lokalnym dziennikarzom co jakiś czas odświeżać tematu szkoleniowca.

Powrót do Polski?

Gdy więc tylko Spartak Trnawa zaczął bić się o czołowe lokaty na Słowacji, część żurnalistów zaczęła tworzyć przedziwne pogłoski. Wierszówka musiała się zgadzać, więc na portalach piłkarskich, a nawet w tych paru ogólnopolskich, pojawiły się informacje, że Mizeria miałby niedługo wrócić do ekstraklasy. Jego usługami była podobnież zainteresowana Cracovia. Gdyby porównać do czegokolwiek entuzjazm fanów klubu po przeczytaniu tych wiadomości, to byłaby to reakcja fanów skoków na kolejne miejsce poza punktowaną trzydziestą Wojciecha Skupnia kilkanaście lat temu.

Samemu Stachowi powrót do ojczyzny nie był zupełnie po drodze, bo na Słowacji miał zdecydowanie bliżej do wymarzonych europejskich pucharów. Trzeba było też przyznać, że idealnie wpisywał się momentami w absurdalną rzeczywistość miejscowego futbolu, w którym przez stadion potrafił przejeżdżać pociąg, a w rozliczeniach transferowych wymieniano też czasami komplet dresów adidasa. Oczywiście nieoficjalnie.

Najlepszy piłkarz Taiwo

Słowacka piłka nadal miała przed sobą wiele pracy, by zostać w końcu uznawana za poważną. Sama sobie momentami strzelała w kolano, jak choćby właśnie zimą 2023 roku. Wtedy to, w plebiscycie na najlepszych graczy ligi, tytuł tego wybitnego postanowiono wręczyć… Abdulrahmanowi Taiwo. Napastnikowi, który latem opuścił Trnawę z nadzieją podbicia serc fanów Wisły Kraków, a który ostatecznie skończył jako snajper Widzewa Łódź. Człowiekowi, który od pół roku nie był na Słowacji nawet na weekendowym wyjeździe z kolegami, by napić się razem Kofoli.

Móc się wyściskać

Stach jednak nie przejmował się takimi drobiazgami. Był zaślepiony wizją europejskich pucharów i perspektywą ściskania się z Guardiolą, podgryzania z Mourinho i klepania z Kloppem. Jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało. Problem w tym, że w Spartaku jedyną osobą, która podzielała jego podejście był… no nie było takich osób. Prezesowi Ondrejce wystarczyła czołówka ligi słowackiej, spokojna sytuacja finansowa, ciepły stołek, na którym można sobie usiąść i potem latami w niego pierdzieć bez kogokolwiek pytającego o sens istnienia. On nie widział Liverpoolu czy Juventusu przyjeżdżającego do Trnawy na mecz, a przeciekający budżet, z którego miesiąc w miesiąc uciekało około sto tysięcy euro. Straty trzeba było minimalizować, więc gdy tylko Partizan Belgrad przyszedł z propozycją zapłacenia 86 000 euro za 16-letniego Horvatha, zignorował zdanie Mizerii i sprzedał talent nazywany nowym Slysko. Na szczęście dla klubu całą transakcję przeprowadzono po cichu, więc oburzenie fanów było dużo mniejsze.

Prezes Horvath

Z zimowego okresu przygotowawczego Stach nie miał prawa zapamiętać wiele. Żmudne treningi, niesmaczna herbata z termosu, który chyba zaczął pleśnieć i wyjazd do Sosnowca. Zagłębie wysunęło bardzo zagadkową propozycję sparingu w styczniu, co od początku wyglądało podejrzanie. Co prawda nie dla szkoleniowca, który nigdy nie był zbyt dobry w te klocki, ale dla wielu fanów Spartaka już tak. Trener i klub rozstali się w niezbyt przyjemnych okolicznościach, a późniejsza degradacja ekipy z ekstraklasy tylko wzmogła niechęć fanów do byłego trenera.

Popisówka Korzyma

Wszystko wyjaśniło się na krótko przed samym meczem. Obecny trener Zagłębia długo musiał dusić to w sobie, ale w końcu wentyl bezpieczeństwa nie wytrzymał i przy spotkaniu ze Stachem pod szatniami Maciej Korzym otwarcie wyrzucił, co leżało mu na wątrobie.

Teraz Ci, Mizerio jedna, pokażę kunszt trenerski w prawdziwym wydaniu. Skończy się to marudzenie na trybunach, jak to za Stacha było lepiej i drużyna grała ładniej – wypalił.

A więc kompleksy. Niestety plan młodego trenera na dorobku nie wypalił, bo jego zespół przegrał 2:3. Kilka kuriozalnych błędów w obronie zrobiło swoje, żeby wspomnieć chociażby samobójcze trafienie Bukhala w 72 minucie. Zawodnik nie zauważył, że jego bramkarz jest ustawiony na przedpolu, włożył trochę za dużo siły w kopnięcie i załadował futbolówkę do własnej siatki. Spartak wrócił na Słowację podbudowany kolejnym triumfem.

Sparing z Zagłębiem Sosnowiec

Odpowiednie nastawienie bardzo się przydało. Po powrocie do rywalizacji pokonał zamykającą tabelę Bańską Bystrzycę 2:1. Takie spotkania na papierze wydają się łatwe, ale boisko później przynosi często sensacje. By do takowej nie doszło w Trnawie, zadbali niezawodni Dungel i Havelka. Gościom honor uratował samobójczym trafieniem Kasprzyk już w doliczonym czasie gry. Przy potknięciach Senicy i Trencina, skład Stacha odjechał nieco konkurentom wraz z Żiliną i Slovanem.

Koniec rundy zasadniczej i pucharowej eskapady

Tydzień później przyszła kolejka remisów. Każdy z zespołów top 6 podzielił się punktami z rywalem. Presja robiła swoje i każdy uczestnik zmagań odczuwał ją na tym etapie dość mocno. Runda zasadnicza zakończyła się bez większych perturbacji i przetasowań. Choć strach potrafił spętać nogi, faworyci jakimś sposobem zbierali potrzebne punkty. Stach i jego podopieczni na koniec dopisali do puli jeszcze cztery oczka. W decydującym rozdaniu, w grupie mistrzowskiej, nadal mieli duże szanse na europejskie puchary. Szczególnie ważna w tym momencie była przewaga wypracowana nad Trencinem czy Senicą, które traciły odpowiednio cztery i osiem punktów. Wystarczyło tylko wygrać bezpośrednie starcia. Marzenie Mizerii leżało od niego o dwanaście niełatwych meczów.

Teoretycznie mógł mieć jeszcze w obwodzie, a ten jego obwód akurat sporo mógłby pomieścić, drogę przez krajowy puchar. Niestety w ćwierćfinale Spartakowi trafiła się Żilina, która na domiar złego potrafiła lepiej trafiać w rzutach karnych. Rywalizacja po 120 minutach zakończyła się remisem 1:1, po którym przyszedł konkurs jedenastek. Zawieść w nim mogło wielu, ale chyba nikt nie stawiał, że decydującą jedenastkę zawali pewny siebie Dungel. Eksperci po meczu długo komentowali jego pudło, zastanawiając się, jak ten kubeł zimnej wody, odbije się na psychice snajpera.

Znowu pójdzie w tango, próbując rozładować stres na dyskotekach i popijawach? A może jednak tym razem pokaże profesjonalizm? W 54 minucie meczu Trnawa – Sered, przy niespodziewanym wyniku 0:2 dla przyjezdnych, Dungel zdobył gola kontaktowego, wysyłając swoją odpowiedź na te wątpliwości…

Mizeria FM19 to kariera polskiego trenera-obieżyświata, który dorastał na Haiti i postanowił zostać nowym Kazimierzem Górskim. Stach Mizeria rozpoczął swoją przygodę w Puszczy Niepołomice, a później trafił do Zagłębia Sosnowiec. Widząc pusty trybuny miejscowego stadionu, zwątpił w szansę powodzenia projektu i wyjechał na Słowację, gdzie trafił do Spartaka Trnawa. Jego kolejne perypetie będziecie mogli śledzić w opowiadaniu w Gralingradzie. Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite.

<—— Kariera FM 19: Stach ma kalendarz z blondynką

<—– Pierwszy odcinek kariery Stacha Mizerii w Football Manager 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.