Mizeria FM19 #44: Co za Vitoria

Vitoria Guimaraes

W sezonie 23/24 Bartolomej Dungel i Samir Nurković stworzyli jeden z najbardziej zabójczych duetów napastników, jaki kiedykolwiek widziała Słowacja. Kibice z Trnawy zacierali ręce na myśl o przyszłości i tylko zyskującej z czasem współpracy obu snajperów. Mieli dać wyczekiwane mistrzostwo, ale też poprowadzić Spartak ku solidnym występom w Lidze Europy. Problem w tym, że pierwszy z napastników już w wakacje opuścił Słowację, przenosząc się do Legii.

Gdzie ci napastnicy?

Stach zapewnił drużynie solidny wpływ gotówki do budżetu, zgadzając się na ten transfer. Miał jednak szybko znaleźć następcę dla młodego talentu i załatać powstałą dziurę. Znów wyszło jednak na jaw jego skąpstwo, bo zamiast zainwestować część zarobionych środków, zaufał młodzikowi z własnej szkółki i dwóm graczom ściągniętym po taniości. Perspektywicznym, owszem, ale nie nadającym się jeszcze w tym momencie do dźwigania na barkach takich ciężarów. Gorupec, Meijer i Hruska zwyczajnie nie reprezentowali nawet w połowie poziomu Dungela.

Finanse Spartaka

Efekt? W pierwszym spotkaniu drugiej rundy eliminacji Ligi Europy z Ujpestem, na wyjeździe, przyjezdni nie oddali nawet jednego celnego strzału na bramkę. Skończyło się na 1:0 po trafieniu Martina Szabo w 82 minucie. Na nic zdał się solidny występ pozostałych formacji. Parę dni później z Trencinem tysiące rozczarowanych fanów przeżyły powtórkę z rozrywki.

Mizeria nie zamierzał wpadać w panikę. Skoro dwa razy zagrał zachowawczo i próbował sprytem przechytrzyć rywala i w obu poniósł klęskę, więc postanowił zrzucić przywdzianą maskę. Tłumaczył sobie, że to tylko wina założeń taktycznych, a nie niedoborów jakości w ataku. Na rewanż z Ujpestem przygotował ofensywny plan i zalecił zawodnikom iście szaloną grę do przodu. W szczegóły się nie zagłębiał, bo na co to komu potrzebne. Boczni obrońcy mieli biegać pod pole karne Węgrów, środkowi pomocnicy co i rusz nacierać w pole karne, a napastnicy tylko czekać na okazję, by załadować którąś zagubioną piłkę do siatki. Jakimś cudem to wypaliło.

Sensacja z Ujpestem

Ujpest zawalił rewanż i przegrał 0:2, oddając awans do kolejnej rundy niżej klasyfikowanemu w rankingach przeciwnikowi ze Słowacji. Nurković w 14 minucie trafił w swoim stylu, przymierzając przy prawym słupku. Węgrzy musieli na to odpowiedzieć, ale pomimo przestrzeni, którą dostali od Spartaka, nie umieli przebić się przez linię obrony. Ecuele Manga wykorzystywał doświadczenie, by umiejętnie dyrygować kompanami, a że na podorędziu miał silnego fizycznie Udeha, więc było mu tylko łatwiej. Nie musiał wszędzie być i za dużo biegać, bo czyścił wszystko za niego młodszy partner. Ostatecznie plany Węgrów posypały się w 67 minucie, kiedy na 2:0 podwyższył Dangubic. Rozbici psychicznie i wyraźnie zagubieni, miotali się do końcowego gwizdka bez ładu i składu. Niespodzianka stała się faktem, a z barków Stacha musieli na chwilę zsiąść krytykujący go od pewnego czas dziennikarze.

Nadchodzi Vitoria

Nikt jednak nie wierzył, że ta fartowna passa potrwa o wiele dłużej. W kolejnej rundzie na Spartaka czekała już Vitoria Guimaraes. Może nie gigant portugalskiego futbolu, ale z pewnością klub dysponujący wystarczającymi pokładami talentu, by bez zadyszki odprawiać rywali z Europy Środkowo-Wschodniej. Jeden zawodnik ze składu potrafił kosztować tyle, co największe gwiazdy ligi słowackiej. Stach miał zostać pożarty i wypluty przez takiego przeciwnika.

Wcześniej jednak lekcję futbolu, a nawet rozsądnego prowadzenia klubu, chciał dać polskiemu szkoleniowcowi Slovan Bratysława. Najwyraźniej mistrzowi kraju nie odpowiadała sytuacja, w której ktoś nazywa Spartaka jego rywalem do tytułu. On skrupulatnie umacniał swoją pozycję, budując kadrę wykraczającą poza możliwości walki dla jakiegokolwiek oponenta na krajowym podwórku. A już na pewno dla jakieś klubiku z Trnawy.

Slovan założył, że w bezpośredniej konfrontacji pozbawi teorię o potencjalnej detronizacji racji bytu. To miał być mecz, który pokaże, że psy mogą sobie szczekać, a karawana z Bratysławy spokojnie pojedzie dalej. I pewnie plan ten by wypalił, gdyby nie błysk geniuszu Nurkovicia, którego dwa gole w drugiej odsłonie pozwoliły ekipie z Trnawy odrobić straty i wywalczyć niespodziewany remis na własnym obiekcie. Doświadczony snajper przypomniał fanom o zeszłosezonowych wyczynach, a przy okazji utwierdził malkontentów przekonaniu, że w Spartaku brakuje obecnie większej liczby klasowych snajperów.

Blask starych gwiazd Feghouliego i Ecuele-Mangi

Niezły wynik wcale więc nie zmniejszył liczby negatywnych opinii na temat pracy Mizerii. On jednak wyczekiwał tymczasem spokojnie na wystrzał swoich transferów. I w końcu dostał zamówiony latem produkt. Feghouli zapewnił drużynie ważne trzy punkty ze Zlate Moravce, ładnie wkręcając piłkę przy długim słupku po dograniu Cermeljego. Ustawiony przy prawej linii, jako wysunięty rozgrywający, Algierczyk całkiem dobrze odnalazł się w roli. Tego właśnie chciał od niego Stach – nawet sporadycznych, ale dających różnicę występów.

Parę dni później z kolei zaświeciła jasno gwiazda drugiego weterana, Ecuele-Mangi, który wraz z trójką kompanów, Udehem, Kotulą i Kosutem, stworzył zaporę nie do przejścia dla Vitorii. Portugalczycy rozbili sobie głowy, bijąc w słowacki mur, a porażka 0:1 doprowadziła ich do serii karnych, których każdy wyżej notowany klub chce uniknąć.

Przerażenie Portugalczyków

Cała ławka Vitorii wyglądała na zdenerwowaną i przerażoną wizją odpadnięcia. Nastroje szybko jednak się poprawiły, bo Feghouli przestrzelił w próbie otwierającej serię jedenastek. Spudłował jednak też, teoretycznie uspokojony, Azouni. Kolejny gracze trafili. W trzeciej kolejce niespodziewanie pomylił się technik Marques. Chobot, choć nie złapał w tym sezonie jeszcze regularności, podszedł do piłki dostojnie i bez zastanowienia huknął przy lewym słupku, zupełnie myląc golkipera. Vitoria zauważyła, że woda wdarła się już na pokład i jej liniowiec idzie na dno. Tego nie dało się już uratować.

Spartak Trnawa Stacha Mizerii niespodziewanie zameldował się w fazie play-off eliminacji Ligi Europy. Wykonał aż nadto założony przez zarząd plan i oczekiwania kibiców z kraju. Została jeszcze tylko jedna przeszkoda. Ta jednak wydawała się już z zupełnie innej bajki. Fenerbahce, po wyeliminowaniu Rubina Kazań, nie zamierzało popełniać błędów Ujpestu czy Vitorii. Wyrazem siły składu Turków był fakt, że tylko w roli zmiennika trzymali w kadrze 33-letniego, acz nadal niezwykłe niebezpiecznego na boisku, Riyada Mahreza, który na Słowacji byłby traktowany jak bóg futbolu…

Mizeria FM19 to kariera polskiego trenera-obieżyświata, który dorastał na Haiti i postanowił zostać nowym Kazimierzem Górskim. Stach Mizeria rozpoczął swoją przygodę w Puszczy Niepołomice, a później trafił do Zagłębia Sosnowiec. Widząc pusty trybuny miejscowego stadionu, zwątpił w szansę powodzenia projektu i wyjechał na Słowację, gdzie trafił do Spartaka Trnawa. Jego kolejne perypetie będziecie mogli śledzić w opowiadaniu w Gralingradzie. Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite.

<—— Kariera FM 19: Stach jedzie do Jerozolimy

Kariera FM19: Stach i jego tico w drodze do Turcji —->

<—– Pierwszy odcinek kariery Stacha Mizerii w Football Manager 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.