Otagowano: Football Manager
Pomimo braku rezerwowych skrzydłowych, którzy mogliby odciążyć Dembele i Camarę, Paris FC wypadło solidnie także w sparingu z drugoligowym Caen, swoim klubem filialnym. Wynik 3:1 był zaskakująco dobrym rezultatem na tym etapie przygotowań. Ryzykowne ustawienie z tylko jednym nominalnym środkowym pomocnikiem znowu zdało egzamin, a moja bardzo ofensywna taktyka przyniosła kolejny triumf.
Wiele jest w serii Football Manager magnesów, które działają na graczy. Przyciąga nas perspektywa zdominowania świata piłki za sterami jednego z ulubionych klubów. Rozbudza wyobraźnię wizja pokonania ścieżki od amatorskiej bandy kopaczy do kluczowego gracza na arenie międzynarodowej. Wreszcie niezwykle bawi odkrywanie i wyszukiwanie talentów spośród dziesiątek tysięcy obecnych i pojawiających się w bazie nazwisk. I właśnie tym ostatnim poświęcony będzie ten spin-off mojej...
Nie żaden Eden Hazard, myślący o emeryturze Cristiano Ronaldo czy nadal dominujący na świecie Lionel Messi, a skromny marokański skrzydłowy, grający na co dzień w Paris FC, był na ustach wszystkich w trakcie fazy grupowej kanadyjskich mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 roku.
Wystarczy kilka lat przepracowanych w zawodzie trenera, by uświadomić sobie, że w futbolu nie ma miejsca na sentymenty. Kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę i być przygotowanym na zbieranie batów. Nie zamierzałem tego przechodzić w Paris FC.
Zwycięstwo w ostatnim meczu sezonu na pewno udobruchało nieco rozczarowanych kibiców Paris FC. Nie zamierzałem jednak kusić losu i zgodnie z sugestią zarządu, usunąłem się w cień, unikając jak ognia mediów i wszelkich zgromadzeń publicznych.
Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Na skutek zbiegu okoliczności nagle stałem się najbardziej atrakcyjnym tematem dla dziennikarzy i celem, na który warto polować nawet pod budynkiem klubowym.
Osiwieć, wyłysieć, wyrwać włosy z głowy, stracić głos, załatwić sobie zawieszenie na kilka kolejnych spotkań i narobić niepotrzebnych wrogów. To wszystko mogłem zrobić podczas kolejnego meczu Paris FC w Ligue 1, obserwując mordujących się z Guingamp podopiecznych.
Satyrycy i obdarzeni większym poczuciem humoru felietoniści mogliby to opisywać jako wyścig ślimaków. Co poważniejsi obserwatorzy Ligue 1 mieli zagwozdkę, bo na finiszu rozgrywek nagle dwa czołowe kluby, które do niedawna śrubowały serie spotkań bez porażki, grały nierówno i popełniały o wiele więcej błędów niż wcześniej.
Wystarczyło kilka tygodni, by perspektywa zmieniła się o 180 stopni. Nie ugrałem zbyt wiele z Paris FC w pucharach w tym sezonie, więc liczyłem chociaż na niespodziewanie zdetronizowanie Paris Saint-Germain. Na ostatniej prostej zaczęło jednak jakby brakować nam benzyny.
Sytuacja na Stade Chariety nie była szczególnie komfortowa. Szanse na przejście Manchesteru City w Lidze Europy spadły do minimum, ale nikt związany z klubem nie wybaczyłby mi odpuszczenia rewanżu. Nie mogłem jednak też za bardzo koncentrować się na takiej straconej sprawie, bo w naszym zasięgu nadal było mistrzostwo Francji.