U Towarzyszy #4: Generacja cudów

Blogi o grach - u towarzyszy

Przyznam się Wam, że nie nadążam. Liczba podcastów i blogów o grach, które chciałbym śledzić, jest zbyt duża, by zawsze na bieżąco poznawać nowe materiały. Staram się jednak regularnie odwiedzać innych autorów. Nic bardziej nie inspiruje, jak dzielący się swoimi przemyśleniami i obserwacjami twórcy. Zapraszam na czwarty odcinek cyklu u Towarzyszy, w którym zebrałem kilka wartych uwagi tekstów o grach.

Nier Automata generacja cudów

Generacja cudów

Zacznijmy od jednego z najlepszych wpisów ostatnich tygodni, pod którym z całym sercem się podpisuję. Junkie na łamach Glitcha pokusił się o tezę, że żyjemy w generacji cudów i ten czas PS4/Xboksa One będziemy jeszcze długo wspominać z rozrzewnieniem. Nie chcę psuć Wam niespodzianki i zdradzać zbyt wiele z jego przemyśleń, ale muszę podkreślić, że brakuje mi takiego podejścia graczy w ostatnim czasie. Mam wrażenie, że głównie doszukujemy się braków i narzekamy na producentów i wydawców. Wielu z nas na każdym kroku pokazuje, że gry są coraz bardziej wyprane z emocji, odtwórcze, nudne, odcinające kupony. Jasne, niekiedy krytyka jest uzasadniona. Pewne elementy naszej branży są niepotrzebne. Nie zatracajmy się jednak w tym całym negatywnym podejściu. Wystarczy na moment przystanąć, przymknąć może oko na pewne detale, spojrzeć nieco inaczej na producentów i ich wytwory. Naprawdę można znaleźć wiele powodów do radości i growej ekscytacji. Posłuchajcie Junkiego.

Żyjemy w generacji cudów

Dlaczego Spore nie było hitem?

W kontraście do wpisu z Glitcha, w którym zachwalane są liczne tytuły, polecam Wam materiał o Spore. Arczin wrócił do tego ambitnego projektu, by po latach przyjrzeć się z uwagą elementom, które nie zagrały. Jest tutaj trochę tego narzekania, na który marudzę akapit wyżej, ale autor też podchodzi w kreatywny sposób do problemu, fantazjując nieco nad niewykorzystanymi przez twórców pomysłami. Czyta się to przyjemnie, trochę smucąc przy okazji, że Spore nie wypaliło. Takie projekty są nam potrzebne i każda próba zasługuje na oklaski, nawet jeśli kończy się niepowodzeniem.

Spore rozczarowanie – jak po latach oceniam grę „Spore”

O PlayStation Revolution

Porażką na pewno nie można nazwać premiery pierwszego PlayStation. O niej i kultowym Szaraku opowiada dokument From Bedrooms to Billions: The PlayStation Revolution, który obszernie zrecenzował w Strefie PSX Bodzio. Nie jest to może film genialny, co potwierdza ekspercka opinia Towarzysza, ale warto poświęcić mu czas. Tym bardziej, że dokumenty dotyczące growej branży są nadal stosunkowo rzadkie i potencjał tematu nadal jest do wykorzystania. Liczę, że z czasem doczekamy się większej liczby profesjonalnych analiz, które przybliżą trochę zakulisowych informacji i szerzej nieznanych faktów.

The PlayStation Revolution (2020) – pierwsza polska recenzja najnowszego dokumentu o historii PlayStation

Gry Kapitan Tsubasa

Gry z kapitanem Tsubasą

Z cyklu – przeglądy, polecam materiał Jeżego o produkcjach z kapitanem Tsubasą. Nie tak dawno doczekaliśmy się pełnoprawnej gry o słynnym zawodniku i aż dziw bierze, że przyszło nam tak długo na nią czekać. Czasy NES-a/SNES-a były obfite pod tym względem i szkoda, że później twórcy nie potrafili w żaden sensowny sposób przekuć wizji futbolu z superstrzałami na miodną grę w nowocześniejszej oprawie. Dziwi mnie to tym bardziej, że takie arcade’owe ujęcie tematu jest zawsze w cenie. Znakomicie sprawdza się jako alternatywa dla zadęcia FIFY i PES-a. Sam wspominałem Tsubasę, ogrywając przed laty Red Card Soccer na PS2. Dobrze, że w końcu wrócił. Sprawdźcie, jak sobie radził wcześniej, w materiale opublikowanym na Pixelpost.pl.

Kapitan Jastrząb i jego drużyna: historia gier Captain Tsubasa

Gry, a języki obce

Na koniec jeszcze materiał z cross-play.pl, który w tym momencie jest dla mnie miejscem z najlepszą publicystyką grową w całej polskiej sieci. Znajdziecie tam materiały tworzone przez pasjonatów, którzy potrafią przelewać myśli na papier i spoglądają szeroko na świat gier. Czego chcieć więcej? W tym odcinku zachęcam do rzucenia okiem na tekst Msainta, który na własnym przykładzie pokazuje, ile może dać ogrywanie produkcji w językach obcych.

Z ojczystym z reguły stykamy się na co dzień, warto więc dać sobie możliwość podszlifowania dodatkowych podczas przygód i karier w wirtualnych światach. Msaint potwierdza, że przy odrobinie samozaparcia daje to świetne efekty. Ja przyklepuję to na swoim przykładzie, bo dzięki jRPG-om z pierwszego PlayStation w czasach edukacji nigdy nie miałem kłopotów z angielskim. Do dzisiaj jestem zwolennikiem zabawy w języku Szekspira. Pomaga mi to o niego dbać. Zachęcam do podobnego podejścia. Jeśli tylko masz podstawy jakiegoś języka, posługujesz się nim w sposób komunikatywny, dzięki grom możesz zrobić duży progres. Daj sobie taką szansę. Warto.

Du ju spik Mozambik? Gry wideo a języki obce

Na tym kończę ten odcinek cyklu u Towarzyszy i zjeżdżam do bazy na krótki postój. Zbieram już materiały na kolejne. Z pewnością niedługo wyruszymy w następną podróż. Nie czekajcie jednak na moje polecajki – na wspomnianych wyżej portalach znajdziecie sami dużo więcej znakomitych tekstów. Zachęcam do lektury!

<—- Poprzednio polecane blogi o grach

Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.