InFamous 2 #7: Zdemaskowany
W powietrzu aż iskrzyło. Nix i Kuo źle zaczęły, a przy każdym kolejnym spotkaniu zdawało się, że są wobec siebie coraz mniej przychylnie nastawione. Zostawione we dwójkę w małym wagonie, pozabijałyby się w mniej niż minutę. Stałem się więc mimowolnie rozjemcą, choć ta rola niezbyt mi odpowiadała.
Dwa mosty
Bertrand był w naszym zasięgu. Kuo chciała go skompromitować w oczach całego miasta i pozbawić władzy, którą zyskał dzięki propagandzie. Nix nie zamierzała grać w podobne gierki. Przekonała się kiedyś, że monstra z bagien mogą zostać wytresowane. Uważała, że są wystarczająco rozwinięte intelektualnie i emocjonalnie, by wytworzyć więź z człowiekiem i odczuwać wobec niego wdzięczność. Z jakichś względów słuchały i wypełniały wolę Bertranda. Teraz mogły pomóc go zgładzić.
Chętnie pozbyłbym się człowieka, który wyrządził tak wiele krzywd innym, ale pomysł Kuo wydawał się rozsądniejszy. Przy drugim planie musiałbym polegać całkowicie na słowach Nix i ślepo uwierzyć jej zapewnieniom. Życie nauczyło mnie, by jeśli to możliwe, jak najwięcej kontroli zostawiaj sobie we własnych rękach.
Kolejny już raz odmówiłem kobiecie o magnetyzującym szaleństwie. Wybrałem ją tylko raz, w tamtej kluczowej chwili w forcie. Czy w ten sposób paliłem za sobą dwa mosty, zostawiając się bez drogi odwrotu? Być może. W tym momencie najważniejsze były jednak konkretne cele do osiągnięcia. Pozbycie się Bertranda, a potem Bestii.
Chwila prawdy
Pod osłoną nocy udałem się na teren zajezdni, który stał się bazą bojówek. Kuo najwyraźniej chciała jakoś podziękować za wybranie jej strony, bo dosypała czegoś strażnikom, którzy nieco otumanieni patrolowi teren. Wyposażony w aparat fotograficzny musiałem uchwycić kilka potrzebnych ujęć. Obok siebie, w wagonach przypominających zakratowane cele, czekali na coś mieszkańcy miasta i potwory. Wszystko wskazywało, że to Bertrand jakoś przemienia ludzi w monstra. Potrzebowaliśmy jeszcze dowodu, który to potwierdzi, nie dając żadnego pola do dyskusji.
Szczęście mi sprzyjało. Mężczyzna akurat zjawił się w pobliskim hangarze. Zmierzałem tam po dachach wagonów, wymijając siedzących przy ogniskach i dyskutujących bojówkarzy. Wiedzieli doskonale, że Bertrand jest ojcem potworów, a mimo to nadal chcieli dla niego pracować. Nie byli od niego w niczym lepsi. Mieli równie dużo na sumieniach. Wspiąłem się na dach opuszczonego hangaru, w którym kiedyś spawano i naprawiano wagony oraz lokomotywy. Przeszklone okna były wystarczająco czyste, by pozwolić mi zajrzeć do środka.
Znalazłem dogodne miejsce. Widziałem Bertranda rozmawiającego z przestraszonym mężczyzną. Kazał mu usiąść. Stanął za nim i wyciągnął ręce, by dłonie mieć na wysokości jego głowy. Dziwny promień przeszył ciało nieszczęśnika, który po chwili zaczął mutować. W parę sekund stracił ludzkie cechy i stał się potworem z bagien. Uwieczniłem wszystko na zdjęciach i przekazałem Kuo, która miała już przygotowane narzędzie do rozpoczęcia transmisji na żywo do każdego odbiornika w New Marais.
Bitwa w zajezdni
Kiedy rebelianci parę chwil później napadli na zajezdnię, rozpętała się bitwa. Bertrand dostrzegł mnie na dachu. Nie ukrywałem się już. Zobaczył telefon w mojej dłoni i zrozumiał. Jego wizerunek właśnie upadł. Z impetem i w mgnieniu oka. Tak oto skrywana przez wiele miesięcy mroczna prawda ujrzała światło dzienne. Nie miał już sojuszników w tysiącach kobiet i mężczyzn z New Marais. Musiał czuć, jak zaciska się pętla wokół jego szyi.
Zaczął uciekać. Nie goniłem go. Kuo słusznie poleciła, że najpierw trzeba uwolnić uwięzionych mieszkańców. Wokół trwały walki. Bojownicy i rebelianci Laroche’a ostrzeliwali się z pistoletów, karabinów, a nawet rakietnic. Kiedy mogłem, pomagałem, ale skupiałem się na celu. W pewnej chwili obok mnie pojawiła się Nix. Za chwilę też kilka monstrów, które najwyraźniej jej słuchały. Ruszali za Bertrandem, by rozprawić się z nim raz na zawsze. Jednak nie kłamała.
Ja tymczasem otworzyłem ostatni wagon. Wtedy dostrzegłem na terenie zajezdni nieproszonego gościa. Devourer właśnie pochwycił swoim długim, żabim językiem jednego z rebeliantów. Wielkie szczęki pożarły nieszczęśnika w kilka sekund. Musiałem go wyeliminować. Wiedziałem, że tylko ja mogę zatrzymać bestię i przerwać jej morderczy pęd. Wagony stanowiły naturalną przeszkodę, ale w zamieszaniu łatwo było się o coś potknąć lub w coś uderzyć, ułatwiając zadanie żarłocznemu stworowi. Uważałem więc i starałem się wyskakiwać z ukrycia, by posłać kilka celnych strzałów energią prosto w paszczę. Wytrzymałość bestii robiła wrażenie. Pozbawiona wsparcia, uwięziona bez możliwości ucieczki do okolicznych wód, w końcu padła od regularnych ataków.
Plan awaryjny
Bertrand musiał zaczekać na swoją kolei. O ile w ogóle miała nadejść. Bestia pukała już do bram New Marais. Brakowało mi jeszcze dwóch Blast Cores, by aktywować RFI. Zeke przygotował plan awaryjny. Wywołał mnie przez radio i poprosił o spotkanie. Kiedy zjawiłem się we wskazanym punkcie, siedział za kółkiem ogromnej ciężarówki z naczepą obitą tekturowymi płytami. Uśmiechnął się i zaprosił na przejażdżkę. Oschle odparłem, że nie mamy na to czasu, więc poprosił, żebym wykorzystał moc i zdmuchnął zasłonę z naczepy.
Moim oczom ukazała się rakieta z głowicą jądrową. Zmodyfikowany pocisk przygotowany przez Wolfe’a na zamówienie Bertranda. Na wszelki wypadek, jakby któryś eksperyment nie poszedł po ich myśli. Jakby któryś potwór wymknął się spod kontroli. To była szansa, choć niewielka, na zatrzymanie Bestii.
Zeke odpalił silnik i ruszył przed siebie. Jakby na zawołanie wkrótce na drodze pojawili się tarasujący drogę bojówkarze w pickupach. Chyba chcieli odzyskać swoją własność. Eliminowałem ich, co chwila zerkając na zarys ogromnej postaci na horyzoncie. Bestię można było już dostrzec. Za chwilę miała zjawić się w New Marais, by wyssać życie z kolejnej metropolii na swojej drodze. Ludzie Bertranda najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. Ostrzeliwali nas i rakietę, jakby odebrało im rozum.
Rzut oka na Bestię
Zrezygnowałem z bezsensownej walki, by całkowicie skoncentrować się na oczyszczaniu drogi z wraków. Szczególnie wiele było ich na moście prowadzącym do portu. Z wody obrzucały nas granatami i pociskami dwie łodzie należące do bojówek. Na domiar złego przed nami wyrosły jeszcze Ravagery. Nie zwracałem na potwory i tych idiotów uwagi. Liczyło się tylko odblokowanie przejazdu dla Zeke’a.
Mocno ostrzelana ciężarówka dotoczyła się we wskazany punkt. Wszystko było ustawione. Musiałem tylko wspiąć się na dźwig i oznaczyć koordynaty lornetką. Popędziłem na górę po schodkach i drabinkach. Umysł przypomniał bliźniaczo podobne miejsce w Empire City. Dotarłem do urządzenia i spojrzałem na Bestię, która walczyła z wojskiem. Rakiety, pociski przeciwpancerne odbijała jak kulki papieru. Śmigłowce, czołgi i pancerniki tłoczyły się wkoło jak insekty wokół czegoś słodkiego. Cała potęga wojska była niczym wobec istoty, która miała zakończyć panowanie na planecie całej naszej ludzkiej cywilizacji.
Zacząłem namierzać, kiedy usłyszałem ostrzegawcze wołanie Zeke’a w słuchawce. Mieliśmy towarzystwo. Lodowi żołnierze zjawili się w porcie, by utrudnić nam życie. Mój kompan słusznie zauważył, że muszę się ich pozbyć, jeśli chcę spokojnie namierzyć Bestię i upewnić się, że pocisk nie spudłuje. Stawka była zbyt wysoka, by ryzykować.
Konsekwencje
Metodycznie wyeliminowałem każdego, kto mógł mi przeszkodzić. Niektórzy próbowali mnie sprzątnąć z bliska strzelbą, ale kończyli nieprzytomni od uderzenia Ampem. Innych pozbawiłem woli walki pociskami, granatami lub rakietami energetycznymi. Po wszystkim wspiąłem się ponownie na górę i znów spojrzałem przez lornetkę.
Okrąg zaczął się zwężać i zaświecił się na zielono. Rakieta odpaliła. Bestia nie spodziewał się, że otrzyma taki cios. Zawył donośnie po eksplozji, której impet poczuł chyba każdy w New Marais.
Fala uderzeniowa zrobiła swoje. Odnalazłem Zeke’a pod niewielkim, ale ciężkim metalowym kontenerem. Mocno ucierpiał, ale zgrywał twardziela. Zacząłem torować mu drogę do ciężarówki, kiedy nagle dostrzegliśmy światło. Bestia nie zginęła. Najwyraźniej nawet taki atak nie zrobił na niej wrażenia. Rozwścieczona błyskawicznie przemieściła się za to do miasta, skąd przyleciał nieprzyjemny pocisk…
—
InFamous 2 to druga odsłona serii Sucker Punch o losach mężczyzny obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Produkcja kontynuuje historię z jedynki i pozwala pokierować losami Cole’a McGratha w stronę zostania superbohaterem lub złoczyńcą, tym razem w mieście New Marais. Jak poprowadzili historię twórcy i co ma do zaoferowania sequel? O tym wszystkim opowiadam w poświęconej InFamous 2 relacji na blogu w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi utrzymać wysoki poziom energii w akumulatorach! Dziękuję z góry!
<— Przeczytaj szósty odcinek opowiadania z InFamous 2
Następny odcinek opowieści z InFamous 2 —>






