Mizeria FM19 #45: Tico w Turcji

Daewoo Tico

Doświadczenie i pomysłowość Stacha na niewiele się zdały w konfrontacji z rzeczywistością. Jego rozpędzone tico zostało zmiażdżone przez ciężarówkę symbolizującą wypchany kalendarz spotkań. Spartak, jak wiele klubów nieprzyzwyczajonych do walki na kilku frontach, ciężko adaptował się do nowej sytuacji.

Bojowe nastroje w Turcji

Po bezbramkowym remisie z Senicą wicemistrz mógł pochwalić się niespecjalnie urokliwym bilansem 1-3-1, który wyglądał blado na tle dokonań rewelacyjnej Dunajskiej Stredy czy Slovana, które zebrały już odpowiednio 12 i 11 punktów. Konkurenci nie zamierzali oglądać się na Mizerię i jego podopiecznych, którzy przypominali obecnie kogoś równie odnajdującego się w sytuacji, co Włoch, który właśnie odkrył, że ma alergię na gluten.

O dziwo ten trapiony rozmaitymi kłopotami Spartak wypadł lepiej niż dobrze w Turcji. Porażka 3:4 nie tylko nie przynosiła wstydu drużynie i słowackiej piłce, ale nawet dawała pewne szanse w rewanżu. Nic nie wskazywało na taki scenariusz po pierwszej połowie. Ferdi Kadioglu otworzył wynik w 11 minucie, wcielając się na chwilę w lokalną wersję Messiego. W 20 minucie Elmas mógł podwyższyć z karnego, ale trafił w poprzeczkę. Sześć minut później trochę presji z kolegi zdjął golem Zajc, a na 3:0 podwyższył w 36 minucie Atanga.

Mizerna gra Mizerii – chciałoby się napisać. Stach wziął byka za rogi w szatni i opowiedział piłkarzom, że w tym momencie przypominają faceta, którego w drodze do domu napada i rabuje święty Mikołaj. Opasły grubas w czerwonym stroju zabiera wam godność i marzenia. Tak to dokładnie wygląda, panowie! – krzyknął. Większość oczu patrzyła na niego zdumiona, na twarzach niektórych zaczął pojawiać się nawet ironiczny uśmiech. Jedne oczy zapłonęły jednak, jak gdyby trener właśnie obudził mroczne wspomnienia.

Samir Nurković w poprzednim sezonie błyszczał skutecznością. Gdyby był kilka lat młodszy, taką formą zapewniłby sobie pewnie już lepszą pensję w mocniejszym klubie. Trzydziestka na karku zrobiła jednak swoje i wszyscy zainteresowani woleli postawić na drugiego z zabójczego duetu – Dungela. Nurković więc został w Trnawie, by dalej pisać swoją historię. Anonimową dla większości fanów futbolu na świecie. Tego wieczora zrobił jednak krok, by zyskać nieco rozpoznawalności. Golami w 49, 53 i 62 minucie przywrócił swój zespół do gry, wprowadzając słowackich dziennikarzy w euforię, a fanów z Turcji w konsternację. Z tego wszystkiego Kadioglu musiał jeszcze się sprężyć i wpakować piłkę do bramki po raz drugi, a czwarty dla Fenerbahce.

Pierwszy z Fenerbahce

Utalentowany Ferdi Kadioglu

Młody Holender, mający na koncie już piętnaście występów w młodzieżowej reprezentacji, zagrał też pierwsze skrzypce w rewanżu. Wyceniany na 13,25 mln euro i pobierający pensję większą niż cały skład Spartaka, otworzył wynik drugiej potyczki w 8 minucie, a później wziął aktywny udział w akcji kończącej zmagania w drugiej połowie. Tym razem trener ze Stambułu wziął pod uwagę możliwości Nurkovicia i wyłączył go na tyle skutecznie z gry, że piłkarz zakończył mecz z oceną końcową 6.2.

Ferdi Kadioglu

Bajka Spartaka dobiegła końca, a Stach musiał teraz sprężyć się, żeby nadrobić ligowe straty. Tylko wtedy mógł liczyć na kolejną szansę w Europie. Jego zespół cały czas jednak był nieprzewidywalny. Potrafił pokonać na wyjeździe lidera Dunajską Stradę 1:0, w czym pomogła czerwona kartka Filipa Blazka w 15 minucie, by później tylko uratować remis w końcówce z Popradem, zremisować z Żyliną 1:1 i głupio przegrać batalię z Seredem 1:2 po golu w doliczonym czasie gry.

Kto przyglądał się poczynaniom Spartaka, ten wyraźnie mógł dostrzec, że brakuje w tej ekipie lidera. Co gorsza, nie było nawet stabilnych mocnych punktów, na których klub mógłby rosnąć i wspinać się w tabeli. Raz wypalał Gorupec, raz Nurković, czasami Dangubic czy Feghouli. To przekładało się na rezultaty, które przypominały losowanie na loterii fantowej.

Po tych kilku miesiącach wyraźnie było widać, że Stach trochę przeliczył się, stawiając tak wiele na dwóch weteranów. Może Feghouli i Ecuele Manga nie zawodzili, ale nie byli też motorami napędowymi. Bardziej przypominali wysłużone silniki diesla, które pomimo 470 000 przebiegu nadal potrafią dowieźć dupsko właściciela na miejsce. Szkoleniowiec jednak widział to inaczej i zachwalał obu przy każdej okazji. Po wygranym meczu z Trencinem 1:0, w którym kluczowe trafienie zanotował skrzydłowy z Algierii, wbijał do głowy dziennikarzom, że w dziesięciu spotkaniach strzelił może tylko dwa gole, ale w obu był też MVP, zapewniając w sumie sześć punktów. I weź z takim dyskutuj.

Pucharowe zadania

Zarząd i kibice mogli być zadowoleni z wyczynów zespołu Mizerii w eliminacjach Ligi Europy, ale nikt nie był w stanie zagwarantować szkoleniowcowi pracy, jeśli nie wykona powierzonych zadań w lidze i krajowym pucharze. Górna połowa tabeli była planem minimum, a półfinał turnieju pracą domową dla trenera. Obserwując grę klubu z Trnawy, można było mieć obawy, czy Stach nie będzie musiał wkrótce gęsto tłumaczyć się, klęcząc na grochu w gabinecie dyrektora.

W pucharze Słowacji Spartak łatwo rozgromił nisko notowany Puchov 4:0, ale kiedy przyszła kolej na rywala z tej samej półki, Zlate Moravce, tak różowo już nie było. Nagle rewelacyjny na prawej obronie Kasprzyk nie mógł sobie już tak śmiało poczynać, zbierając asysty, a Gorupec mógł najwyżej marzyć o strzeleniu jednego gola, a co dopiero mówić o drugim z rzędu hat-tricku. Po zażartej walce wicemistrz przeczołgał się do rundy trzeciej dzięki lepiej wykonywanym rzutom karnym.

W lidze sytuacja wyglądała niewiele lepiej. W dziewięciu spotkaniach ekipa z Trnawy zebrała jedenaście oczek i traciła już spory dystans do dyktującej tempo czołówki. Trencin przewodził stawce z 19 punktami, a jego śladem podążali Żylina, Slovan i Dunajska, mając po 18 punktów. Chętnych na podium i miejsce w pucharach było wielu, a Spartak wcale nie ustawiał się na dobrej pozycji przed rywalizacją w grupie mistrzowskiej.

Szalona kolejka na Słowacji

Każdy dobrze rozeznany w sytuacji trener łatwo byłby w stanie wskazać źródła problemów Spartaka. Stach może coś tam sobie budował z klocków, ale wyglądało to tak, jakby z zestawu do złożenia supermarketu sklecił właśnie kiosk Ruchu. Na palcach jednej ręki dało się policzyć zawodników, których umiejętności na tle ligi dało się ocenić na cztery gwiazdki. Większość była po prostu przeciętna, co idealnie było widać w wynikach. Czasami niektórzy piłkarze grali mecze życia, a czasami byli anonimowi na boisku. Na takich fundamentach trudno budowało się sensowną serię. Dodatkowo Stach chciał trochę przyoszczędzić, więc nie postarał się o zaplecze. Kiedy więc młody stoper Adrian Novota złamał staw skokowy i wypadł na pół roku, trener został z trzema nominalnymi środkowymi obrońcami na resztę zmagań.

Wyniki w rodzaju demolki Senicy 4:0 były więc okazją do dużego świętowania i trudno się dziwić, że Stach obnosił się z dumą po każdym takim sukcesie. W ostatnim czasie trochę udało się mu dopracować nawet taktykę, więc Spartak był naprawdę skuteczny na krajowym podwórku. Pokazał też to w zremisowanym 3:3 boju ze Zlate-Moravce, a także w szalonej kolejce w listopadzie 2024 roku.

Szalona kolejka

Dunajska Streda zdemolowała Dubnicę 6:1. W tym samym czasie Trencin rozgromił 6:0 Michalovce. Spartak z kolei pobił ligowe rekordy w meczu z Popradem, który zakończył się wynikiem 7:3. Znów błysnął Gorupec, strzelając dwa gole, a także pokazał się anonimowy od kilku tygodni Havelka. Kieszonkowy pomocnik i ulubieniec Stacha był ostatnio w dołku i wyglądał trochę, jakby stracił motywację. Kiepski moment, bo akurat teraz klub bardzo potrzebował liderów…

Po tamtej spektakularnej rundzie Spartak zajmował miejsce numer 5 w lidze. Miał sporą przewagę nad rywalami z tyłu, ale tracił też trzy oczka do najbliższej Żiliny. Dunajska, na szczycie, miała aż dziewięć oczek przewagi. Było dużo do nadrobienia, a czasu znowu nie tak wiele…

Mizeria FM19 to kariera polskiego trenera-obieżyświata, który dorastał na Haiti i postanowił zostać nowym Kazimierzem Górskim. Stach Mizeria rozpoczął swoją przygodę w Puszczy Niepołomice, a później trafił do Zagłębia Sosnowiec. Widząc pusty trybuny miejscowego stadionu, zwątpił w szansę powodzenia projektu i wyjechał na Słowację, gdzie trafił do Spartaka Trnawa. Jego kolejne perypetie będziecie mogli śledzić w opowiadaniu w Gralingradzie. Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite.

<—— Kariera FM 19: Stach i portugalska Vitoria

Kariera FM 19: Duch Mizerii nad Polską —->

<—– Pierwszy odcinek kariery Stacha Mizerii w Football Manager 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.