Headhunter: Redemption #11: Zoo szaleńca

Headhunter Redemption blog

Wade dawno już nie był w Below, ale czuł, że dostał od losu specjalne zaproszenie na dół. Informacje, jakoby jego syn wciąż tam był, stanowiły wystarczającą motywację. Poza tym zamierzał ocalić Leezę, która wystarczająco długo toczyła tam już boje w pojedynkę.

Pilnie strzeżone tunele metra

Dostanie się na dół nie jest rzeczą prostą, ale weteran znał sposoby, by pomimo braku odpowiednich zezwoleń i dokumentów, przedostać się na drugą stronę. Zabrawszy odpowiedni arsenał broni, pas na amunicję i apteczki oraz kamizelkę kuloodporną, udał się do opuszczonej sieci tunelu metra. Niegdyś tętniące życiem perony, teraz niszczały w samotności. Jack wiedział jednak, że nie będzie tam sam.

Jack Wade at Abandonded Metro Tunnels

Niekontrolowany ruch cywilów pomiędzy Above i Below nie był rządzącym na rękę, dlatego zadbali, by wszystkie takie miejsca zostały odpowiednio zabezpieczone. Automatyczni strażnicy, mechaniczni zabójcy tylko czekali na śmiałków, którym narodził się w głowie niemądry plan zmiany miejsca pobytu. Agresywne i szybkie kleszcze, wytrzymałe pająki i czujne wieżyczki strzelnicze były nad wyraz skuteczne w swojej roli. O wiele dokładniejsze od nawet najlepiej wyszkolonych strażników.

Wade musiał być więc uważny. Otaczająca go cisza sprzyjała mu, bo kiedy tylko słyszał dźwięk, mógł spodziewać się, że w jego stronę zmierza coś, co chce go zabić. Cała infrastruktura metra od lat nie funkcjonowała, ale miał to szczęście, że zamknięte bramy czy zablokowane wagony metra potrafił jakoś odblokować, korzystając z tego, co znalazł wokół siebie. Nieco większym wyzwaniem okazał się mechanizm zabezpieczający, który do otwarcia furtki wymagał aktywacji pięciu przycisków. Trzy z nich były dobrze ukryte w ciemnościach. Gdyby nie IRIS i noktowizja, mógłby ich szukać godzinami, a i to bez gwarancji sukcesu.

Jack Wade and Psycho Star

Strefa badań i eksperymentów

W końcu dotarł do sekcji rozrywkowej, gdzie ostatnio widziano Leezę. Odnalazł Psycho Stara, który specjalnie się nie ukrywał. Dwie kolejne porażki z łowczynią nadszarpnęły jego wizerunek, więc mógł tylko planować swój wielki powrót, kiedy już „Mężczyzna, który chodzi z maszynami” zejdzie ze sceny. Spluwa przystawiona do głowy nie zrobiła na nim w ogóle wrażenia. Był szaleńcem, dla którego życie nigdy nie miało zbytniej wartości.

Jack zdołał wyciągnąć z niego trochę informacji. Liberty było podobnież fikcją. Wszyscy rzekomi zwycięzcy telewizyjnych programów nie trafiali wcale do krainy obfitości, a do strefy badań i eksperymentów, gdzie byli „programowani”, jak sam to ujął. Zaciskał kciuki, że Leezę spotka tam wszystko to, co najgorsze. Łowca głów miał jeszcze jeden powód, by się pospieszyć.

Widok, który go powitał, nie napawał optymizmem. Szpitalna biel ścian i podłóg była już bardziej szarością. Łóżka walające się bez ładu i składu na korytarzach wyglądały bardziej jak wózki do przewożenia ciał niż miejsca do wypoczynku pacjentów. Niewiele dalej, za recepcją, w której musiał posłać do piachu pierwszych napotkanych tutaj kolonistów z Below, natknął się na osobliwe pomieszczenie. Gabinet zarządzającego obiektem Candy’ego Flossa. W niepokojący sposób łączący drewniane biurko, dywany czy kolumny rodem z rezydencji ze zdjęciami rentgenowskimi na rozświetlających przestrzeń ekranach. Były dentysta pracował początkowo w Above, ale niebezpieczne pomysły doprowadziły do jego wysiedlenia do Below. Jack łatwo łączył kropki w takich historiach. Szaleniec z żądzą zemsty i szansą na jej realizację. Idealny do prowadzenia takiej placówki. Zagadką pozostało tylko, po co kolonia była potrzebna „Mężczyźnie, który chodzi z maszynami” i całej Opozycji.

Jack Wade R&D Colony

Przerażające odkrycia

Najemnik miał po swojej stronie atut zaskoczenia. Informacje o jego wizycie nie dotarły jeszcze do strażników, więc kiedy zjechał na dolny poziom windą i napotkał pierwszych patrolujących teren, zabrał się za ich cichą eliminację. Ograniczył liczbę strzelanin do minimum, mądrze kalkulując swoje szanse i potrzebę zachowania sił. Czujnik umieszczony przy Leezie prowadził go, ale wkrótce napotkał poważną przeszkodę. Pokój, w którym rzekomo się znajdowała, znajdował się za korytarzem wypełnionym toksycznym gazem. Potrzebował czegoś, co osłoni jego ciało wystarczająco długo, by dostać się na drugą stronę.

W jednym z pomieszczeń znalazł coś niepokojącego. Krocząca jak człowiek, na dwóch nogach, istota. Jakby skrzyżowanie maszyny z człowiekiem. Zniszczył ją celnymi trafieniami, nim zdołała podejść wystarczająco blisko, by zrobić użytek ze swoich szczupłych rąk i lodowatych palców. Pierwsza podpowiedź o eksperymentach, które tu wykonywano.

Drugą znalazł kilka minut później, kiedy zjechał windą do drugiej sekcji obiektu, po przeciwnej stronie recepcji. W przestronnym pomieszczeniu, przypięta pasami do pionowej płyty wisiała Che. Miała wydłubane oczy i urwaną lewą rękę. Nie sposób było określić, jakie obrażenia wewnętrzne skrywała pod warstwą pokrwawionego stroju i posiniaczonej skóry.

Jack Wade and Che

El Diablo

– Mój Boże – słowa wymknęły się z ust Wade’a na przerażający widok zmasakrowanej kobiety.

– Módl się, żeby był z Tobą – wydukała wciąż żyjąca Che.

– To zrobił „Mężczyzna, który chodzi z maszynami”?

– Nie, żaden człowiek nie zdołałby zrobić czegoś takiego Che. To sam El Diablo, Candy Floss.

Jak tylko dowiedziała się, że Leeza jest w kolonii, zebrała w sobie wystarczająco wiele sił, by wskazać Wade’owi drogę do pokoju kontrolnego. Łowca od razu zamierzał tam wyruszyć, ale poprosiła go o jedną przysługę. O broń, którą mogłaby sama ukrócić swoje cierpienia. Jack przekazał swój pistolet i odwrócił się plecami, dając chwilę prywatności w tym ostatnim momencie życia bojowniczce zasłużonej w oczach wielu mieszkańców Below.

Usłyszał strzał i łoskot broni, która upadła na lodowatą posadzkę. Utrzymywana w sekrecie kolonia pochłaniała kolejną ofiarę. Jack musiał się spieszyć, jeśli nie chciał za moment odprawić na tamten świat swojej podopiecznej. Zauważył kanał wentylacyjny nad głową i przestrzelił dwa zamki utrzymujące kratę blokującą dostęp na górę. W ten sposób dostał się do innej sekcji placówki. Jedne z automatycznych drzwi były tam zablokowane laserami. Energię do nich wytwarzały znajdujące się po obu stronach, w korytarzach, generatory. Nowoczesne, zaawansowane technologicznie urządzenia, którym nie straszne były nawet ładunki wybuchowe. Eksplozja mogła je co najwyżej wyłączyć na chwilę, ale po minucie restartowały się i przywracały znowu zabezpieczenia. Jack nie miał w tym momencie nic, by je ominąć.

Zoo

Za drugim wejściem znajdowało się pomieszczenie kontrolne, o którym mówiła Che. Znalazł się na wyciągnięcie ręki od Leezy. Dzieliła ich kuloodporna szyba. On był na górze, w sterowni. Ona półprzytomna, leżąca na metalowej płycie i przygotowana do transportu dalej. Odczytał komunikaty o gotowości interfejsu i planowanej wysyłce. Nie wiedział, dokąd trafi Leeza. Mógł jedynie obiecać, że ją znajdzie.

Jack Wade at Research and Development Colony

Na drodze pojawili się kolejni strażnicy. Proste zadanie wyeliminowania nieproszonego gościa napędzało ich do konfrontacji. Jakby zupełnie nie bali się śmierci. Jakby w ogóle nie brali pod uwagę porażki w starciu z wyspecjalizowanym w swoim fachu łowcą głów. Wade pozbył się ich wszystkich, korzystając mądrze z osłon i przewagi doświadczenia. W końcu w jego ręce wpadł detonator umożliwiający zdalne wysadzanie ładunków oddalonych o kilkadziesiąt metrów. To oznaczało, że mógł skutecznie ominąć zablokowane do pory drzwi. Dwa generatory prądu mogły zostać dezaktywowane eksplozją tylko na krótką chwilę, więc dopiero jednoczesne wysadzenie ich za pomocą „plastiku” pozwalało usunąć na moment barierę z laserów.

Dostał się w głąb kompleksu. Czuł się, jakby z każdym kolejnym pokonanym korytarzem oddalał się od człowieczeństwa i zatapiał w odmętach szaleństwa. Trafił do zoo. Przepastny korytarz pełen był plam zaschniętej krwi. Cuchnąca woń atakowała nozdrza i obezwładniała zmysły. Po obu stronach przejścia były zamknięte cele, w których siedziały ryczące i skowyczące bestie. Przerażające połączenia człowieka z maszyną. Efekty chorych eksperymentów Flossa.

Dzieła potwora

Ostrożnie szedł środkiem pomiędzy nimi, obawiając się momentu, kiedy za moment kraty uniosą się i uwolnią monstra. Wiedział już, po spotkaniu z jednym na górnym poziomie, że są wytrzymałe i bezrefleksyjnie nastawione na konfrontację. Gdyby go otoczyły, nawet ze swoim wyszkoleniem i uzbrojeniem nie miałby szans.

Dotarł na drugą stronę bez szwanku. Otworzył wielkie drzwi i wszedł prosto do laboratorium naukowca. Wymierzył broń w otyłego mężczyznę w płaszczu, który właśnie obrócił się w jego stronę na fotelu. Twarz miał schowaną za maską. Prawa dłoń wystawała spod płaszcza, jakby od dawna nie była używana. Na jej normalnym miejscu znajdowała się dziwna, metalowa konstrukcja. Wszczep przypominający coś w rodzaju broni.

Candy Floss Headhunter Redemption

– W końcu glina znalazł drogę – powitał łowcę metalicznym głosem.

– Podążałem za nosem. Mówią, że człowieka można poznać po towarzystwie, w jakim przebywa, a Twoje cuchnie, jak padlina – odparł Wade.

– A mimo to, podejrzewam, że jesteście sobie intelektualnie równi. Czy w ogóle pojmujesz, co tu się dzieje, policjancie?

– Jak zgaduję, grasz na trąbce w orkiestrze Armii Zbawienia Ciemności – najemnik rzucił w swoim stylu.

 – Armii, być może. To, co widzisz, to broń nowej generacji. Biomechaniczne maszyny, które stanowią unikalne połączenie najbardziej wytrzymałych materiałów znanych człowiekowi z nim samym.

– Czy Stern Corporation dała Ci na to zielone światło?

Tęsknota

– Dali zasoby, dzięki uprzejmości Megahard. Niestety ich wizja była ograniczona. Moje dzieci były dla nich zachwalanymi stróżami porządku, dbającymi o świat w ich imieniu. „Mężczyzna, który chodzi z maszynami” planuje o wiele odważniejszą przyszłość. Kiedy nasza praca zostanie zakończona, moje dzieci będą mogły funkcjonować jak żyjące istoty, które myślą i czują. Będą mogły rozwijać się!

– W co?

– W co tylko sobie wymarzą. Kiedy ożyją, naprawdę ożyją, świat będzie ich, a przyszłość stanie się… nieskończona!

Jack nie potrzebował więcej argumentów, by utwierdzić się w przekonaniu, że rozmawia z szaleńcem. Floss tymczasem upajał się swoją wizją i rolą w całym przedsięwzięciu. Czuł wdzięczność wobec mieszkańców Above, którzy zesłali go do Below, kiedy jako dentysta zaczął eksperymentować z nowym rodzajem implantów. Na koniec pokusił się jeszcze o osobiste wyznanie, że jedyne za czym tęskni, to płacz dzieci. Zapach ich strachu, odgłosy ich krzyków.

– Dzieci nie pasują do Below. Dlatego twój syn był tak cenny – wypalił nieoczekiwanie.

– Chris? – Jack nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.

–  Maszyny przywlokły go tutaj bardziej martwego niż żywego. Idealny punkt startowy dla mojej pracy. Mogłem zrekonstruować dziecko na etapie dojrzewania.

– Co mu zrobiłeś?! – Wade zacisnął rękę na kolbie pistoletu.

– Zaraz pokażę ci, co potrafię, zajmując się twoimi wnętrznościami, policjancie – odparł beznamiętnym tonem naukowiec.

Wspomagacze

Floss na jakimś etapie swojego życia w Below musiał dojść do wniosku, że może nadejść dzień, kiedy ktoś będzie chciał go zabić. Dlatego opracował rozwiązania technologiczne, które pozwoliłyby mu stawić czoła nawet dobrze wyszkolonemu, doświadczonemu w bojach funkcjonariuszowi. W swojej kryjówce rozmieścił generatory osłon, które zapewniały mu nieprzenikalną barierę. Pierwsza warstwa ochrony. Kiedy Jack zdołał je na chwilę wyłączyć, badaczowi uruchamiała się automatycznie niewidzialność, dająca czas potrzebny na przywrócenie osłon.

Candy Floss Boss Fight

Wspierany przez wytwory swojego opętanego umysłu, Floss mógł w ten sposób stawić czoła każdemu. Wade nie był jednak zwykłym zabójcą ani pierwszym z brzegu najemnikiem. Szybko rozszyfrował mechanizm stojący za nietykalnością naukowca. Miał do swojej dyspozycji pistolet wytwarzający ładunki elektryczne przepalające obwody w maszynach i gogle termowizyjne. Gadżety, które teraz były mu szczególnie potrzebne i dzięki którym miał szansę posłać pierwszą, a potem dziesiątą kulę w oblane tłuszczem cielsko Flossa.

– Gdzie mój syn, ty chory skurwysynu?! – rzucił do leżącego na zimnej i brudnej posadzce lekarza.

– Twój syn już nie istnieje. Tak, właśnie tak. Poczuj ten ból. Straciłeś wszystkich i wszystko – Candy delektował się widokiem cierpiącego najemnika.

– Leeza – przypomniał sobie Wade.

– Jej procesowanie jest zakończone. Za moment zostanie wysłana.

– Dokąd?

– Do Liberty.

– Liberty istnieje?! – weteran nie mógł uwierzyć, że wszystkie te pogłoski okazały się prawdą.

– Oczywiście. Cała ta kolonia została stworzona po to, by służyć Liberty. By karmić ją. Zaczynam się obawiać, że zaraz przyznasz się do braku wiary w wróżkę-zębuszkę.

Biomechaniczne hordy

Jack już nie słuchał dogorywającego szaleńca. Planował kolejne kroki. Nim jednak odszedł, celnym strzałem upewnił się, że Candy Floss nie wykona żadnego zabiegu więcej na kimkolwiek. Opuścił gabinet, a drogę zatarasowały mu „dzieci” badacza, które porzuciły swoje klatki. Poruszające się na pierwszy rzut oka trochę nieporadnie, ale potrzebujące tylko chwili, by doskoczyć i zmasakrować ofiarę metalicznym łapami.

Jack Wade vs Biomechanical Monsters

Wade strzelał pewnie i precyzyjnie. Każdy biomechaniczny stwór wymagał kilku takich pocisków, by paść na poplamionej krwią posadzce. Nie był to koniec przeszkód. Łowca chciał jak najszybciej dotrzeć do Leezy, a drogę blokowali mu jeszcze pozostający na służbie strażnicy i wieżyczki strzelnicze. Nic jednak nie było w stanie go powstrzymać. Kolejny raz potwierdzał swoje niebywałe umiejętności. Wreszcie dotarł do Leezy, która była półprzytomna i nadal przykuta metalowymi kajdanami do stalowej płyty.

– Jack… myślałam, że nie bierzesz zleceń w Below – wydukała na jego widok.

– Bo nie biorę, jestem tu z pasji – odparł, szukając sposobu na uwolnienie podopiecznej.

Ojciec

Chciał pobiec, by odłączyć zasilanie, kiedy wokół niego wylądowały małe, metalowe pająki. Otoczyły go. W tym samym momencie za jego plecami pojawił się „Mężczyzna, który chodzi z maszynami”. Wydawało się, że rozpoznał Leezę, a ona jego. Za moment platforma ruszyła i zabrała dziewczynę do Liberty. Całą kolonią targnęły pierwsze wstrząsy. Tajemniczy mężczyzna z zabandażowaną twarzą spojrzał na otoczonego Wade’a i ruchem ręki dezaktywował wszystkie pajęczaki.

Jack Wade and The Man that Walks with Machines

Jack, niewiele myśląc, popędził jego śladem. Złapał go na windzie towarowej, która właśnie ruszała na górę. Przywódca terrorystów mamrotał pod nosem jakąś rymowankę dla dzieci i nie zwracał uwagi na swojego towarzysza. Wade szarpnął go i odwrócił w swoją stronę. Wtedy dopiero dostrzegł, że ma naprzeciw siebie ojca Leezy. Tego samego, któremu kiedyś nie pozwolił zabić córki i którego zesłał do Below…

Headhunter: Redemption to gra action-adventure z 2004 i jednocześnie kontynuacja ciepło przyjętego Headhuntera, który ukazał się oryginalnie na Dreamcaście. Produkcja ponownie przenosi graczy do dystopijnego świata przyszłości, by opowiedzieć historię powracającego łowcy głów Jacka Wade’a oraz jego nowej pomocniczki Leezy X. Czy sequel gry, którą wybrałem na najlepszy tytuł ogrywany w 2025 roku dowozi? Jaką historię tym razem opowiadają twórcy? O tym wszystkim przekonasz się z kolejnych wpisów. Opowiadanie z gry Headhunter: Redemption tylko w Gralingradzie!

<—- Dziesiąty odcinek opowiadania z Headhunter: Redemption

<— Początek opowiadania z Headhunter: Redemption

<— Sprawdź opowiadanie z gry Headhunter

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.