Call of Duty 2: Big Red One #3: Centymetry

Blog Call of Duty 2

W Wielkiej Czerwonej Jedynce czuliśmy się jak pasażerowie pędzącego z dużą prędkością pociągu. Nie pasowała nam trasa, nie cieszyły kolejne przystanki, ale wszyscy wyczekiwaliśmy aż dotrze do stacji końcowej, która w tym przypadku oznaczać będzie koniec wojny i powrót do domu.

Wojna w Europie

Mijały kolejne tygodnie, a my zbieraliśmy najróżniejsze doświadczenia, kontynuując naszą podróż po Europie. Wokół zmieniały się scenerie, ale również twarze naszych kompanów. Armia regularnie przysyłała nowych, by zastąpili poległych w walce lub niezdolnych do dalszego stawiania czoła nazistom. Nie było zbyt wiele czasu na rozrywki, nie mówiąc już o okazjach, by wspomnieć ludzi, z którymi jeszcze chwilę wcześniej potrafiliśmy leżeć w okopach. W pamięci zostawały tylko małe skrawki wspomnień, w tym niestety również te najgorsze, bo utrwalone widoki ginących na naszych oczach kolegów.

Nigdy nie zapomnę obrazu Vica, który otworzył drzwi domu w Troinie, by moment później zostać rozszarpanym przez pociski MP40 wystrzelone przez ukrytego w środku Niemca. W mgnieniu oka opuściło go życie i została tylko cielesna powłoka z tak przenikliwie pustymi oczami. Wstrząsnęło to całą naszą kompanią, ale w ferworze walki nie mieliśmy nawet okazji godnie go pożegnać. Sierżant Hawkins widział, że tego potrzebujemy. Gdy więc tylko uporaliśmy się z wyznaczonym do zniszczenia działem w jednym z budynków, zgromadził nas i pozwolił każdemu na kilka zdań o Vicu. Szkoda, że nie zdążył urwać wąsa Hitlerowi, co tak często deklarował.

Desperacka obrona młynu w Mons

W belgijskim Mons po raz ostatni mieliśmy okazję widzieć na froncie sierżanta Hawkinsa. Wiem, że nie powinno się tak pisać o dowódcy, ale uparty i twardy był z niego skurczybyk. Od pierwszych wspólnych misji w Afryce zarobił kulkę przynajmniej trzy razy, ale za każdym razem wstawał i walczył dalej. Tłumaczył, że trafienia nie były nawet blisko celu, a więc wyeliminowania go na dobre.

Call of Duty 2 Mons

Tym razem znowu zdawał się unikać przeznaczenia. Prosty rekonesans zamienił się w walkę o przetrwanie, bo szwaby zastawiły na nas pułapkę. Uciekaliśmy w panice w jeepach po podziurawionej lejami po bombach drodze. Wokół rzeźbiły teren kolejne pociski moździerzy, a na plecach siedział nam pojazd opancerzony III Rzeszy. Jakimś cudem jednak wyszliśmy z tego cało. Popędziliśmy wzdłuż żywopłotów, przebijając się przez kilka posterunków wroga, by odbić z jego rąk porządnie zniszczony już walkami młyn. Nie było łatwo go utrzymać. Zajęliśmy pozycje w oknach z karabinami w rękach i zalewaliśmy gradem pocisków atakujących Niemców, ale sytuacja z każdą chwilą robiła się trudniejsza. Zbliżali się ze wszystkich stron, a na domiar złego przyprowadzili kolejny pojazd pancerny. To byłaby nasza mogiła, gdyby na strychu nie leżał jeszcze panzerschrek z trzema pociskami.

Sierżant Hawkins i ostatnia misja

Odparliśmy kontratak i wydostaliśmy się na zewnątrz. Za moment przyszły nowe rozkazy. Nasza garstka wojaków miała zniszczyć trzy działa, których ostrzał unieruchomił całą brygadę. Kelly słusznie zapytał, dlaczego to zawsze nam przydzielane są takie samobójcze misje. Odpowiedź Hawkinsa zapamiętam do końca swoich dni. Bo jesteśmy piechotą, a Bóg kocha piechotę – rzucił i zarządził wymarsz.

Call of Duty 2 Hawkins

Nie pomylił się. Byliśmy teoretycznie bez szans w starciu z przeważającymi siłami obrońców, a mimo to zostawiliśmy za sobą tylko zgliszcza i trupy. Wielka Czerwona Jedynka znowu utarła nosa Hitlerowi. I może byśmy świętowali to długimi godzinami, o ile dowództwo by na to pozwoliło, gdyby nie kule, które dosięgły sierżanta. Tym razem Niemcy wycelowali dokładniej. Przeżył, ale na front już nigdy nie wrócił. Sanitariusze musieli naprawdę się postarać, żeby wtedy utrzymać go przy życiu i dostarczyć na stół operacyjny.

Linia Zygfryda

Na początku 1945 roku byliśmy już w Niemczech, wdzierając się w doskonale strzeżoną linię Zygfryda. Na każdym kroku czaiły się na nas pułapki. Otaczała nas śmierć. Widziałem wysadzane pociskami shermany, które gramoliły się w plątaninie dróżek niewielkiego miasteczka. Czyściłem z chłopakami bunkry, zalewając nazistów nabojami z przejętego MP40. Nawet miałem okazję postrzelać trochę z panzera, którego znaleźliśmy w garażu. Paliwa wystarczyło tylko na krótką przejażdżkę po zaśnieżonej okolicy, ale i tak zdołaliśmy rozwalić z osiem wrogich jednostek.

CoD 2 Tank

Berlin był coraz bliżej. Dom był coraz bliżej. Czuliśmy to każdą częścią naszego ciała. Łatwo było o błąd, gdy człowiek zapominał się i zaczynał pędzić przed siebie, byle tylko szybciej zakończyć tę cholerną wojnę. Może nawet rzeczywiście uda się mi wrócić do domu? Brooklyn naprawdę w to wierzył, gdy podbiegał rozcinać drut kolczasty. To były jego ostatnie słowa. Moment później znalazł się w samym środku deszczu pocisków moździerza. Biegł w naszym kierunku co sił w nogach, ale nie miał szans.

Big Red One

To nauczyło nas ostrożności i przypomniało, że jeszcze daleka droga do chwili, gdy ponownie postawimy stopę na amerykańskiej ziemi. Wielka Czerwona Jedynka siała może postrach wśród wrogów. Przetrwała lądowanie w Afryce, na Sycylii, a nawet spektakularny desant w Normandii. Mierzyliśmy się z piechotą, lotnictwem i wojskami pancernymi. Strzelaliśmy z karabinów, wyrzutni rakiet i snajperek. Leżeliśmy twarzami w parzącym ciało piasku i mrożącym skórę śniegu. Widzieliśmy tak wiele i przetrwaliśmy tyle, ale każdego z nas od śmierci dzielił jeden zły krok, jedna pochopna decyzja.

Czasami kilka centymetrów sprawiało, że jeden kolega wracał do domu, by obejrzeć nagrania filmowe z kampanii w ramionach swojej ukochanej, a inny trafiał do ziemi setki kilometrów od ojczyzny. Nikt jednak nie żałował. Wezwało nas poczucie obowiązku, a wszelkie trudy wynagradzały chwile z towarzyszami z Wielkiej Czerwonej Jedynki.

KONIEC

Call of Duty 2: Big Red One to przygotowana przez studio Treyrach i wydana na konsolach w 2005 roku opowieść o wojennych perypetiach Wielkiej Czerwonej Jedynki. Wraz z bohaterami gry trafiamy do północnej Afryki, na Sycylię i wreszcie do Europy Zachodniej, by walczyć z żołnierzami państw Osi. Ich historię, połączoną z moimi odczuciami z gry, przeczytacie w ramach opowiadania na łamach Gralingradu.

Podobają Ci się opowiadania z Gralingradu? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube, by nie przegapić nowych materiałów. Jeśli przypomniałem Ci o Call of Duty 2 i zachęciłem do powrotu do słynnej gry, możesz postawić mi kawę. Dzięki!

<—- Call of Duty 2: Big Red One: Operacja Husky

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.