Otagowano: Football Manager
Pomimo późnej pory klubowy budynek Paris FC tętnił życiem. W sali konferencyjnej trwało jedno z najważniejszych spotkań sztabu szkoleniowego od miesięcy. Wraz z moimi współpracownikami analizowaliśmy sytuację w lidze punkt po punkcie, starając się dobrze przygotować na decydujące kolejki rozgrywek.
Minimalna porażka z Monaco 0:1 oznaczała koniec naszej pucharowej przygody w tym roku. Mogłem skupić się już tylko na Ligue 1 i ściganiu rywali, którzy mieli dużą chrapkę na najniższy stopień podium.
Nie chciałem nawet sprawdzać, czy na klubowych forach znowu pojawiły się zarzuty o brak jaj. W meczu z Marsylią wróciłem do sprawdzonego ustawienia, modląc się o dobry występ swojej ekipy. Kibice nie powinni z tego powodu specjalnie po mnie jeździć po przyniosło to cenny remis 2:2. Uratowany w końcówce po golu Gomelta, ale zawsze.
Dawno nie byłem tak spięty przed pierwszym gwizdkiem. Pozwoliłem sobie na odrobinę niezbyt zdroworozsądkowego podejścia i korektę formacji wprowadziłem przed potyczką ¼ finału Pucharu Francji z Dijon.
Kilkanaście miesięcy temu spotkania w biurze prezesa były dla mnie codziennością, bo szef z Pena Sports FC był aż za bardzo zaangażowany w kontrolowanie mnie. Miał powody, wszak zatrudniony byłem w Hiszpanii niejako przymusowo. W stolicy Francji z prezesem zarządu miałem do czynienia stosunkowo niewiele. Telefon z wezwaniem na dywanik był więc zaskoczeniem.
Sytuacja zrobiła się skomplikowana. Będące w gazie Lille wyrzuciło nas poza podium, w czym wydatnie mu pomogliśmy. Strata punktów z przedostatnim Nantes była jak woda na młyn dla naszych rywali. Co gorsza, coraz bliżej było też ścigające nas Monaco. Liga Mistrzów wymykała się nam z rąk.
Nic dwa razy się nie zdarza, pisała Wisława Szymborska, ale niestety nigdy nie byłem fanem jej poezji i nie słyszałem tego wcześniej. Liczyłem więc po cichu, że twarda gra i wysoki pressing pozwolą nam przykryć wszystkie braki i ugrać coś w konfrontacji z Interem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tak samo, jak pomogły w bitwie o awans z grupy z Porto.
Podium w Ligue 1, 1/8 finału Ligi Mistrzów, przyzwoite występy w krajowych pucharach – zakończenie sezonu z takimi osiągnięciami usatysfakcjonowałoby wielu trenerów z Francji. Czy jednak mnie powinny one wystarczyć? Czy to jest na ten moment optymalna forma Paris FC?
Telefon od agenta klubowej gwiazdy z prośbą o spotkanie w cztery oczy nigdy nie oznacza nic dobrego. Byłem więc przygotowany na bombę zrzuconą mi przez osobę reprezentującą interesy Tomislava Gomelta. Nie spodziewałem się jednak atomówki…
Wielu było renomowanych rywali, na których mógł trafić Paris FC w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Giganci z Anglii i Hiszpanii ostrzyli sobie pazurki na konfrontację z wciąż niepewnie poruszającym się po salonach reprezentantem ligi francuskiej. Nie miałem specjalnych życzeń, bo wiedziałem, że na tym etapie trafić łatwego przeciwnika nie ma szans. Ze spokojem przyjąłem więc karteczkę z nazwą Interu.