Otagowano: Football Manager
Kibice Paris FC w rozmaitych ankietach, a także dyskusjach na klubowym forum dyskusyjnym, wskazywali jako najważniejsze letnie wzmocnienie Paris FC doświadczonego Kostasa Mitroglou. Sława wyprzedzała greckiego snajpera, choć na boisku na razie nie miałem z niego specjalnego pożytku.
Po czterech meczach w barwach klubu dał mu opaskę kapitana?! Osiemnastolatkowi? Kto tak kurwa robi – straciłem nad sobą panowanie na przedmeczowym spotkaniu ze sztabem szkoleniowym. Informacje z obozu rywali były niezrozumiałe i wymykały się wszelkiej logice.
Pokerowa twarz. Zachowaj pokerową twarz – powtarzałem sobie w głębi duszy, spoglądając na wypisane na kartce żądania dotyczące pierwszego profesjonalnego kontraktu Fehama. Musiałem się sporo natrudzić, by w ogóle przekonać ojca zawodnika do rozmowy, bo Barcelona już go kupiła. I nawet niespecjalnie się na to wykosztowała. Swoje robiła po prostu renoma Camp Nou i giganta z Primera Division.
Bezbramkowy remis z Lens oznaczał, że straciliśmy szansę na zepchnięcie PSG z fotela lidera choćby na kilka dni. Mieliśmy teraz o jeden mecz więcej na koncie i o jedno oczko mniej. Wracaliśmy więc do rzeczywistości.
2022 rok zaczęliśmy przeciętnie, a może powinienem napisać pechowo. Bezbramkowy remis z osiemnastym Lyonem, któremu coraz mocniej zaczyna zaglądać w oczy widmo spadku, był z ligowego punktu widzenia wpadką. Zabrakło nam szczęścia, by wykorzystać choć jedną z kilku dobrych okazji, ale w pomeczowych wywiadach nie skupiałem się na tym, a przypominałem, że mówimy o Lyonie, a więc ekipie dość mocnej kadrowo.
Problemem ligi francuskiej od lat jest brak konkurencji dla tych najmocniejszych. Wysoki poziom prezentował w swoim czasie Lyon, ale testował go niestety tylko w pucharach. Obecnie od pewnego czasu podobny kłopot braku klasowych oponentów przeszkadza Paris Saint-Germain, które nie ma z kim trenować przed konfrontacjami z Realami, Barcelonami, Juventusami i Bayernami.
Lata temu kibice ligi francuskiej musieli do znudzenia oglądać kolejne triumfy Olympique Lyon. Teraz od dobrych kilkudziesięciu miesięcy trwała dominacja Paris Saint-Germain. Niewiele wskazywało też, by miała szybko się skończyć.
Zarządzający ligą poszli po rozum do głowy i wreszcie wyszli naprzeciw potrzebom klubów, które reprezentują Ligue 1 w europejskich pucharach. Kibice na pewno nie byli z tego zadowoleni.
Ostatnie kilka dni poświęciłem na analizę mocnych i słabych punktów swojej jedenastki oraz wybranej na ten sezon formacji. Jakoś tak w toku rozmyślań naszło mnie, by spróbować czegoś zupełnie innego i w kilku kolejnych konfrontacjach sprawdzić nową strategię. Liczyłem, że w tym szybkowarze upichcę coś smakowitego.
Nie należę do trenerów, którzy szybko skreślają zawodników i nie dają im szans. Otworzyłem więc drzwi marudzącemu w mediach Bongonguiemu i pozwoliłem mu wkroczyć na parkiet. Wiele się nie spodziewałem – jakoś trudno mi było wyobrazić go sobie wskakującego nagle na poziom Khaloui czy Camary.