Jak and Daxter: The Lost Frontier #1

Jak and Daxter blog

Po czym poznać dom awanturnika? Po małym lotnisku z zaparkowanym samolotem w ogródku lub trofeach z różnych przygód, które ozdabiają ściany budynku? A może po tej opartej o jedną ze ścian spluwolancy, której wyraźne zużycie wskazuje na wiele stoczonych bitew? W tym przypadku każda z odpowiedzi jest poprawna. Zajrzyjmy więc do środka, gdzie akurat odpoczywają po kolejnym trudnym dniu nasi bohaterowie, Jak i Daxter. Właśnie wrócili z samej krawędzi świata, gdzie poszukiwali nowych źródeł Eco.

Kolejna przygoda Jaka i Daxtera

Zastajemy Jaka opartego o ścianę i przypatrującego się czemuś w oddali przez okno. Daxter tymczasem wyleguje się smacznie w niewielkim hamaku, który rozwieszono pomiędzy jedną ze ścian, a balustradą schodów znajdujących się w samym środku dużego pomieszczenia. Niewielką chatę charakteryzuje nieporządek, jakże typowy dla dwójki przyjaciół, którzy rzadko kiedy potrafią usiedzieć dłużej w jednym miejscu.

Chyba nie powinniśmy już dawać się tak zaskakiwać przygodzie, co Dax? – zagadnął Jak, nadal wpatrując się w jeden punkt w oddali.

Co masz na myśli? – odparł Daxter, wyciągając się w hamaku.

No bo popatrz, za nami kolejna szalona eskapada, na którą w gruncie rzeczy sami się zapisaliśmy, dołączając do szukającej Eco Keiry.

Wiesz jak jest, damie się nie odmawia – zaśmiał się puchaty towarzysz.

Jak i Keira

Jak tylko pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem. Wiele rzeczy zmieniło się w ciągu tych kilku lat, ale na pewno nie był to dowcip jego kompana. On sam odważył się więcej mówić, ogarnął obsługę broni i nauczył się pilotować rozmaite maszyny. Gdy wyruszał z Keirą, był już zaprawionym w bojach wojownikiem, który mógł wziąć na barki odpowiedzialność za losy całego świata.

Tor przeszkód

Doskonale pamiętał jednak, że pierwsze spotkanie z piratami nie zakończyło się zbyt przyjemnie. Przegrany pojedynek, uszkodzony statek i awaryjne lądowanie. Z opresji zdołała go wyciągnąć Keira, której intelekt pozwolił wykorzystać znalezione Eco do opracowania nowego napędu. Tak zaczęła się przygoda, która później zaprowadziła ich na pokład majestatycznego ACS Behemotha, którym dowodził Lord Skyheed z Aeropy.

A pamiętasz Jak miny tych szlachciców, jak rozjechaliśmy ich tor przeszkód? – Daxter wyrwał swojego kompana z zamyślenia.

Nie mógłbym zapomnieć. Przydało się mi to rozruszanie, bo i poskakałem po platformach, jak za starych dobrych czasów, i postrzelałem do celów – odpowiedział kompan. Wszystko zdawało się wtedy tak dobrze układać, aż pojawił się kapitan Phoenix i zaczął mieszać.

W tonie Jaka wyraźnie dało wyczuć się emocje, jak tylko wspomniał o pirackim herszcie. Od początku między oboma panami pojawiła się rywalizacja, którą tylko potęgowała bliska obecność Keiry. Testosteron nabierał wręcz realnych kształtów, gdy obaj próbowali nim przesadnie emanować. Co dziwne jednak, żaden z dwóch macho nie dostrzegał śmieszności całej sytuacji i zażenowania, które było widać na twarzy próbującej ich uspokajać damy.

Jak i Phoenix

Dark Daxter

Nie mogę też zapomnieć o twoim drugim ja, druhu – zaśmiał się Jak, próbując zmienić temat na przyjemniejszy. Długo się kryłeś z tą swoją mroczną stroną.

Bardzo zabawne. Ja przynajmniej mogę pochwalić się, że pomimo ciała wypełnionego Dark Eco nadal zachowywałem przytomność umysłu. Potężne ciało, ale i pracujący na wysokich obrotach umysł, który potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji – odbił piłeczkę Daxter.

Jak mógłby wdawać się z nim w dyskusje, powątpiewając w prawdziwość tych relacji. Wielu wyczynów wieloletniego towarzysza jednak nie widział. Nie mógł więc może uwierzyć, ale Dark Daxter rzeczywiście zaskakująco dobrze łączył brutalną siłę z typowym dla siebie sprytem. A to łatał dziury pajęczymi sieciami, a to kierował promieniem lasera, by przebić sobie drogę do wyjścia. Zostawał za sobą może zniszczenie i pożogę, ale robił to świadomie, nie jak jakieś bezmózgie yeti.

Dark Daxter

Jak – mistrz broni palnej

Jak zdecydował się zostawić na moment swojego chełpiącego się własnym geniuszem Daxtera i wyszedł na zewnątrz. Spojrzał na opartą o ścianę budynku broń i zamyślił się. Jeszcze kilkanaście lat temu nie pomyślałby, że będzie tak dobrze radził sobie z bronią palną. Może to efekt traumatycznych przeżyć, a może zwyczajna zdolność do szybkiej adaptacji. Teraz nie czuł się nieswojo, niezależnie, jaki typ ulepszenia montował na swojej spluwolancy. Na skraju świata zaczął od powolnego, ale mającego niezły zasięg karabinka. Potem dorobił się strzelby, z którą szybko się polubił, bo była nad wyraz przydatna w walkach na krótkim dystansie. Keira kazała mu trochę czekać, ale z czasem oddała też działko gatlinga, z którego strzelanie daje zawsze satysfakcję. Wreszcie mógł zatrzymać pędzące goryle opętane mocą ciemnego Eco czy zbuntowane maszyny za pomocą wypluwanych z ogromną prędkością pocisków. A na koniec dostał jeszcze granatnik, który parę razy uratował mu skórę.

Bohatera wzięło na wspominki. Wynudził się dzisiaj już wystarczająco, więc postanowił zajrzeć do ulubionej maszyny, która stała niedaleko. W tych ostatnich tygodniach wylatał za jej sterami kilkanaście godzin…

Jak and Daxter: Lost Frontier to wydana na PSP kontynuacja oryginalnej trylogii przygód sympatycznego duetu i jednocześnie jedna z lepszych pozycji w bibliotece przenośnej konsolki. Po latach przerwy, postanowiłem odnowić relacje z herosami, którzy zachwycali na PS2. Swoje wrażenia z zabawy spisuję w tym opowiadaniu, wspominając elementy, które szczególnie zapadły mi w pamięci.

Lubisz czytać o grach? Zostań w Gralingradzie, by nie przegapić innych ciekawych materiałów! Możesz też obserwować bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube lub wspomóc stronę na Patronite. Dzięki!

Drugi odcinek opowiadania z Jak & Daxter: The Lost Frontier —–>

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.