Pamiętnik Gran Turismo 7 #18: Esencja zabawy
Kolejne dni z Gran Turismo 7 przynoszą mi całą plejadę wyzwań. Od kolejnych wyścigów w prototypach VGT, przez endurance na High Speed Ringu, aż po kolejne próby uporania się z menu bonusowym i wyścigami samochodów grupy 1. Zapraszam na nowy wpis do pamiętnika kierowcy Gran Turismo 7
Dzień 109
Czuję, że lambo VGT będzie jedną z maszyn, które szczególnie zapamiętam ze swojej przygody w Gran Turismo 7. Futurystyczna maszyna znakomicie spisuje się na torze i sprawia czystą przyjemność z jazdy. O ile w przypadku kilku wcześniej testowanych modeli miałem kłopoty z wygrywaniem, tak w lambo nie daję konkurentom większych szans. Na koniec zostały mi dwa wyścigi w ramach pucharu VGT – jeden na ekspresówce w Tokio, drugi na Kyoto Driving Park – Yamagiwa.
Lambo w pewnym stopniu odczarowało dla mnie pierwszy z obiektów. Nocny rajd wąskimi uliczkami, w świetle latarni i kosmicznych reflektorów samochodu, przy przyjemnym warkocie silnika, był niczym spa dla zmysłów. Kolejne miłe wspomnienie do kolekcji.
Oba wyścigi wygrałem dość pewnie. Znam już możliwości samochodów i wiem, jak je wykorzystać, co sprawia, że konkurenci z klasy Vision Gran Turismo nie stanowią większego wyzwania.
Dzień 110
W misjach z serii „Przeminęło z wiatrem” (Gone with the Wind) pozostała mi jedna próba, by mieć komplet brązowych medali. Trzydziestominutowy wyścig maszyn grupy 3 na High Speed Ring. Klasyczny obiekt jest jednym z prostszych do opanowania, ale tutaj czeka mnie mały wyścig wytrzymałościowy z twistem w postaci zapowiadanego załamania pogody.
Głupio byłoby zmarnować trzydzieści minut i nie zaliczyć zadania, więc wsiadam do audi R8 LMS Evo. Sprawdzona maszyna, którą wcześniej zdążyłem przetestować w kilku wyścigach grupy 3. Pierwsze okrążenie utwierdza mnie w przekonaniu, że była to dobra decyzja, bo wyprzedzam najwolniejszych konkurentów i zaczynam odrabiać straty do lidera.
Nauczony doświadczeniem, tym razem nie oszczędzam paliwa, bo spodziewam się szybkiego zjazdu do boksu wymuszonego deszczem. Przewidywania się sprawdzają, choć i tak gram ryzykownie i ostatnie kółko przed pierwszym pitstopem przejeżdżam z samochodem tańczącym już na mokrym asfalcie.
Od razu przeskakuję na opony deszczowe. Wolę poświęcić trochę tempa, ale uniknąć strat spowodowanych bączkami i innymi perypetiami. Konkurenci są bardziej skłonni do ryzyka i jadą na pośrednich, ale wcale nie zyskują nade mną przewagi.
Taktyczne zjazdy
Na półmetku jestem gdzieś w górnej połowie stawki, choć trudno to uczciwie ocenić, bo kierowcy jadą z różnymi strategiami. Kiedy deszcz słabnie, przeskakuję przy kolejnym boksie na pośrednie. Radar pogodowy nie wskazuje, że chmury miałyby jeszcze wrócić.
Kilkanaście maszyn na High Speed Ring szybko przesusza tor. Jestem już w ścisłej czołówce i widzę wyraźnie, z kim przyjdzie mi się bić o triumf. To lamborghini aventador, którego przyspieszenie powala. Trzymamy się blisko siebie, a zegar pokazuje sześć minut do końca. Pora na ostatnie tankowanie. Ryzykuję z miękkimi gumami, licząc, że zdołam przejechać pewnie kilka kolejnych okrążeń, trzymając audi w wąskim pasku suchej jezdni.
Stres okazuje się niepotrzebny, ale jestem wdzięczny za tę odrobinę adrenaliny. Lamborghini zjeżdża jeszcze raz, a ja już ze spokojną, dwudziestosekundową przewagą dojeżdżam do mety. Te długodystansowe wyścigi z pitstopami i zmienną aurą to wisienka na torcie Gran Turismo 7!
Nagrodą za brązowe medale zebrane we wszystkich misjach okazuje się dodge viper grupy 4. Kto wie, kto wie, może jeszcze się przyda?
Dzień 111
Miałem zabrać się za wciąż nieukończone menu bonusowe poświęcone samochodom grupy 1, ale pochłonęły mnie wyścigi zaserwowane w zestawie tygodniowym. Pierwszy raz od dawna poczułem, że mam szansę na nagrodę za ukończenie wszystkich pięciu – w tym przypadku sześciogwiazdkowy kupon ruletki.
Dodatkową motywacją okazał się fakt, że jednym z wyścigów do ukończenia jest rywalizacja w pucharze World Touring Car 700. Nie zdążyłem jeszcze nawet go ugryźć. Była doskonała okazja rozjechać dwa gołębie za jednym zamachem. Konkurencja startuje tam maszynami grupy 4 i początkowo zakładałem, że sam też wybiorę maszynę tego typu. W garażu moją uwagę zwróciła jednak alfa romeo 4C grupy 3, która o włos łapała się w limicie do 700 PA. Ograniczenie tylko do twardych opon wyścigowych było pewną przeszkodą, ale nie zniechęciłem się.
Tor na przetestowanie możliwości 4C na tle takiej stawki? Mount Panorama. Idealnie, bo nie jest to obiekt, na którym czuję się najpewniej, więc dużo zależy od samochodu. Początek był mocny i szybko przebiłem się o kilka lokat. Potem jednak wyszedłem na długą prostą, dopędzając lamborghini Haywooda. To kombinacja kierowcy i samochodu, którą zapamiętam szczególnie, bo jakoś tak często daje się mi we znaki.
Esencja GT7
I tym razem Haywood zaskoczył in minus, bo manewr obronny praktycznie wypchnął mnie poza asfaltowy odcinek, co skończyło się desperacką próbą opanowania alfy romeo i gustownym bączkiem. Przez myśl mi przeszło, by zrestartować wyścig, bo lider jeszcze bardziej odjechał i szanse na dopadnięcie go spadły do minimum. Zreflektowałem się jednak i postanowiłem po prostu przejechać wyścig, walcząc o top 3. Jak testować alfę, to na poważnie.
I o dziwo opłaciło się to. Ograniczyłem spalanie paliwa, by wyrobić się na jeden pitstop, a jednocześnie unikałem błędów i nagle znalazłem się nie tyle w ścisłej czołówce, co nawet blisko szans na triumf. Rywale okazali się mniej ekonomiczni w swojej jeździe i dzięki temu koniec końców przekroczyłem linię mety jako pierwszy z dobrymi jedenastoma sekundami przewagi. Nie powiem, walka w pucharze World Touring Car 700 zapowiada się pysznie. Dobry samochód, silna konkurencja i konieczność rozgrywania zmagań taktycznie, z uwzględnieniem pitstopów, to esencja dobrej zabawy w GT7.
By domknąć dobry dzień, zaliczyłem kilka czekających misji, w tym szaleńcze wyprzedzanie Chaparralem 2J oraz wyścig po prostej z nismo skyline’em. Na koniec zajrzałem jeszcze do trybu zmagań sieciowych. Plan szybkiego wykręcenia czasu na brąz na zaśnieżonym jeziorze Louise napotkał na niespodziewane komplikacje i zeszło mi się dobre kilkanaście minut na złapaniu się w wyznaczonym limicie.
Dzień 112
Dokończyłem zestaw wyzwań tygodniowych i zdobyłem sześciogwiazdkowy bilet na ruletkę. Zakręciłem nią, by sprawdzić, czy warto było odłożyć na bok progres na rzecz powtarzania czterech zaliczonych wcześniej zmagań. Cóż rzec, ten bolid SF 19 SuperFormula wart milion kredytów zdecydowanie wynagrodził mi trud!
Ruletka musiała naprawdę przejść jakieś zmiany, bo w ostatnim czasie dużo częściej trafiają się wyższe nagrody finansowe czy nawet wpadają nowe samochody do kolekcji. Aż chce się przejeżdżać dzienne 43 kilometry, co by zdobyć kolejny kupon.
Z bananem na twarzy po wygraniu na loterii wsiadłem znów do alfy romeo 4C, by sprawdzić się w drugim wyścigu z serii World Touring Car 700. Tym razem na Deep Forest Raceway. Przyjemny obiekt, który zachęca do szybkiej jazdy i umożliwia wygodne wyprzedzanie. Po Mount Panoramie spodziewałem się łatwego triumfu.
Ograniczyłem moc i spalanie, planując pitstop w okolicach siódmego okrążenia z dziesięciu. Na finiszu zamierzałem mocniej przycisnąć, czując, że będą to rozstrzygające etapy rywalizacji. Wszystko szło całkiem dobrze, ale na przedostatnim kółku fatalnie schrzaniłem jeden zakręt, zaliczyłem bączka i straciłem mnóstwo czasu, który był mi potrzebny na dopędzenie prowadzącego Portillo. Lider dojechał do mety na oparach, bo tankował w połowie zmagań i zachował ledwo dwie sekundy przewagi, ale liczy się fakt, że wygrał. Będę jeszcze wracać na ten obiekt, szukając rewanżu.
Dzień 113
Jeśli jest coś, co na pewno nie pozwoli mi odstawić Gran Turismo 7 na półkę, to niezaliczone menu bonusowe. Utknąłem na wyzwaniu poświęconym monstrom z Grupy 1 i pomimo kilku podejść nie znalazłem sposobu, by na Daytonie wywalczyć choćby podium. Zrzuciłem to po trosze na karb gorszej formy, a częściowo też na źle dobrany samochód. Dzisiaj podjąłem więc nową próbę za kółkiem świeżo zakupionej za milion kredytów toyoty TS050 w wersji hybrydowej.
Plan był prosty. Maksymalnie jeden pitstop i to tylko na dotankowanie, bo twarde opony muszą wytrzymać przez cały dystans. Ograniczyłem moc i zacząłem mozolną walkę o pozycję, przesuwając się powoli w górę stawki. Strata do lidera utrzymywała się na poziomie dwudziestu dwóch sekund, ale za to inni konkurenci jechali wolniej. Nie czułem jednak, że panuję nad sytuacją i zmierzam do jakiegoś celu. Bardziej wyglądało to na jazdę z modlitwą na ustach, co by reszta stawki straciła wystarczająco wiele czasu na dodatkowym zjeździe do boksu lub musiała zwolnić ze względu na różne kłopoty.
Poprzednio nie dało mi to sukcesu, choć za każdym razem przynosiło poprawę wyniku. Teraz na dwa kółka przed metą znalazłem się nagle na pozycji numer 3. Strata do dwóch rywali przede mną – bez szans na odrobienie. Za to za plecami cały peleton. Australijczyk Bishop w XJR-9 z 1988 roku, Miyazono w mclarenie VGT, Hizal w SRT tomahawku VGT, a do tego jeszcze Kokubun w legendarnej 787B z 1991 roku. Prując przed siebie, jakimś sposobem urwałem się im na trzy sekundy, choć jazda pod taką presją rzadko kiedy wychodziła mi na dobre. Pierwszy punkt odhaczony, wreszcie jakiś progres.
Dzień 114
Wymęczone podium na Daytonie rozbudziło nadzieje, że ruszę do przodu. Narobiło też apetytu na więcej, bo rywalizacja maszynami grupy 1 przynosi po prostu dużo satysfakcji. Czy toyota TS050 powiezie mnie do upragnionego zaliczenia bonusowego menu? Nie mogłem być tego w stu procentach pewien, bo o ile w Stanach Zjednoczonych wypadła nieźle, o tyle pierwsza próba na Suzuce zakończyła się osiemnastą lokatą.
Nie będę udawać, że nie z mojej winy. Popełniłem sporo drobnych błędów. Straciłem wiele sekund na niepotrzebnym hamowaniu po długiej prostej pod koniec każdego kółka. Najbardziej dotkliwa okazała się jednak podjęta w panice decyzja, by przeskoczyć na przejściówki po lekkiej mżawce. Wyjechałem w nich na tor, kiedy ciemne chmury umykały już poza obręb toru, więc tylko niepotrzebnie straciłem mnóstwo czasu na pitstopie w kolejnym okrążeniu.
Ta lekcja była mi jednak potrzebna, by w następnej próbie wziąć rewanż. Wystartowałem na średniej mieszance i z ustawionym trybem pracy silnika na dwójce, a więc wybierając moc zamiast ekonomiki jazdy. Spodziewałem się, że wizyty w boksie nie uniknę, bo prognozy zapowiadały czterdziestoprocentowe szanse na deszcz. Szybko zacząłem przebijać się bliżej pierwszej dziesiątki. Gdzieś tak koło czwartego kółka, kiedy deszczowych chmur nadal nie było, kątem oka spojrzałem na symulowane prognozy zapasu paliwa. Jeśli przerzucę wajchę bardziej na tryb eco, mogę dojechać do mety bez pitstopu.
Bez dumy
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, prawda? Konkurenci stawiają na tempo, ale utrzymuję do nich kontrolny dystans. Kiedy przychodzą ostatnie okrążenia zmagań na Suzuce, przesuwam się w górę stawki z każdym kolejnym przeciwnikiem odwiedzającym aleję serwisową. I nagle, rozpoczynając finałowe kółko, jestem na czele, ale za plecami mam prawdziwy tłum. Co gorsza, sędziowie dopatrują się nieprawidłowego manewru obronnego na jednym z pierwszych łuków i wlepiają mi pół sekundy kary.
Próbuję odjechać, bo na ostatniej prostej taka blokada silnika może okazać się niczym pocałunek śmierci. Bishop w XJR-9 dobrze orientuje się w sytuacji i nie gubi mnie z oczu. Przychodzi moment kary, a ja wlepiam wzrok w lusterka, widząc szybko rosnący kształt samochodu konkurenta. Nie mam wyjścia i muszę bezpardonowo zatarasować mu drogę. Z zaciśniętym gardłem i szybko walącym sercem, niezbyt dumny ze stylu, wpadam na metę jako pierwszy. A za mną dwóch oponentów z mniej niż sekundą straty i trzech kolejnych z mniej niż czterema.
—
Gran Turismo 7 to kolejna odsłona jednej z najsłynniejszych gier wyścigowych, które kiedykolwiek ukazały się na konsolach i komputerach. Wydawana ekskluzywnie na PlayStation pozwala na długie tygodnie zatopić się w kolekcjonowaniu setek samochodów oraz na wyścigach po prawdziwych i fikcyjnych torach w różnych rejonach świata. Do tego uniwersum wracam po wielu latach przerwy, ale z bagażem ciepłych wspomnień zebranych w odsłonach z numerkami 1, 2 i 4. Jakie wrażenia wzbudzi we mnie GT7? O tym przeczytasz w kolejnych odcinkach pamiętnika – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!
<— Siedemnasty odcinek pamiętnika Gran Turismo 7







