GRID Autosport #2: Pierwsza wizyta na Istanbul Park

GRID Autosport blog

Pipercross nie było zbyt popularną serią wyścigową. Nawet w kategorii Touring Class C nie znaczyło przesadnie dużo. Gdy spojrzeć na to z boku, można było się zdziwić, bo na torach nie brakowało ostrej walki i efektownych manewrów wyprzedzania.

Dwaj Polacy w stawce

Szesnaście samochodów ustawiło się na swoich pozycjach, gotując do rozpoczęcia rywalizacji przed turecką publicznością. Na krótko przed rozpoczęciem zmagań Brucevsky zorientował się, że nie jest jedynym Polakiem startującym w tej serii. Tuż obok niego, z szóstego pola, ruszał do wyścigu Dawid Zieliński reprezentujący barwy Monster Energy Racing. Wtedy jeszcze żaden nie wiedział, że za moment będą toczyć spektakularną rywalizację koło w koło.

Światła zgasły i ruszyli. Zieliński wykorzystał większe doświadczenie i ograł konkurenta na pierwszych metach, zajmując lepszą pozycję przy dojeździe do zakrętu. Zajęci sobą, obaj pozwolili szybko oddalić się czwórce z przodu, która mogła zająć walką o podium. Tymczasem Brucevsky starał się trzymać blisko Zielińskiego, który skutecznie pilnował pozycji na torze, by nie pozwolić na skuteczny atak.

GRID Istanbul Park

Bratobójczy pojedynek

W pewnym momencie obaj minęli maszynę Kurta Wittensteina, który nagle znalazł się na poboczu w chmurze wzniesionego pyłu. Malowany na żółto samochód stał obrócony tyłem do kierunku jazdy. Minęli go dwaj Polacy, a zaraz po nich kolejni uczestnicy zmagań. Dla wielu kierowców oznaczało to niespodziewany awans o oczko wyżej. Dla Team Kicker komplikacje, których nikt związany z teamem się nie spodziewał. Zieliński nie zagapił się i nie pozwolił zdekoncentrować. Nadal blokował rywala z Oakley Motorsport, walcząc o cenną lokatę numer cztery.

Tak było do trzeciego okrążenia na torze pośrednim. Brucevsky naciskał i trzymał się blisko, więc potrzebował jednej dogodnej okazji, by rzucić się do ataku. Wykorzystując tunel aerodynamiczny, zamaskował braki w mocy chevroleta i na czterysta metrów przed ciasnym zakrętem w lewo, wysunął się przed niego. Wyczekał Zielińskiego, opóźnił hamowanie, a potem bezpardonowo wszedł po wewnętrznej, notując niewielką obcierkę. Trzy zakręty później wpadł na metę ze stratą 2,739 sekundy do triumfatora – Nathana McKane’a z Ravenwestu.

Klasyfikacja Istanbul Park

Brucevsky zaskarbił sobie sympatię nie tylko swoim występem. Ratował skórę całemu Oakley Motorsport, bo okazało się, że Gabriel Moreau, próbując ugrać trochę więcej niż czternaste miejsce, popełnił kosztowny błąd i spadł na ostatnią pozycję. Jego wkład w wynik zespołu był więc żaden.

Ugrać jak najwięcej

Zespoły przygotowały się na popołudniowy rewanż w Turcji. Tym razem stawka startowała w odwrotnej kolejności w stosunku do wyniku pierwszego wyścigu. Oakley Motorsport miał pełne ręce roboty, bo kluczowe było opracowanie planu, który zagwarantuje jak największą liczbę punktów. Brucevsky miał wystartować z trzynastego pola, ale za to jego francuski partner z pole-position.

– Musimy zmaksymalizować wynik z tej rywalizacji. Brucevsky, spróbuj się przebić o parę lokat, każdy punkt będzie cenny. Gabriel, Ty masz ważniejsze zadanie – zaczął odprawę Hans.

Na barki Moreau spadała spora odpowiedzialność. Mógł dowieźć zwycięstwo w wyścigu, o ile tylko zachowa spokój i będzie jechał niezłym tempem. Realnie miał szansę na top 6, bo główni faworyci będą zajęci sobą i środkiem stawki. A w razie czego mógł też zaasekurować go polski kompan, robiąc szum, który utrudni życie najlepszym z wyścigu numer jeden.

Odwrócona stawka

Po pierwszym przejeździe Brucevsky zyskał sporo pewności siebie. Chevrolet może nie był najprzyjemniejszy w prowadzeniu, ale też nie sprawiał dużych kłopotów, więc kierowca mógł skoncentrować się na planowaniu ataków i manewrów obronnych. Zwycięski pojedynek z Zielińskim też podbudował jego morale.

Na taki start nie był jednak przygotowany. Jeszcze przed pierwszym zakrętem konkurenci za plecami dopadli go i zaczęli bezpardonowo atakować. Poczuł lekkie trącenie w prawy bok, a z lewej dostrzegł pakującego się po wewnętrznej przeciwnika. Spadł o dwie pozycje.

GRID Autosport Oakley

Kilkaset metrów dalej stawka przyblokowała się na wolnym lewym zakręcie. Brucevsky wykorzystał okazję i poszedł szeroko, wymijając rywali, którzy niemal zatrzymali się w miejscu. Nadłożył drogi, ale dzięki większej prędkości wyjściowej, przesunął się sporo do przodu. Był dziesiąty i sunął w stawce. Jedynie agresywnie atakująca go Hana Wolff utrudniała mu dalsze odrabianie pozycji.

Maską w maskę

Na drugim okrążeniu zaczął przygotowywać atak, pędząc po odcinku z wzniesieniem i łagodnymi łukami. Nagle przed sobą dostrzegł stojącą przeszkodę. W ostatniej chwili uniknął wbicia się w tył jednego z oponentów. Spojrzał kątem oka i dojrzał obróconego partnera, który stworzył niezwykłą przeszkodę na drodze drugiej części stawki. Wielu uczestników zmagań utknęło lub zostało zmuszonych do mocnego wyhamowania, by uratować się przed wypadkiem.

Polak awansował na piąte miejsce. Znalazł się za plecami innego rywala. Tym razem tuż przed nim sunął Diego Gomez z Razera. Równie młody, równie niezły, niemniej ambitny.

Początkowo Gomez rozsądnie się bronił, ale mając za plecami naciskającego przeciwnika w końcu zagapił się i wszedł w serię zakrętów zbyt szeroko. Wytracił tempo, co skrzętnie wykorzystał oponent za nim. Brucevsky dojechał czwarty. Ktoś powiedziałby, że był najbardziej pechowym kierowcą weekendu, bo dwukrotnie uplasował się tuż za podium. On jednak był więcej niż szczęśliwy. Podobnie zresztą jak cały Oakley Motorsport.

Nadzieja i rozczarowanie

Kłopot w tym, że Brucevsky ratował w tym momencie sezon zespołowi. Moreau znów zajął ostatnie miejsce, co przy starcie z pole-position było ogromnym rozczarowaniem. Nie przywiózł w dwóch wyścigach nawet punktu, więc tylko dwadzieścia siedem oczek polskiego partnera sprawiało, że Oakley znajdował się w środku stawki, a konkretnie na piątym miejscu. By je utrzymać, stajnia potrzebowała dobrych wyników na Sepang. Od obu kierowców. Jednego mogli być pewni – Brucevsky, będący wiceliderem klasyfikacji kierowców, z pewnością nie zamierzał teraz zwolnić.

Jego kariera dopiero zaczynała nabierać rozpędu.  

GRID: Autosport to kolejna odsłona wyścigowego cyklu od ekspertów gatunku ze studia Codemasters. Tytuł jest duchowym spadkobiercą serii TOCA i pozwala wkroczyć w świat motorsportu, by sprawdzić się w szeregu różnych zawodów. Jak wypada gra i na co pozwala w trybie kariery? O tym przeczytasz w fabularyzowanej relacji w Gralingradzie!

Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli przyjemnie czytało Ci się tę karierę – postaw mi kawę, przyda się przed następnymi zawodami. 🙂

<— Zacznij lekturę od pierwszego odcinka opowieści z GRID: Autosport

Trzeci odcinek GRID: Autosport —–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.