GRID Autosport #3: Na torze Sepang

GRID Autosport blog

Zawody Pipercross są specyficzne. Ich formuła sprawia, że dla wielu zespołów stanowią poligon doświadczalny, na którym mogą sprawdzać różne strategie, testować technologie, ale również oceniać kierowców pod kątem stałej i dłuższej współpracy.

Furtka z Oakley

To było dziwne. Zawody składające się z dwóch rund każda po dwa wyścigi były krótkie i intensywne. Kwestia mistrzostwa rozstrzygała się błyskawicznie, więc najmniejszy błąd oznaczał praktycznie pożegnanie się z szansami na sukces. Brucevsky mocno zaczął i solidny debiut w Stambule nawet jego trochę zaskoczył. W Kuala Lumpur zjawiał się z tytułem potencjalnego czarnego konia zmagań, który odbierze dużo bardziej renomowanym przeciwnikom tytuł w Pipercrossie.

Po treningowych przejazdach polski kierowca nie miał zbyt wielu powodów do optymizmu. Sepang rzucał mu konkretne wyzwanie. Dopiero uczył się i nadrabiał braki, a tymczasem musiał szybko zapanować nad mającym swoje humory chevroletem, który potrafi zgubić tempo na źle wymierzonych dohamowaniach. Dysponujący zwrotniejszymi fordami, hondami i przede wszystkim BMW przeciwnicy z pewnością tylko czekali na takie okazje, by wykorzystać je bez najmniejszych skrupułów.

Moreau pod presją

Na barki Brucevsky’ego spadał spory ciężar. Po wyjątkowo marnych występach jego kompana w Stambule Oakley balansowało na granicy realizacji celu zespołowego. Niezły wynik w Malezji mógł nie wystarczyć, by zebrać wystarczającą liczbę punktów. Szef zespołu dobrze to wiedział, ale miał związane ręce. Mógł jedynie liczyć, że w tych decydujących o losach klasyfikacji generalnej zawodach obaj jego kierowcy zaprezentują się przyzwoicie i unikną kosztownych błędów.

Kwalifikacje nie przyniosły niespodzianek. Na czele usadowiły się pewnie dwa BMW ekipy Raven Motorsport, która w Pipercross rozdawała karty. Za nimi uplasował się Brucevsky, notując bardzo dobry czas 1:06:654, co oznaczało tylko 0,698 sekundy straty do zwycięzcy. Polak, pomimo obaw, idealnie trafił z przejazdem na najważniejszym kółku. Trema niestety zjadła jego kompana, który wywalczył trzynaste pole, co i tak dawało Hansowi pewne powody do optymizmu.

Pan Czwórka

Zacząć karierę od dwóch czwartych miejsc w szesnastoosobowej stawce? Jeszcze kilka tygodni wcześniej Brucevsky brałby taki wynik w ciemno, ale teraz był nawet lekko rozczarowany. Otarł się o podium, o najlepszą trójkę, o której później mówiło się w padoku i pisało w relacjach podsumowujących pierwszą rundę Pipercrossa. Wiedział już, że nie odstaje umiejętności, a jego samochód jest wystarczająco konkurencyjny, by powalczyć o czołowe lokaty. Pozostało tylko opanować nerwy i pokazać to na Sepang.

Oakley vs Team Kicker

Polak chciał jednak za bardzo i przestrzelił start. Dał tym samym szansę agresywnie atakującemu Evanowi Kennedy’emu z Team Kicker, by ten już na pierwszym zakręcie odebrał mu miejsce. Reszta była już tylko historią. Na drugim kółku doszedł rywala na odległość kilku metrów, ale później popełnił błąd przy ostrym skręcie w lewo, który poprzedzał wyjście na prostą. Ledwo opanował chevroleta i poniósł straty, które omal nie oznaczały spadku o kilka pozycji niżej. Znów znalazł się zaraz za czołową trójką wyścigu. Najbardziej bolały dwa stracone głupio punkty, których Oakley, po przedostatnim miejscu Moreau, bardzo potrzebowało.

O piąte miejsce wśród stajni

Przed finałowym rozdaniem na Sepang, w walce środka stawki, sytuacja przedstawiała się następująco: Liqui Moly Racing Team – 45 punktów, Oakley – 41 punktów, Monster Energy Racing – 39 punktów.

– No dobra, Panowie! Tym wyścigiem dopinamy piątą lokatę w Pipercrossie, rozumiemy się? – Hans był bardzo konkretny na ostatniej odprawie.

Wyraźnie widać było jednak, że jest trochę bezradny. Chciałby znaleźć pewny sposób na dotarcie do Moreau, który startował z pierwszej linii. Coś, co sprawi, że tym razem doczołga się w swoim cruzie na dobrze punktowanej pozycji. O Brucevsky’ego jakoś się nie bał, bo wiedział, że ten przywiezie parę potrzebnych oczek. Przy tak ciasnej tabeli potrzebował jednak dwóch kierowców w pierwszej dziesiątce.

Start dwóch chevroletów był słaby. Moreau został błyskawicznie zaatakowany i zaczął osuwać się w dół klasyfikacji, a Brucevsky’ego bez kłopotów wyprzedziły oba Ravenwesty. Nic nie zapowiadało po pierwszym kilometrze toru w Sepang, że to może się dobrze skończyć.

Oakley on Sepang

Kamikaze Monster

Szybko też okazało się, że szukający dróg przebicia się wyżej Brucevsky będzie musiał uważać na rywali z Monster Energy, którym najwyraźniej wgrano tryb „kamikaze”. Na starcie sporo krwi napsuł mu Dawid Zieliński, ale to nic w porównaniu do wyczynu Daniele Morettiego z ostatniego okrążenia. Włoch tak zażarcie walczył o pozycję numer pięć, że po nawrocie z prostej startowej wyjechał zdecydowanie za szeroko. Wracając na tor dostrzegł szybko zbliżającego się Brucevsky’ego w lewym lusterku. Co chciał konkretnie osiągnąć, trudno powiedzieć. Efekt był taki, że wpakował się z impetem w bok cruze’a i omal nie wyrzucił go poza tor. Polak z trudem, ale opanował maszynę i odzyskał tempo w porę, by nie dać się dopaść dwóm naciskającym go wówczas Ravensportom, które ze względu na wcześniejsze zamieszania, utknęły za kimś na dłuższą chwilę.

Pomimo najlepszego czasu okrążenia, na poziomie 1:07:072, wpadł na metę jako szósty. Próba uspokajania Moreau na niewiele się zdała – znów wtoczył się na metę jako zaledwie czternasty. Inżynierowie i mechanicy Oakley Motorsport z niedowierzaniem wpatrywali się w wyświetlaną na ekranach klasyfikację końcową wyścigu. Wszyscy dali się zaskoczyć Razer Motorsport.

Ukryte emocje Hansa

Zamykający tabelę przed ostatnim wyścigiem team teraz miał dwóch kierowców na podium. Diego Gomez wygrał, a jego kompan z Grecji, Dimitrios Varga stanął na najniższym stopniu podium. Razem uzbierali 35 punktów. Razer został piątą ekipą cyklu Pipercross, a Oakley spadł na szóstą lokatę, minimalnie wyprzedzając Liqui Moly Racing Team.

Wyniki Sepang i Pipercross
Konstruktorzy Pipercross

Hans dobrze zamaskował rozgoryczenie i pożegnał się z całym teamem, dziękując za dwa udane weekendy. Nikogo nie zbeształ, nikogo nie wyróżnił. Nie wspomniał o żadnym z kierowców. Nie wyróżnił Brucevsky’ego w osobnych słowach, choć w teorii to tylko jemu zawdzięczał fakt, że drużyna nie była najgorsza w całym cyklu. Polak się tym nie przejął. Po głowie chodziło mu za to, że dość niespodziewanie w swoim debiucie w profesjonalnym motorsporcie został wicemistrzem serii Pipercross i tylko o pięć oczek przegrał tytuł. Chyba dobrze się zareklamował. Teraz pozostało mu poczekać na rozwój sytuacji. Luciano na pewno wkrótce się odezwie.

GRID: Autosport to kolejna odsłona wyścigowego cyklu od ekspertów gatunku ze studia Codemasters. Tytuł jest duchowym spadkobiercą serii TOCA i pozwala wkroczyć w świat motorsportu, by sprawdzić się w szeregu różnych zawodów. Jak wypada gra i na co pozwala w trybie kariery? O tym przeczytasz w fabularyzowanej relacji w Gralingradzie!

Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli przyjemnie czytało Ci się tę karierę – postaw mi kawę, przyda się przed następnymi zawodami. 🙂

<— Drugi odcinek relacji z GRID Autosport: Wizyta na Istanbul Park  

Kolejne wyzwanie w GRID Autosport: Eibach Touring Car League —->

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.