Slime Rancher #2: Zapracowana ranczerka

Slime Rancher_blog

Praca ranczerki na dalekich rubieżach potrafi pochłonąć bez reszty. Odkąd przyleciałam na ten skrawek skały, spałam może kilkanaście godzin, a minęło już dobre dwadzieścia dni. Organizm funkcjonuje tu zupełnie inaczej, a liczba obowiązków sprawia, że choć ciało ciągle pracuje, to dusza i umysł bardzo odpoczywają.

Ranczo z wyżywieniem

Moje ranczo znacznie się rozwinęło, a ja całkiem sprawnie eksportuję już na Ziemię spore liczby plortów wyprodukowanych przez żelki. Zaraz pod domem ustawiłam pięć zagród. W dwóch pierwszych trzymam większe okazy powstałe z połączenia różowych z kocimi oraz kamiennymi. Mam ich całkiem sporo, bo są łatwe w opiece. Jedzą wszystko, co tylko im się rzuci. Zaraz obok hoduję wymagające więcej uwagi gatunki. Miodowe żelki, łowieckie, a także powstałe w wyniku połączenia kamiennych i wybuchowych zapewniają wiele cennych plortów. By jednak było im dobrze, potrzebują stale trochę mięsa, owoców lub warzyw. Każdy gatunek ma swoje upodobania i muszę o nich pamiętać, by uniknąć kłopotów.

Na szczęście w sukurs przychodzi mi technologia i wykupione za zarobione środki ulepszenia. W zagrodach mam już nie tylko karmniki, automatycznie wypluwające załadowane wcześniej jedzenie w równych odstępach czasu. Bardzo dobrze działają również pompy wciągające pojawiające się plorty i magazynujące je dla mnie w bezpiecznym miejscu.

Zainwestowałam również w rozbudowę obszaru rancza. Dostęp do łąki zapewnia mi obecnie stały dostęp do kur, owoców i warzyw. Część z nich sama zasadziłam, jak tylko nadarzyła się taka okazja. Choć eksploracja planety kusi, wiem, że muszę przede wszystkim skupiać się na zadbaniu o dobrostan żelków i stały dopływ plortów. A do tego potrzebuję mieć dużo, naprawdę dużo żywności dla galaretkowatych istot.

Slime Rancher eksploracja

Marzycielka i eksploratorka

Rynek plortów bardzo żwawo reaguje na moje dostawy, więc chcąc wyciskać jak najwięcej zarobku, musiałam zatroszczyć się o różnorodność swojej oferty. Dlatego na łące wykopałam mały staw, w którym mam teraz pływające żelki. Zresztą zadomowiłam kilka też w małym akwenie pod wodospadem, jak już uzyskałam dostęp do doków. Cena tych niebieskich kryształów jest zawsze na wysokim poziomie, bo w jednym zbiorniku można hodować maksymalnie cztery sztuki, by nie czuły się nieswojo i w ogóle produkowały plorty.

Moją galaretkową trzodę rozwinęłam też dzięki odblokowaniu wejścia do jaskini przy ranczu. Panują tam idealne warunki dla fosforyzujących żelków, które łapię przy każdym nocnym spacerze. Lata i skacze ich w skalnym domu już kilkadziesiąt, a ja w pełni podpisuję się pod słowami mojego poprzednika Hobsona, który uwielbiał przy nich odpoczywać. Niewygodna i zimna skała pod plecami nie przeszkadza, kiedy człowiek zatopi się w myślach, przypatrując na urokliwy pokaz światła i cienia.

Slime Rancher jaskinia

Wystarczył mi niecały miesiąc w tym nowym domu, a mocno stanęłam na nogi. Jestem z siebie dumna. Zapisałam się do programu federacji, który daje rozmaite benefity. Prowadzę regularne wymiany z innymi ranczerami. Choć w swojej ofercie mam może połowę istniejących plortów, zarabiam wystarczająco dużo, by finansować regularny rozwój farmy. Zapędzam się też coraz dalej w swoich wędrówkach. Bardzo dobrze poznałam teren zwany „The Moss Blanket”, przypominający dżunglę obszar, w którym roi się od różnych typów żelków i plortów.

Cel farmienia

Ostatniej nocy, szukając nowych istot, wpadłam na wiele tarrów i wygłodniałych żelków. Po zmroku na samotną ranczerkę czeka w tych okolicach wiele niebezpieczeństw. O dziwo jednak dużo bardziej niepokoję się zawsze, kiedy na mej drodze staną zdenerwowane, szukające pożywienia kolorowe galaretki niż przypominające czarną maź kule. Tarr rzekomo odpowiadają za śmierć wielu ranczerów w różnych częściach wszechświata, ale jeśli masz pod ręką zbiornik pełen wody, wydają się łatwym celem. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, by mogły choćby zbliżyć się do mnie na odległość ataku.

Momentami czuję, że jestem zupełnie pochłonięta pracą ranczerki. Biegam od zagrody do zagrody, a w głowie układam aktualizowany na bieżąco plan rzeczy do zrobienia. Nie sposób się tu nudzić, na tym skraju świata. Jednocześnie mam jednak takie chwile, kiedy staję pośrodku swojej farmy i zaczynam drapać się w głowę. Myślę, co dalej. Czy tak będzie teraz wyglądał każdy dzień? Czy za moment wszystkie zaczną zlewać się w jedną całość? Jaki głębszy sens jest w tym wszystkim, co tutaj teraz robię?

Slime Rancher hodowla żelków

Potem uszu dochodzi głośne gdakanie kur lub wybuch eksplodującego żelka w jednej z zagród. Dźwięki farmy, na której tętni życie za moją sprawą. Czy ta praca ranczerki gdzieś mnie zaprowadzi? Cały czas zastanawiam się, co stało się z moim poprzednikiem, Hobsonem. Czemu zrezygnował i dokąd się udał? Liczne zostawione przez niego notatki z pewnością skrywają odpowiedzi na te pytania. A kto wie, co jeszcze uda się mi w nich znaleźć. Wbrew pozorom na tych dalekich rubieżach mam jeszcze trochę rzeczy do odkrycia.

Slime Rancher to niecodzienne połączenie gry hodowlanej i przygodówki nastawionej na eksplorację, które zabiera graczy w podróż w kosmos. Co tytuł stworzony przez Monomi Park i wydany w 2016 roku ma do zaoferowania, poza dziesiątkami żelków i budową gospodarstwa? Zapraszam na wspólną podróż u boku bohaterki Beatrix LeBeau w ramach nowego opowiadania w Gralingradzie!

Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi w odkrywaniu kosmosu gier! Dzięki z góry!

<— Pierwszy odcinek bloga z gry Slime Rancher

Trzeci odcinek opowiadania z gry Slime Rancher —>

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.