New Yorker #7: Ratunek w białym kitlu
Max był łatwym celem. Niczym powoli przesuwająca się w jednostajnym tempie i konkretnym kierunku tarcza na strzelnicy, pokonywał kolejne metry korytarza. Pociski rozrywały i wprawiały w specyficzne wibracje powietrze wokół. Obolały, znieczulony lekami, z lekko przymkniętym prawym lewym okiem odpowiadał wystrzałem na każdy strzał.
