Mizeria FM19 #48: Połączenie z Ukrainą

Połączenie z Ukrainą

Na Słowacji wszyscy spodziewali się, że Spartaka czeka w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy wyjazd do ciepłej Grecji. PAOK jednak niespodziewanie zawalił sprawę i odpadł w dwumeczu z ukraińskim Czornomorecem, co oznaczało dla ekipy Mizerii wyjazd dużo krótszy, ale też mniej malowniczy.

Ambitny konkurent z Odessy

Na domiar złego ten nowy niespodziewany rywal, choć wydawał się być nawet bardziej w zasięgu Spartaka, w rzeczywistości był dużo groźniejszy. On również widział bowiem w eliminacjach Ligi Europy szanse, a w wylosowaniu słowackiego przeciwnika prezent od losu. Zmotywowani i bojowo nastawieni Ukraińcy nie zamierzali takiej okazji zmarnować. To zapowiadało kłopoty.

Pierwsza potyczka w Odessie potwierdziła obawy. Spartak wywiózł może cenny remis 1:1, ale na boisku parokrotnie ocierał się niebezpiecznie o nieprzyjemną wpadkę. Ostatecznie na tablicy wyników pozostały tylko nazwiska Ecuele Mangi i Kravchuka, ale było blisko o dużo dłuższą listę strzelców po stronie gospodarzy.

Stach miał co planować przed rewanżem. Rotując składem, wypuścił na niżej notowane Zlate Moravce w ligowym boju rezerwowych i ci ledwo wykonali powierzone im zadanie. Gdyby nie dwa gole Zemana w samej końcówce, dokładnie w 94 i 95 minucie, to faworyt zgubiłby sporo cennych punktów. Kibice byli jednak, o dziwo, nastawieni po tej potyczce całkiem pozytywnie do rewanżu z Czornomorecem. Zakładali, że tak dobrze prezentujący się w ofensywnie klub także w czwartek dołoży kilka goli, a te zapewnią mu awans.

Nagłe spotkanie z futryną

Przykro to jednak pisać, ale wyszła z tego dupa. Wielkie słowa i bardziej kwieciste opisy nie licowałyby z wynikiem 0:1 i bezbarwnym występem Spartaka, który nie potrafił odpowiedzieć na trafienie Kravchuka w trzeciej minucie gry. Niby atak był silniejszy, pomoc bardziej kreatywna, a jak przyszło do kluczowego egzaminu, nikt nie przeskoczył poprzeczki oczekiwań.

Ambitny plan Stacha, by w drugiej próbie wjechać z drzwiami do fazy grupowej Ligi Europy zakończył się więc na zderzeniu z futryną, po którym pozostał tylko siniak, ból głowy i nieprzyjemny posmak krwi w ustach. I pozostały one z drużyną nieco dłużej, bo Spartak na zero z przodu zagrał też w kolejnych tygodniach ze Skalicą i Dunajską Stredą. Wyjątek stanowiła tu potyczka z Trencinem, w której duet napastników stworzyli, dla odmiany, Gorupec ze Stimacem. Razem rozmontowali defensywę przeciwnika.

Po kilku tygodniach można było wysunąć pierwsze wnioski i wystawić jakieś oceny. Spartak był wyjątkowo niewdzięcznym tematem do analizy. W Lidze Europy wykonał plan minimum, ale zmarnował dobrą szansę na play-offy. Na krajowym podwórku popełniał proste błędy, ale wciąż był na szczycie z szesnastoma punktami. Miał tyle samo oczek co rewelacyjna Senica i wyprzedzał o punkt Żylinę. Na pewno był w lepszej sytuacji niż dopiero dziewiąty Slovan.

Niespodziewany ruch Stacha

A potem, w meczu na szczycie, ograł wspomnianą Senicę 1:0 po golu Josipa Stimaca, który wyrastał powoli na jeden z transferów rozgrywek.

I co w takim momencie zrobił Stach Mizeria? Sprzedał 30-letniego Dangubicia, który w tych pierwszych tygodniach parokrotnie uratował mu wynik i ocalił skórę. Ofensywny pomocnik wyjechał za 325 000 euro do Arabii Saudyjskiej. Kibice zbierali szczękę z podłogi, dziennikarze łapali się za głowy. Zawodnik wychodzący na boisku często z opaską kapitańską, niekwestionowany lider i człowiek o dużej motywacji, opuszczał zespół, który rzekomo celował w trofea. Stach kolejny już raz bezpardonowo obniżał jakość całej ligi.

Dangubic odchodzi

Mizeria wiedział, że zbierze cięgi za ten transfer. Nie bez kozery wcześniej zaczął robić pompki, by móc przyjąć krytykę prosto na klatę. Sumienie miał czyste. Wcześniej parokrotnie rozmawiał z Dangubiciem o kontrakcie, ale Chorwat ani myślał zejść ze swoich wysokich żądań finansowych. Chciał po prostu za wiele na skromny budżet klubu z Trnawy. Pozostało mu jednak jeszcze załatać dziurę na pozycji ofensywnego pomocnika, bo z wychowankiem Lukacem, choć solidnym, trudno było mówić o przygotowanej do rywalizacji kadrze.

Gdy nadchodzi olśnienie

I wtedy Stacha olśniło. Zaskoczyła odpowiednia klapka, zębatki zaskrzypiały, a z niebios spłynęło natchnienie. I tak właśnie, mniej więcej, w klubie ze Słowacji znalazł się genialny technik wypożyczony ze Szachtara Donieck, Andriy Korol.

Andriy Korol

Jeśli wcześniej Dangubiciowi zdarzało się robić różnicę, to jego ukraiński następca szybko pokazał, że ma podobne predyspozycje. Niedługo po przyjeździe zapewnił nowej drużynie wygraną nad Skalicą, trafiając precyzyjnie z rzutu wolnego w dolny róg bramki. To była zupełnie nowa jakość. Poziom niewidziany do tej pory w Trnawie, a na samej Słowacji nadal będący czymś niecodziennym. Spartak sprowadził zawodnika, który miał potencjał, by rzucić na kolana całą ligę i rozkochać w sobie kibiców na każdym odwiedzanym stadionie.

Coś zaskoczyło w Spartaku po tym transferze. Mizeria mógł mieszać w ustawieniu i wyjściowej jedenastce, a drużyna zawsze przyjmowała zmiany i realizowała polecenia w sposób wzorcowy. Z Samorinem rezerwowi pokazali determinację i w ostatnich dziesięciu minutach odwrócili wynik na 2:1 dzięki golom Stimaca i Takaca. Z Michalovce trener dał szansę skrzydłowym, którzy do tej pory głównie grzali ławę. Hebel zakończył mecz z dwoma golami i asystą, choć nie miał w ogóle rytmu meczowego. Poprowadził zespół do efektownego triumfu 3:0. Równie spektakularne pogromy podopieczni Mizerii zafundowali Lokomotivowi Koszyce czy nawet Dubnicy, której nie pozwolili choćby raz przedrzeć się pod pole karne.

Feghouli na emeryturze

Żegnaj Sofiane, żegnaj Bruno

W takim momencie kibice starali się nawet nie oddychać zbyt głośno, żeby czasem nie wybić ukochanej drużyny z rytmu i nie popsuć jej zapierającej dech w piersiach serii. Gdyby mogli, otoczyliby ją kordonem bezpieczeństwa i dziesiątkami poduszek. Tymczasem Stach w październiku 2025 roku, który zapowiadał się tak spokojnie i pozytywnie, zrzucił kolejną bombę. Nie był to może jego autorski ładunek, ale nie dał rady przekonać do przedłużenia umów Sofiane Feghouliego i Bruna Ecuele Mangi, którzy zdecydowali się odejść na emeryturę. W ważnym momencie sezonu zespół tracił dwóch ważnych graczy, którzy do tej pory potrafili pomóc mu zdobywać cenne punkty. Zdecydowanie bardziej dotkliwy, z pozycji niezależnych obserwatorów, był ruch stopera, który przez ostatnie miesiące mentorował młodzikom z Trnawy. Nagle z doświadczonych środkowych obrońców w kadrze zostawał tylko Udeh, a temu znowu od pewnego czasu dokuczały problemy zdrowotne.

Cała odpowiedzialność spadała więc na barki młodzików. A ci już niedługo mieli przekonać się, że czasami nie mogą wygrać, nawet jeśli są wyraźnie lepsi na boisku…

Mizeria FM19 to kariera polskiego trenera-obieżyświata. Dorastał na Haiti i tam postanowił zostać nowym Kazimierzem Górskim. Stach Mizeria rozpoczął swoją przygodę w Puszczy Niepołomice, a później trafił do Zagłębia Sosnowiec. Widząc pusty trybuny miejscowego stadionu, zwątpił w szansę powodzenia projektu i wyjechał na Słowację, gdzie trafił do Spartaka Trnawa. Jego kolejne perypetie będziecie mogli śledzić w opowiadaniu w Gralingradzie. Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli przyjemnie czytało Ci się tę karierę – postaw mi kawę, żebym mógł zarwać nockę na kolejną partyjkę z Football Managerem. 🙂

<—— Kariera FM 19: Stacha pierwsze przeszkody w kolejnej przygodzie w Lidze Europy

Kariera FM 19: Plan to detronizacja Slovana Bratysława —->

<—– Pierwszy odcinek kariery Stacha Mizerii w Football Manager 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.