Patapon 2 #1: Nowa ziemia
Tego rodzaju nieufność niejedno bóstwo mogłaby rozzłościć. Mając przed oczami piękno wschodzącego słońca nad bezkresnym oceanem, Patapony czuły się zalane sprzecznymi uczuciami. Targały nimi emocje, których nie rozumiały, nie potrafiły zdefiniować i jednoznacznie przypisać do radości lub rozczarowania. Ich długa pogoń za „TYM” wchodziła w kolejną fazę.
Dźwięk dodający otuchy
Przez moment przyglądałem się temu, jak budują wielki statek i szykują się do wypłynięcia w nieznane. Dopiero co uratowały świat przed demonicznym Gorlem, a wcale nie zamierzały się tym sukcesem cieszyć. Ich umysły były w zupełności zaprzątnięte pytaniem o mistyczne „TO”, które czekało na odnalezienie. Nie widząc większych niebezpieczeństw, które mogłyby czyhać na moich małych wyznawców, na pewien czas ich opuściłem.
Wróciłem tym razem dużo wcześniej niż ostatnio, kiedy to cała cywilizacja znalazła się na granicy wyginięcia. Mimo to zastany widok wstrząsnął mną. Ten stworzony przeze mnie świat bywał okrutny i bezlitosny. Bezwzględny do tego stopnia, że aż sam byłem tym faktem zaskoczony. Po czterdziestu dziewięciu dniach żeglugi wybudowany w pocie czoła setkami małych rączek okręt zatonął.
Zjawiłem się w ostatniej chwili, by dodać siły heroicznemu Hateponowi, który do ostatniego tchu był gotów strzec jednego z bębnów – Pata. Naszego narzędzia komunikacji, które stało się podstawą niedawnych sukcesów. Dodałem mu sił, łącząc dźwięk z tym wydobywającym się z niebieskiego bębna, który nosiłem zawsze przy sobie. Pata Pata Pata Pon. Wybijany rytm przypomniał, że nic jeszcze nie jest stracone. Niósł w sobie nadzieję, którą napotkane kawałek dalej trzy Yaripony przyjęły z otuchą.
Zalążki cywilizacji
Zdążyliśmy w porę, by ocalić kapłankę Medel z rąk wojowników rasy Karmen. Skrywający swe twarze za maskami nikczemnicy spodziewali się wielu rzeczy, ale na pewno nie napotkania Pataponów, które dodatkowo byłyby skłonne do bitki. Spłoszeni, wrócili przekazać nowiny swoim przywódcom. Medel tymczasem zabrała nas do ruin niegdyś potężnego Patapolis. Z dala od domu, o który walczyliśmy z takim trudem wiele tygodni temu, znaleźliśmy niespodziewanie pozostałości wielkiej osady innych członków nacji, która zawierzyła mi swoją przyszłość. Skalny monument wyraźnie świadczył, co podkreślała Medel, o wielkości tego miejsca i potędze Pataponów z tej wyspy.
I tak oto znalazłem się w punkcie, który zdawał się być niczym rzewne wspomnienie dawnych chwil. Oto znowu mała cywilizacja miała szansę wykształcić się i wykuć w trudzie i znoju, nosząc moje imię na sztandarach i w śpiewanych na moją cześć pieśniach. Nie mogłem ich zawieźć.
Walka o pustych żołądkach rzadko kiedy kończy się zwycięstwem, dlatego wpierw towarzyszyłem Yariponom na polowaniu. Kiedy już zdobyły mięso i posiliły się przygotowaną strawą, ruszyliśmy razem do pobliskiej dżungli. Tam powrócił, jako zmaterializowane wspomnienie dawnej chwały, Pon Tatepon. Wojownik o niezwykłej sile i wytrzymałości, którego nigdy żadna walka na krótkim dystansie nie przerażała. Kermeni zakładali, że tutaj zakończą odrodzenie Pataponów. Sądzili, że wystarczy im do tego wysoki mur z żelaza. Metalowa bariera może była dobra na drapieżniki, ale nie miała szans z wysłannikami bóstwa!
Uwięziony heros
Przeznaczenie pokierowało małych wojowników na wzórze Nanjaro. Medel doskonale wiedziała, że potrzebują liczebnej armii, wielu wspaniałych wojowników, jeśli myślą o dotarciu na kraniec świata. Tam, gdzie czeka przeznaczone im „TO”. Nowe Patapony, zdolne walczyć i ginąć w sprawie, mogły jednak narodzić się tylko z Drzewa Życia. A ta jedyna w swoim rodzaju roślina, jedno z moich wielkich dzieł stworzenia, mogła wyrosnąć tylko z bardzo unikalnego nasiona.
Patapony czekał pierwszy poważny test w tej nowej, nieprzyjaznej krainie. Spotkanie ze starym znajomym, który kiedyś też w podobnych warunkach niejednokrotnie rzucał im wyzwanie. Przypominający dinozaura, dwunogi Dodonga o wielkiej głowie, rzekomo miał skrywać nasiono poszukiwane przez moich wyznawców.
Napotkaliśmy go, wędrując przez niepokojąco ciche i spokojne wzgórze. Bitwa przybrała niespodziewany obrót. Pomiędzy czarno-niebieską bestią a nami była sterta głazów, pod którą uwięziony leżał wojownik w dziwnej masce. Patapony nic nie mogły zrobić z taką przeszkodą. W żaden sposób nie były w stanie też pomóc nieznajomemu. Co innego Dodonga, którego potężne ciosy raz po raz wstrząsały wielkimi skałami. Po kilku takich uderzeniach konstrukcja rozsypała się, a heros odzyskał wolność. Natychmiast pochwycił jeden z kamieni i jakby dając upust swojej złości, rzucił go z impetem w kierunku potwora. Dodonga cios odczuł więcej niż wyraźnie, dlatego oddalił się w podskokach.
Nasiono Drzewa Życia
Wróciliśmy na chwilę do Patapolis, by się przegrupować. Medel w ocalonym wojowniku rozpoznała herosa, o którym mówią podania. Zgadzało się wszystko. Od okoliczności pojawienia się, po śmieszną maskę, którą miał na twarzy. Nie był szczęśliwy z takiego opisu. Patapony zyskały cennego sojusznika i to z nim u boku wyruszyły na kolejną bitwę z Dodongą. Bóg małej wiary pewnie powątpiewałby w szanse na sukces niewielkiej armii, ale ja doskonale wiedziałem na co stać moich małych wyznawców, kiedy są odpowiednio zmotywowani. A teraz byli, bez dwóch zdań, wszak walka toczyła się o nasiono Drzewa Życia.
Obecność herosa u ich boku też zrobiła swoje. Wyposażony w łuk, zasypywał bestię strzałami, których groty przebijały twardą skórę. I tak oto niedługo później w Patapolis znowu wyrosło drzewo, które miało pozwolić również małej armii szybko rozkwitnąć…
—
Patapon 2 to kontynuacja gry rytmiczno-strategicznej wydana w 2009 roku, wówczas ekskluzywnie na PSP. Wymagająca produkcja stawia nas na czele rodzącej się armii małych wojowników, którzy ruszają ku przeznaczeniu. Za pomocą rozkazów wybijanych przy pomocy magicznych bębnów prowadzimy ich przez kolejne bitwy z potworami i wrogimi im cywilizacjami. Co nowego przynosi kontynuacja? Jaka przygoda i jakie wyzwania czekają tym razem na Patapony? Zapraszam do unikalnej relacji z perspektywy bóstwa – tylko w Gralingradzie!





