New Yorker #8: Podrzucony i porzucony
Było ciemno. Mrok spowił cały korytarz i nie było już widać śladu trupów sprzątaczy, wszechobecnego bałaganu i kałuży krwi. Max nie miał siły się podnieść. Ciało nie chciało współpracować. Nagle drzwi po prawej zaczęły się otwierać, wpuszczając strużkę światła. Chwilę później stała już w nich Mona. Skąd wiedziała, że jestem w szpitalu i potrzebuję pomocy – zapytał sam siebie w myślach Paine. Nie zdążył...
