Otagowano: Moja kariera FM 2016
Podium w Ligue 1, 1/8 finału Ligi Mistrzów, przyzwoite występy w krajowych pucharach – zakończenie sezonu z takimi osiągnięciami usatysfakcjonowałoby wielu trenerów z Francji. Czy jednak mnie powinny one wystarczyć? Czy to jest na ten moment optymalna forma Paris FC?
Telefon od agenta klubowej gwiazdy z prośbą o spotkanie w cztery oczy nigdy nie oznacza nic dobrego. Byłem więc przygotowany na bombę zrzuconą mi przez osobę reprezentującą interesy Tomislava Gomelta. Nie spodziewałem się jednak atomówki…
Wielu było renomowanych rywali, na których mógł trafić Paris FC w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Giganci z Anglii i Hiszpanii ostrzyli sobie pazurki na konfrontację z wciąż niepewnie poruszającym się po salonach reprezentantem ligi francuskiej. Nie miałem specjalnych życzeń, bo wiedziałem, że na tym etapie trafić łatwego przeciwnika nie ma szans. Ze spokojem przyjąłem więc karteczkę z nazwą Interu.
Wylosowanie broniącego tytułu Monaco w 1/8 finału Pucharu Ligi miałem prawo nazywać pechem. Zarząd i kibice wyraźnie sugerowali mi, że nie życzą sobie odpuszczania tych rozgrywek i chcą zobaczyć Paris FC walczące o trofeum.
Panowie, gramy na remis, murujemy bramkę i niczym Inter przed laty z Barceloną, wywalamy bezradne Porto za burtę – mogłem w taki sposób zmotywować swoich zawodników do ostatniego spotkania fazy grupowej Ligi Mistrzów. Czułem jednak, że to się zwyczajnie nie uda, że prędzej czy później Portugalczycy nam wjadą do bramki, a w nasze szeregi wkradnie się nerwowość i zaraz potem wyłapiemy drugiego gola.
Zmiana założeń treningów nie była łatwą decyzją. Paris FC świetnie wyglądało pod względem kreowania akcji, tworzenia sytuacji pod bramką rywala i strzelaniu goli. Ostatnie rezultaty wskazywały jednak wyraźnie, że nawet taka świetnie funkcjonująca ofensywa nic nie da, jeśli obrona będzie co mecz popełniać po kilkanaście błędów.
Piłkarze Zenita, wychodząc na Stade Chariety, wyglądali jak psychopaci. Każdy z nich przypominał kipiącego żądzą rewanżu mężczyznę, który za moment miał brutalnie zrewanżować się na nieznajomemu za zdradę żony, odmowę kredytu, zwolnienie z pracy i wszystkie inne zaznane wcześniej krzywdy. Zapraszam na 51. odcinek mojej kariery w FM 2016, w którym prowadzę drużynę przeciwko monstrum z Sankt-Petersburga.
Chyba nawet najwięksi fani Ligue 1 nie przewidywali, że układ tabeli naszej grupy w Lidze Mistrzów po trzech kolejkach będzie tak wyglądać. Bayern na czele z siedmioma oczkami nikogo nie dziwił, ale już obecność Paris FC na drugim miejscu z tylko jednym punktem straty do Bawarczyków była czymś na miarę grubej niespodzianki.
Wyglądało to źle. Zenit prowadził po 6 minutach 1:0 i zdawał się właśnie łapać wymarzony wiatr w żagle. To była po prostu idealna sytuacja dla goszczących nas Rosjan, by nadrobić wszystkie punktowe straty i pokazać światu, że Paris FC niekoniecznie jeszcze należy brać poważnie w Europie.
Od momentu losowania nie miałem wątpliwości, że to w starciach z Porto i Zenitem rozstrzygnie się nasza pucharowa przyszłość w tym sezonie. Kluczowe były dwa mecze na Stade Chariety – po prostu trzeba było w nich punktować.