Otagowano: Moja kariera FM 2016
Byłem jak facet, który właśnie spłacił ostatnią ratę kredytu. Z budżetem w wysokości prawie sześćdziesięciu milionów euro mogłem przestać skąpić i zacząć poważnie myśleć o wzmocnieniu kadry przed kolejnym sezonem.
Paris FC po raz drugi z rzędu znalazło się w najlepszej trójce ligi francuskiej. Szerzej nieznany jeszcze trzy lata temu klub piłkarski powoli zadomawiał się w elicie Ligue 1 i stawiał coraz bardziej śmiałe kroki po europejskich salonach.
Przedostatnia kolejka. Równo o 21:00 w niedzielny wieczór rozpoczynał się 37. odcinek zaciętej walki o miejsce na najniższym stopniu podium Ligue 1. Czułem, że Paris FC jest dobrze przygotowane do batalii o punkty z Ajaccio. Wiedziałem jednak, że nie wszystko jest w naszych rękach. Potrzebowaliśmy też trochę szczęścia.
Pomimo późnej pory klubowy budynek Paris FC tętnił życiem. W sali konferencyjnej trwało jedno z najważniejszych spotkań sztabu szkoleniowego od miesięcy. Wraz z moimi współpracownikami analizowaliśmy sytuację w lidze punkt po punkcie, starając się dobrze przygotować na decydujące kolejki rozgrywek.
Minimalna porażka z Monaco 0:1 oznaczała koniec naszej pucharowej przygody w tym roku. Mogłem skupić się już tylko na Ligue 1 i ściganiu rywali, którzy mieli dużą chrapkę na najniższy stopień podium.
Nie chciałem nawet sprawdzać, czy na klubowych forach znowu pojawiły się zarzuty o brak jaj. W meczu z Marsylią wróciłem do sprawdzonego ustawienia, modląc się o dobry występ swojej ekipy. Kibice nie powinni z tego powodu specjalnie po mnie jeździć po przyniosło to cenny remis 2:2. Uratowany w końcówce po golu Gomelta, ale zawsze.
Dawno nie byłem tak spięty przed pierwszym gwizdkiem. Pozwoliłem sobie na odrobinę niezbyt zdroworozsądkowego podejścia i korektę formacji wprowadziłem przed potyczką ¼ finału Pucharu Francji z Dijon.
Kilkanaście miesięcy temu spotkania w biurze prezesa były dla mnie codziennością, bo szef z Pena Sports FC był aż za bardzo zaangażowany w kontrolowanie mnie. Miał powody, wszak zatrudniony byłem w Hiszpanii niejako przymusowo. W stolicy Francji z prezesem zarządu miałem do czynienia stosunkowo niewiele. Telefon z wezwaniem na dywanik był więc zaskoczeniem.
Sytuacja zrobiła się skomplikowana. Będące w gazie Lille wyrzuciło nas poza podium, w czym wydatnie mu pomogliśmy. Strata punktów z przedostatnim Nantes była jak woda na młyn dla naszych rywali. Co gorsza, coraz bliżej było też ścigające nas Monaco. Liga Mistrzów wymykała się nam z rąk.
Nic dwa razy się nie zdarza, pisała Wisława Szymborska, ale niestety nigdy nie byłem fanem jej poezji i nie słyszałem tego wcześniej. Liczyłem więc po cichu, że twarda gra i wysoki pressing pozwolą nam przykryć wszystkie braki i ugrać coś w konfrontacji z Interem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tak samo, jak pomogły w bitwie o awans z grupy z Porto.