Otagowano: Football Manager
Poranny trening rozpocząłem w inny niż zwykle sposób. Trzymając w ręku najnowszy numer poczytnego dziennika sportowego, zapytałem podopiecznych, jak czują się jako „mięczaki”. Takim właśnie określeniem reporter opisał ich po przegranym wyjazdowym meczu z Dijon. 1:3 było bolesne i dotkliwsze tym bardziej, że punkt straciliśmy przez dwa głupie gole w samej końcówce. Reakcja była odpowiednia. Sportowa złość dawała nadzieję, że w kolejnym sprawdzianie Paris...
Grupa D Ligi Europy wyglądała, co by tu dużo nie mówić, ciekawie. Eksperci i kibice sporo sobie obiecywali po naszym występie, licząc, że dumnie zaprezentujemy Ligue 1 w pucharze. W gronie Lazio, PAOK i FC Midtjylland byliśmy uznawani za faworytów – ciężko na tę pozycję w minionych kilkunastu miesiącach zapracowaliśmy.
Gorzej być nie mogło – rzuciłem do asystenta w reakcji na gest fizjoterapeuty, który przed sekundą sprawdził stan kolana Gomelta. Nasz medyk właśnie pomachał w moją stronę, sygnalizując, że lider środka pola wypadł nam ze składu na ważne potyczki z PSG i Liverpoolem.
Karteczka z napisem Liverpool nie wróżyła niczego dobrego. Na domiar złego Paris FC pierwszy mecz grało na Stade Chariety, więc The Reds mieli jeszcze rewanż u siebie. Szanse na drugi z rzędu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów spadły do minimum.
Po pierwszych tygodniach współpracy z Dembele, trudno mi go rozgryźć. Niby nawet sprawnie się zaaklimatyzował i choć jeszcze nie trenuje z resztą drużyny z powodu urazu, to nawiązał już kilka relacji z kolegami. Gdzieś z tyłu głowy mam jednak, że to młody cwaniak, który traktuje nas jak trampolinę do wybicia. Na razie musi się postarać, żeby nie zaryć ryjem o asfalt.
Warto mieć znajomości. Przydają się, by docierać do zakulisowych informacji i dowiadywać się w pierwszej kolejności o plotkach. Przez lata pracy w zawodzie kilka wyrobiłem, a szczególnie szerokie grono zaufanych „informatorów” miałem we Francji.
Po kilku sezonach gry w ustawieniu z jednym napastnikiem nabrałem chęci na spróbowanie czegoś innego. Potrzebowałem odmiany, a i doskonale zdawałem sobie sprawę, że wypadałoby w końcu czymś zaskoczyć znającym już naszą taktykę na wylot przeciwnikom. Kolejne posunięcia na rynku transferowym zacząłem więc planować z myślą o budowaniu drużyny grającej taktyką 4-2-2-2.
Byłem jak facet, który właśnie spłacił ostatnią ratę kredytu. Z budżetem w wysokości prawie sześćdziesięciu milionów euro mogłem przestać skąpić i zacząć poważnie myśleć o wzmocnieniu kadry przed kolejnym sezonem.
Paris FC po raz drugi z rzędu znalazło się w najlepszej trójce ligi francuskiej. Szerzej nieznany jeszcze trzy lata temu klub piłkarski powoli zadomawiał się w elicie Ligue 1 i stawiał coraz bardziej śmiałe kroki po europejskich salonach.
Przedostatnia kolejka. Równo o 21:00 w niedzielny wieczór rozpoczynał się 37. odcinek zaciętej walki o miejsce na najniższym stopniu podium Ligue 1. Czułem, że Paris FC jest dobrze przygotowane do batalii o punkty z Ajaccio. Wiedziałem jednak, że nie wszystko jest w naszych rękach. Potrzebowaliśmy też trochę szczęścia.