Suikoden 2 #5: Smoczy Miecz i Neclord

Suikoden 2 blog

Riou nie mógł uwierzyć własnym oczom. Koło niego stała przerażona Nanami, która przed chwilą wydobyła z siebie przeraźliwy jęk, a później zamilkła. Oboje wpatrywali się przed siebie. W kiepsko oświetlonym pokoju, na środku którego stał mahoniowy stół z czterema krzesłami, leżała zakrwawiona Annabele. Przy niej klęczał, z nożem w dłoni, Jowy. Z ostrza kapała krew.

Ucieczka z Muse

– Czy to ty zrobiłeś? – Zapytał niepewnie Riou.

Jowy jednak milczał. Po chwili odwrócił się i spojrzał na przyjaciół. Odpowiedział tylko krótkim przepraszam, po czym ruszył do okna. Za moment zniknął w mrokach nocy. Tymczasem do pokoju wbiegł Jess. Jeszcze parę sekund wcześniej był przerażony, bo w gruzach legł cały plan obrony miasta. Ktoś zdradził i otworzył wrota dla nacierających sił Średniogórza. Teraz jego oczom ukazał się widok umierającej gubernator miasta i przywódczyni, która miała przewodzić obronie oraz kolejnym walkom. Co tu się wydarzyło?! – Krzyknął w stronę nadal stojących bez ruchu Riou i Nanami. – Lekarza, wezwijcie lekarza! Krzyk niósł się korytarzem, ale za moment zmieszał się z reakcjami przerażonych mieszkańców, którzy właśnie zorientowali się o ataku wrogich wojsk.

Kto mógł, musiał uciekać i ratować życie. Przyrodnie rodzeństwo opuściło budynek i pędem rzuciło się w stronę karczmy, gdzie do tej pory odpoczywali Viktor i Flik. Po drodze pokonali kilku żołnierzy Średniogórza, którzy próbowali zastąpić im drogę. W końcu dotarli na miejsce, gdzie zbierająca ostatnie rzeczy Leona poleciła im, by zmierzali na południe.

– Musicie dotrzeć do South Window, tam przegrupujemy siły. Dostańcie się do miasteczka Coronet, a stamtąd wypożyczcie łódź na drugi brzeg. Powodzenia, ruszajcie, nie ma czasu do stracenia! – Poleciła, po czym przytuliła przestraszoną Pilikę na pożegnanie.

Riou i Nanami nie patrzyli za siebie. Biegli, byle znaleźć się jak najdalej od Muse. Zatrzymali się dopiero, kiedy wysokie mury okalające miasto były tylko niewielkim punktem na horyzoncie. Noc spędzili na jednym z wyższych pagórków w okolicy, na którym schronili się w cieniu rosnącego samotnie drzewa. Pilika szybko zasnęła, wycieńczona ostatnimi wydarzeniami.

Riou i Nanami

– Wiesz o czym marzę? Chciałabym znaleźć się tak bardzo daleko stąd, jak to tylko możliwe. Z dala od tych wszystkich walk i cierpienia – zaczęła opowiadać Nanami. – Moglibyśmy zamieszkać w górach, tylko we trójkę i zająć się uprawą na jakiejś niedużej farmie. Myślisz, że to możliwe?

– To niewykonalne. Nie teraz, nie w naszej sytuacji – odparł ze spokojem Riou. Wiedział, że przyrodnia siostra chciałaby usłyszeć coś innego, ale nie zamierzał jej oszukiwać i rozbudzać fałszywej nadziei.

– Pewnie masz rację. Jestem zmęczona, pójdę już spać. – Odparła, a z jej głosu wyraźnie bił smutek.

Jak wydostać się z Coronet

Do Coronet uciekinierzy dotarli następnego dnia. Miasteczko było już zablokowane przez żołnierzy Średniogórza, który na rozkaz dowódcy zablokowali jakikolwiek ruch morski. Droga na drugi brzeg była więc zablokowana. Niespodziewanie w karczmie Riou napotkał dawnych znajomych, trupę cyrkową, z którą parę dni wcześniej przebijał się przez górską przełęcz. Okazało się, że Eilie, Bolgan i Rina również szukali sposobu na dostanie się do miejscowości Kuskus po drugiej stronie jeziora. Riou postanowił, że zrobi wszystko, by znaleźć sposób na ominięcie zakazu. Musiał. Dotarli za daleko, by teraz nie sprostać tak prostemu wyzwaniu.

Los okazał się łaskawy. W Coronet byli jeszcze Tai Ho i Yam Hoo, dwaj zawadiaccy rybacy, dla których żadne prawo nie było ważniejsze od przeznaczenia. Pierwszy z nich dostrzegł coś w oczach tajemniczego nieznajomego, który próbował dostać się na drugi brzeg i postanowił dać mu szansę.

Jeśli wygrasz ze mną 5000 w chinchirorin, zabiorę cię w dowolne miejsce moją łodzią – zadeklarował.

Riou z radością przyjął wyzwanie. Szczęście było z nim i wygrał zakład. Wrócił pędem po przyjaciół i wkrótce cała grupa znalazła się już w Kuskus. Droga do South Window stanęła otworem.

Tai-Ho Boat

Pokojowe South Window

Viktor i Flik czekali już na miejscu. Z wieści wynikało, że pozostali również bezpiecznie opuścili Muse i teraz różnymi sposobami zmierzają do punktu zbornego. Najemnicy nie zamierzali bezczynnie czekać i jeszcze tego samego dnia umówili się na spotkanie ze sprawującym władzę w mieście lordem Granmeyerem. Czasu było niewiele, zagrożenie ze strony Luki Blighta wisiało nad kolejnymi miastami Unii niczym topór nad głową skazańca.

Lord Granmeyer był spokojnym przywódcą. Siwy starszy mężczyzna od lat unikał konfliktów. Wierzył, że konstruktywne rozmowy mogą przynieść więcej dobrego światu, niż brutalne walki na równinach. To też odbijało się na jego reputacji. Niewielu innych lordów, zwłaszcza tych z sukcesami wojennymi, odnosiło się do Granmeyera z szacunkiem.

W obecnej sytuacji lord nie miał jednak wątpliwości, że przyda mu się ktoś, kto sprawnie włada bronią białą i zna strategię wojenną. Nie dość, że zaakceptował propozycję Viktora, to jeszcze od razu zlecił mu pierwsze zadanie. Chodziło o zagadkowe porwania młodych kobiet, do których dochodziło w okolicach North Window – miasta-twierdzy położonej na archipelagu, tuż nad brzegiem jeziora.

Lord Granmeyer

Neclord w North Window

Dla Viktora oznaczało to powrót w rodzinne strony. Powrót do miejsca, gdzie przed laty wampir Neclord odebrał mu wszystko, co wtedy było dla niego ważne. Najemnik wahał się przez krótką chwilę, ale ostatecznie postanowił zmierzyć się z koszmarami przeszłości. Musiał upewnić się, że zło nie powróciło. Niestety na miejscu ziścił się najgorszy koszmar. Neclord znów grasował na kontynencie. Zwycięstwo Viktora okazało się tylko tymczasowe i wampir znalazł sposób, by znów zjawić się na Ziemi i zacząć terroryzować niewinnych.

Neclord

Zwykła broń nie mogła zrobić mu krzywdy. Nawet najlepszy fechmistrz nie miał szans choćby zranić Neclorda. Najlepiej naostrzona broń była nieskuteczna niczym bukiet polnych kwiatów na wojennym froncie. Viktor z niechęcią musiał przyznać, że zna jednak sposób, jak stawić czoła demonowi i mieć szansę na zwycięstwo.

– Musimy odnaleźć Gwiezdny Smoczy Miecz – powiedział, głośno wypuszczając powietrze. Tak się składa, że nawet wiem, gdzie aktualnie się znajduje.

Gwiezdny Smoczy Miecz

Riou, Eilie, Viktor, ale również biały wilk Shiro i jego przyjaciel oraz opiekun, łucznik Kinnison, wyruszyli więc do Jaskinii Wiatru, która mieściła się na południe od opuszczonego miasta. Labirynt identycznie wyglądających korytarzy i wydrążonych przez czas tuneli zdawał się nie mieć końca. Co gorsza, jaskinię zamieszkiwały liczne monstra, skutecznie utrudniając wędrówkę przybyszom z zewnątrz. Jakież było zaskoczenie drużyny, kiedy niespodziewanie natknęli się tam na nieznajomego. Okazało się, że magicznej broni poszukiwał również pogromca demonów i egzorcysta Kahn, dla którego polowanie na Neclorda było czymś w rodzaju rodzinnej powinności. Mężczyzna był tajemniczy i nie wyglądał na kogoś, kto łatwo obdarza innych zaufaniem. W tych okolicznościach najwyraźniej zrobił jednak wyjątek. Obecność w Jaskinii Wiatru samego Viktora wystarczyła, by uwierzył nowopoznanym wędrowcom i zdecydował się im pomóc.

Wkrótce cała szóstka dotarła do kamiennej komnaty, na której środku lewitował samotnie tuż nad ziemią miecz ze złocistą rękojeścią i przedziwnym grawerunkiem przypominającym ludzką twarz. Słońce rozświetlało pomieszczenie przez sporej wielkości dziurę, którą do środka wlatywało też nieustannie przedziwnie lodowate powietrze. Na zewnątrz było ciepło, a mimo to stojąc tam, czuło się niczym w samym środku zimowej zamieci.

Charakterny oręż

– Gwiezdny Smoczy Mieczu, pora ruszać, Neclord nadal żyje. – Viktor krzyknął, zaskakując kompanów.

– Masz tupet, żeby tu wracać Viktorze – odezwał się nagle miecz. Przypominam ci łaskawie, że to przez ciebie spędziłem tu parę ostatnich lat.

– Było, minęło, nie ma co wracać do starych dziejów – odparł najemnik.

– Chyba raczysz kpić! Myślisz, że ujdzie ci to płazem, chamie?

– Co żeś powiedział?! – Viktorowi szybko puściły nerwy.

Atmosfera błyskawicznie zrobiła się napięta. Ni stąd, ni zowąd Gwiezdny Smoczy Miecz obrócił się w powietrzu ostrzem do góry i nagle rozrósł o kilka długości. Pojedynku nie dało się już powstrzymać.

Star Dragon Sword

To była trudna walka. Z takim przeciwnikiem mierzył się w przyszłości może Kahn, który widział już rozmaite opętane przedmioty, ale z pewnością była to nowość dla Riou i jego młodych towarzyszy. Magiczna moc miecza dawała się we znaki herosom, ale dzięki sile runy Światła Riou udało się im wytrwać i wystarczająco osłabić zdenerwowany oręż, by ten zaprzestał ataków.

– Dobrze, już dobrze, pozwól mi wyrazić ubolewanie za popełniony błąd. – Powiedział zasapany Viktor.

– Hmmm, prosisz o wybaczenie potężnego Smoczego Miecza?

– Tak, tak, niech tak będzie.

– Co proszę?!

– Yyyyy, tak, oczywiście, o wielki Smoczy Mieczu, twój sługa Viktor prosi o wybaczenie.

– Dobrze więc, skoro zrozumiałeś swój błąd, możemy ruszać do walki. Mamy zadanie do wykonania. – Odparł wyraźnie usatysfakcjonowany oręż.

Viktor doskonale pamiętał męczące dni spędzone z gadatliwym i zadufanym w sobie pomagierem. W pewnym momencie nie wiedział już nawet, czy bardziej motywuje go chęć pomszczenia bliskich, czy wizja uwolnienia się od miecza, gdy pokona z jego pomocą Neclorda. Nie zakładał wtedy jeszcze, że ich kolejna współpraca potrwa o wiele dłużej niż poprzednio.

Brudne zagrywki Neclorda i monstrum Abomination

Cała grupa dotarła bowiem na miejsce z nadzieją stawienia czoła wampirowi i uwolnienia od niego świata raz na zawsze. Neclord nie należał jednak do głupców i znał swoje słabe punkty. Przywitał więc gości w piwnicach ruin twierdzy, po czym zaprosił do wymyślonej gry. Przedstawił Viktorowi jego dawną ukochaną, Daisy, która dzięki fałszywej magii stała teraz w komnacie, jakby nigdy nie zginęła. Jej ubiór, głos, iskierki w oczach – wszystko przypominało kobietę, dla której biło serce najemnika. Ten jednak nie zapomniał cierpienia, które sprowadził na niego wampir przed laty.

Neclord Game

Te blizny były nadal wyraźne. Viktor zaskoczył więc wszystkich, kiedy nagle sięgnął po miecz i pewnym cięciem pozbawił głowy stojącą naprzeciw niego niewiastę. Mistyfikacja Neclorda upadła dużo szybciej niż się spodziewał. I na to był jednak przygotowany. Wykorzystał magię, by uciec przed gniewem, a dodatkowo zdołał przywołać jeszcze Abominację – wielkiego potwora o kilku głowach i sześciu odnóżach, który przypominał okropnie wykręcone ciało człowieka przemienionego w pająka. To jemu musieli ostatecznie stawić czoło wojownicy.

Abominacja wykorzystywał masę swojego cielska oraz długie kończyny, by atakować obszarowo wielu członków drużyny. W jej szeregach był jednak przygotowany na taką potyczkę Kahn, który skorzystał z magii światła, by osłabić go potężnymi atakami. Raniona bestia była już w zasięgu Viktora, Riou i reszty walczących, którzy odnieśli ważne zwycięstwo.

Podczas jednak, gdy oni rozwiązywali problem wampira, wojska Średniogórza maszerowały już ku South Window…

Suikoden II to jRPG wymieniany często w jednym zdaniu z innymi kultowymi reprezentantami gatunku, którzy pojawili się na pierwszym PlayStation. Po ponad dwóch dekadach od premiery, postanowiłem poznać legendę o 108 Gwiazdach Przeznaczenia i sprawdzić, czy rzeczywiście jest dużo lepsza od uwielbianej przeze mnie jedynki. Swoje wrażenia i historię z gry przedstawię Wam w ramach opowiadania publikowanego w odcinkach na łamach Gralingradu.

Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite.

<— Poprzedni odcinek opowiadania Suikoden 2

<—- Początek opowiadania Suikoden 2

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.