Pamiętnik Gran Turismo 7 #17: Stare, dobre subaru
Skupiony na wyznaczonych celach, mierzę się z kolejnymi wyzwaniami oferowanymi przez Gran Turismo 7. W pucharze Vision GT mam sprawdzonego konia, ale już rywalizacja w pucharze aut grupy 4 oznacza poszukiwania idealnej maszyny na dany tor. A w tle cały czas wisi mi dodatkowe menu z supersamochodami grupy 1. Tak otwieram drugą setkę dni spędzonych przy siódmej odsłonie Gran Turismo.
Dzień 101
Porządkuję listę wyścigów po wcześniejszej przerwie. Doszło trochę zmagań w ramach aktualizacji, przez które nie miałem już 100% ukończonych zawodów w Sunday Cup, Race of Turbo czy Porsche Cup. Dobra wprawka przed poważniejszym ściganiem. Na tego rodzaju treningowego przejażdżki zabieram hondę civic z 1999 roku, alfę romeo 155 czy porsche 911 GT3 992.
Dzień 102
Czyżby ruletka przeszła rewolucyjne zmiany? Na pięć ostatnich losowań aż trzykrotnie trafiam nowy samochód do garażu. Jedno z nich okazuje się szczególnie szczęśliwe, bo zdobywam w ten sposób warte dobre dwa miliony ferrari enzo. Akurat wahałem się, czy nie zebrać środków właśnie na ten model, by wykupić go w ramach wygranego na ruletce kilka dni wcześniej specjalnego biletu do salonu ferrari.
W ramach progresu zaliczam kolejne testy w licencji IA i odznaczam jeszcze jedną misję. Po takiej rozgrzewce czuję, że pora znów spróbować z dodatkowym menu i rywalizacją maszyn grupy 1.
Dzień 103
Chcąc ruszyć z progresem w trybie kariery, muszę uporać się z dodatkowym menu poświęconym supersamochodom z grupy 1. Dotychczasowe próby nie przyniosły powodzenia, ale w końcu w garażu pojawiła się maszyna, która znacznie zwiększa moje szanse. Porsche 962C, którego prędkość maksymalna ociera się o 350 km/h i który w swojej karierze dwukrotnie wygrywał w dwudziestoczterogodzinnym wyścigu Le Mans. Można nawet ledwie średnio orientować się w historii motoryzacji, ale ten kształt łatwo rozpoznać.
Model 962C debiutował w 1984 roku w zmaganiach 24 Hours of Daytona. Siadając za kółko, wierzę, że pozwoli mi w końcu zrobić krok naprzód. Ujarzmienie takiej bestii nie jest proste, ale radzę sobie z tym całkiem dobrze, utrzymując solidne tempo. Gdzieś w połowie zmagań na Daytonie wiem już, że nie będzie to piękny scenariusz z happy-endem, bo i zwycięstwo, i nawet podium są poza zasięgiem. Tyle dobrze, że chociaż wreszcie biję się o czołowe lokaty.
Ostatnie kółko zaczynam jako czwarty w stawce, ale niestety z migającą kontrolką stanu paliwa. Przełączam tryb na oszczędny i znacznie zwalniam, co by zaoszczędzić jak najwięcej resztek w baku, ale i tak monstrum jest zbyt głodne. Na kilkaset metrów przed finiszem zbiornik jest już wysuszony do cna. Pozostaje mi doturlać się do mety, co robię nawet przez pitlane, żeby urwać kilka metrów. Rywale błyskawicznie mnie dopadają i wymijają. Jestem ostatecznie siódmy. Postęp jest, ale nadal stoję w tym samym miejscu.
Dzień 104
Gran Turismo 7 znowu na mnie chwilę poczekało. Po powrocie mam do sprawdzenia kilka ciekawych nowinek, by wspomnieć chociażby obecność unimoga czy renault kangoo. Zabawnie jest zabrać je tor, a że to akurat weekend Formuły 1 i Grand Prix Japonii, to wybieram słynną Suzukę. Unimog niestety jest tak bezkonkurencyjny, że nawet Sophy nie chce się z nim ścigać, a zwykła SI wystawia też tylko ten jeden model w stawce. Co innego renówka. Tutaj mam przyjemność znowu zmierzyć się z Sophy, a do tego z bardziej zróżnicowaną stawką, więc jest sporo emocji podczas walki o zwycięstwo z klasyczną alfą romeo.
Na koniec dnia nadrabiam jeszcze dodane ostatnio wyścigi w ramach Sunday Cup czy European Cup. W tym drugim mam okazję sprawdzić wygranego wcześniej ferrari enzo i o rany, toż to bestia, która po prostu rwie się do szaleńczej jazdy. Może to będzie mój sposób na lepszy wynik w tym śniącym się mi po nocach wyścigu na tokijskiej ekspresówce?
Dzień 105
100 wyścigów jeszcze do przejechania. 199 samochodów już w garażu. Sporo już za mną w Gran Turismo 7, ale wiele dobrego też do odkrycia i posmakowania. W kolejnym dniu mojej motoryzacyjnej przygody sprawdzam się w wyzwaniach czasowych, co by wygrać trochę potrzebnej gotówki. Motywuje mnie do tego przede wszystkim wyzwanie czasowe na Daytonie, gdzie trzeba przejechać najszybsze kółko chapparalem 2J. Prosta droga po dwa miliony, bo nie trzeba wiele, by osiągnąć czas zbliżony do rekordowego.
Potem wracam do pucharu Vision GT, w którym do przejechania zostało jeszcze kilka wyścigów. Odkąd odkryłem możliwości Lambo V12, startuję z większym spokojem nawet na tych trudniejszych torach, jak dobrze znane każdemu fanowi serii Grand Valley. Obiekt zachęcający do szybkiej jazdy, ale mający też swoje pułapki, w które łatwo wpaść. Koncepcyjny model włoskiej stajni jest niczym mały odrzutowiec, ale mimo osiąganych prędkości, trzyma się też doskonale jezdni, co ułatwia wyprzedzanie i prowadzenie pogoni za liderem.
Mimo to pierwszą próbę kończę jako drugi. Zbyt wolno przebijałem się przez stawkę, a pod koniec popełniłem jeszcze spory błąd na ostrym zakręcie po prostej startowej. Kosztowało mnie to szanse na wyprzedzenie prowadzącej skody. Od razu podejmuję drugą próbę i ucząc się na błędach, tym razem pewnie wygrywam wyścig z kilkoma sekundami przewagi.
Dzień 106
Kontynuuję zmagania z maszynami Vision GT. Swoje lambo zabieram tym razem na Monzę. Nie jest to mój ulubiony tor. Wąski, z szybkimi łukami i trudnymi dohamowaniami, nieraz już dał mi w kość. Zakładam, że do wygrania będzie potrzebne naprawdę dobre tempo. Zaczynam więc mocno i szybko znajduję ukojenie, bo okazuje się, że jestem zdecydowanie najszybszy w stawce. Na prowadzenie wysuwam się już po trzech okrążeniach z pięciu, by na metę wpaść z prawie ośmioma sekundami przewagi nad drugim genesisem.
Dzień 107
Przeskoczyłem na chwilę do pucharu wyścigów grupy 4, gdzie czekają tylko dwa wyzwania. Szybko okazuje się, że proste wyłącznie w teorii, bo wszystkie maszyny ustawiające się na linii startu są równane pod względem osiągów. Na High Speed Ring zabieram alfę romeo 155 z 1993 roku. Dla wielu samochód-legenda.
Niestety włoska bestia tym razem zapewnia mi ledwie piątą lokatę. Staram się robić użytek z tunelu aerodynamicznego i dobrze planować manewry wyprzedzania, ale nawet przez moment nie zbliżam się wystarczająco blisko liderów. Niedługo po tej porażce atakuję High Speed Ring po raz drugi, ale tym razem za kółkiem toyoty GR supra.
Wydaje się dużo szybsza, bo na prostej gładko dopędzam oponentów, a z kolei na krętej sekcji żwawo omijam zbyt wolno rozpędzających się rywali. Niepozorna supra, choć na papierze słabsza od alfy romeo, zapewnia mi jakże cenne zwycięstwo.
Dzień 108
Brands Hatch całkiem dobrze zapisało się mi w pamięci dzięki wielu przejazdom w GRID: Autosport. Z jednej strony byłem więc spokojniejszy przed nadchodzącym drugim wyścigiem w GT Cup Grupy 4. Z drugiej pamiętałem, jak trudny jest to tor i ile potrafiłem mieć na nim problemów. A teraz jeszcze miałem wystartować bez żadnej przewagi, w zbitej i wyrównanej stawce.
W pierwszej próbie dałem szansę suprze i o dziwo zupełnie jej nie wykorzystała. Już po starcie zorientowałem się, że czołówka mknie dużo lepszym tempem. Skazany na walkę o szóstą lokatę, próbowałem wycisnąć maksimum z możliwości auta, a przy okazji odświeżyć sobie poszczególne sekcje toru. Skończyło się tak, że kiedy przycisnąłem mocniej, popełniłem kilka kosztownych błędów. Dziewiąta pozycja nie była powodem do dumy.
Przesiadłem się więc do starego znajomego. Subaru wrx wygrał dla mnie ważny wyścig na deszczowej Tsukubie jakiś czas temu, więc wskoczył przed swoją kolejkę. Co ciekawe, konkurenci startowali teraz inaczej wymieszani, co oznaczało, że może tym razem szaleniec swiftem nie ucieknie wszystkim na szesnaście sekund, jak w tej poprzedniej próbie.
Bok w bok na Brands Hatch
Subaru trzymało całkiem solidne tempo, pozwalając na planowanie manewrów. W niedługim czasie znalazłem się w czołowej trójce. Autentyczności zmaganiom dodał fakt, że moi konkurenci nie byli bezbłędni. Jadący na drugiej pozycji mustang wypadł na pierwszym łuku po linii startu-mety prosto w piach, tracąc tempo i cenne sekundy. Potem nieco brutalnie wbiłem się po wewnętrznej caymana i objąłem prowadzenie. Do mety zostały dwa kółka, a ja nie miałem już przed sobą nikogo, kogo mogłem pilnować się, by właściwie wchodzić w zakręty.
W takiej sytuacji często zaczynam zbyt zachowawczo pokonywać zakręty i tym razem było podobnie. Cayman za plecami zaczął więc mnie podgryzać. W krętej sekcji przypuścił skuteczny kontratak, ale na szczęście zaraz później zdołałem odpowiedzieć swoim manewrem. Szliśmy tak zajęci bezpośrednią walką przez resztę dystansu. Do mety wpadłem z pół sekundy przewagi. To był naprawdę dobry wyścig!
—
Gran Turismo 7 to kolejna odsłona jednej z najsłynniejszych gier wyścigowych, które kiedykolwiek ukazały się na konsolach i komputerach. Wydawana ekskluzywnie na PlayStation pozwala na długie tygodnie zatopić się w kolekcjonowaniu setek samochodów oraz na wyścigach po prawdziwych i fikcyjnych torach w różnych rejonach świata. Do tego uniwersum wracam po wielu latach przerwy, ale z bagażem ciepłych wspomnień zebranych w odsłonach z numerkami 1, 2 i 4. Jakie wrażenia wzbudzi we mnie GT7? O tym przeczytasz w kolejnych odcinkach pamiętnika – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!
<— Szesnasty odcinek pamiętnika Gran Turismo 7





