InFamous 2 #8: Potwór, nie człowiek
To nie ja miałem problem z Bertrandem. To Bertrand miał problem ze mną. Od pierwszych chwil w New Marais wysyłał mi wyraźny sygnał, że nie jestem tu mile widziany. Zastanawiałem się dlaczego. Podejrzewałem, że chodzi o poczucie zagrożenia. Musiał obawiać się utraty pozycji i władzy. Podejrzewałem, że stąd ta cała rozpędzona machina propagandowa, która miała mi ściągnąć na kark tysiące przeciwników.
Wytwory potwora
Bertrand wydawał się facetem, który perfekcyjnie wykorzystał zaistniałą sytuację i pojawienie się na świecie Conduitów. Zagrał na strachu i skrajnych emocjach, by zbudować wizerunek człowieka, który staje w obronie tradycji i życia zwykłych ludzi. Początkowo sądziłem, że jest po prostu cwanym lisem, który dobrze odnalazł się w zastanych warunkach.
Nie podejrzewałem, że on te odpowiednie dla siebie warunki własnoręcznie stworzył. Poznanie prawdy o jego nadnaturalnych mocach, w wyniku których zmienia się w ogromnego i obrzydliwego Behemota, było zaledwie czubkiem góry lodowej. Kolejne trupy wypadały z szafy im dłużej trwał nasz konflikt i im mocniej deptałem mu po piętach.
To on tworzył potwory dręczące mieszkańców, z którymi później mogła bohatersko walczyć jego milicja obywatelska. To on też stał za eksperymentami, które doprowadziły do powstania lodowych żołnierzy. Conduitów wykorzystujących żywioł, by być bardziej mobilnymi, silniejszymi, wytrzymalszymi.
Teczka na Bertranda
Bertrand planował coś znacznie wychodzącego poza granice metropolii. Chciał otworzyć nowy rynek i jako twórca „superżołnierzy” odmienić oblicza konfliktów zbrojnych na całym świecie. Mógł na zawołanie, dla zleceniodawców z odpowiednio zasobnym portfelem, oddelegować takie oddziały lub wytworzyć armię morderczych potworów, która zmasakruje wskazanego wroga.
Warto było zaufać Zeke’owi i ruszyć tropem Blast Core’a ukrytego w jednym z magazynów w przemysłowej dzielnicy miasta. Może i natrudziłem się, tocząc boje w czterech różnych obiektach. Może na koniec musiałem jeszcze powalić wielkiego jak budynek lodowego tytana, ale dla tej wyciągniętej z sejfu teczki z dokumentami zdecydowanie było warto. Wszystko zaczynało się układać.
Chciałem tylko zdobyć nową moc. Uciec na moment przed Bestią, by dorównać jej siłą pod okiem zaprzyjaźnionego naukowca. Tymczasem wpadłem na trop szaleńca, którego należało jak najszybciej powstrzymać. Bertrand to rozumiał. Czuł się zagrożony. Doprowadziłem już do ujawnienia jego mrocznego sekretu. Pozbawiłem wielu popleczników w New Marais. Bruździłem mu, odkąd tylko moja stopa postawiła krok w bagnistych okolicach miasta.
Niespodziewany ratunek
To dlatego, kiedy przywracałem energię w strefie przemysłowej, przygotował pułapkę. Wpadłem w nią, nie spodziewając się nagłego ataku. Zamknął mnie za kratami, przez które żaden pocisk energetyczny nie był w stanie się przebić. Zasugerował układ. Ja i on. Razem. Siła, która będzie w stanie zatrzymać Bestię i zaprowadzić nowy ład na świecie. Spojrzałem w tę zdradziecką, kłamliwą mordę po drugiej stronie i retorycznie zapytałem, kiedy w tym scenariuszu wbija mi nóż w plecy.
Musiałbym być naiwnym, by wejść w jakikolwiek układ z kimś takim. Odmowa zirytowała przywódcę bojówek, który wydał krótki rozkaz dla towarzyszących mu zbirów. Miały mnie rozstrzelać. Pociski zaczęły latać koło głowy, a ja skakałem jak małpa, modląc się o ratunek. Byłem skazany na łaskę innych. W desperacji zadzwoniłem do Nix, ale nie odebrała i nie odpowiedziała. Nagle ktoś z okrzykiem bitewnym na ustach nadbiegł od strony niewielkiego przesmyku między budynkami. Byłem już u kresu sił, kiedy celne strzały odebrały życie polującym na mnie bojówkarzom. To był Zeke.
Ze wszystkich osób, które mogły i miały możliwość mnie uratować, pojawił się Zeke. Zdrajca z Empire City, który od czasu tamtej pomyłki, stara się zrehabilitować w moich oczach. Człowiek, którego od tamtego czasu, traktowałem z reguły z pewną pogardą, by nie powiedzieć, że jak gówno. Znowu wyciągał pomocną dłoń. Znowu robił coś, co zwiększało moje szanse na pokonanie Bestii. „Przepraszam” wydawało się idealnym słowem w tamtym momencie.
Niepokojąca cisza
Bestia tymczasem milczała. Nikt nie wiedział, gdzie się podziała. Niewiedza spędzała mi sen z powiek. Brakowało dwóch Blast Cores, by aktywować RFI. Pozyskana do tej pory moc raczej nie wystarczy, by wygrać decydującą batalię. Czuję się potężniejszy, w czym utwierdzają mnie coraz prostsze bitwy z bojówkarzami czy lodowymi Conduitami. Odkąd zdobyłem moc wysyłania rakiet energetycznych, w tym też tych namierzających wrogów, jeszcze łatwiej radzę sobie z napotykanymi zbirami. Wszystkie wyświadczone mieszkańcom przysługi, rozbrojone bomby, powstrzymane napady w końcu pozwoliły mi też odbudować reputację.
Jestem znowu tym dobrym Cole’em McGrathem, którego nie trzeba się bać. Pytanie, jak długo przyjdzie mi się tym cieszyć, nim powróci Bestia i obróci New Marais w perzynę. Czekam na nasze spotkanie, choć podskórnie wolałbym, żeby nigdy nie nadeszło. Pomimo przygotowań i postępów nie jestem przekonany, że zdołam wygrać. Kessler starał się mnie przygotować. Doktor Wolfe dał nadzieje, że będzie to możliwe. Kiedy jednak myślę o czekającym pojedynku, przypominam sobie naszą konfrontację w porcie Empire City i niemoc, którą wtedy poczułem.
Tymczasem w New Marais robi się jakby spokojniej. Moje zaangażowanie przynosi rezultaty i coraz większy teren miasta jest wolny od uzbrojonych bojówkarzy i lodowych żołnierzy. Nie znaczy to jednak, że jest łatwiej. Poziom szaleństwa, z którym przychodzi się mierzyć, na pozostających pod kontrolą psychopatów terenach, tylko rośnie. Jakby kondensował się, znajdując ujścia w skromnym rejonie przemysłowym.
Chwila relaksu
Trafnym symbolem tego była batalia Devourera z lodowym tytanem pośród rur i silosów, w którą jakimś sposobem się zaplątałem. Słusznych rozmiarów potwory niezmiennie mnie przerażają. Siłą i zdolnościami destrukcji, choć w przypadku bestii z bagien także wyglądem. Ta ohydna paszcza z wielkimi zębiskami oraz długim językiem, który tylko czeka, by cię pochwycić i wciągnąć do środka może się śnić nocami. Dlatego też nigdzie chyba nie zachowuję takiej czujności, jak właśnie przy Devourerze.
Po serii takich doświadczeń i w obliczu nadchodzącej bitwy z Bestią, przychodzi chwila, kiedy chce się po prostu odetchnąć. Usiąść na wysiedzianej kanapie obok kumpla, zapatrzyć się w ekran z widzianym już dziesiąty raz filmem, pociągnąć łyk piwa z butelki i zapomnieć o wszystkim. Zeke dał mi taką okazję, a ja z niej skrupulatnie skorzystałem. Obaj tego potrzebowaliśmy. Mały reset i szybkie naładowanie baterii. Kiedy później obudziłem się po drzemce, jakoś łatwiej znalazłem w sobie motywację, by aktywować kolejne zdobyte Blast Core. Tym razem przyniosło mi zdolność wytwarzania energetycznej liny, którą łatwo mogłem przyciągnąć się do wskazanego celu. Wspinaczka na wysokie budynki przestała być jakimkolwiek wyzwaniem.
—
InFamous 2 to druga odsłona serii Sucker Punch o losach mężczyzny obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Produkcja kontynuuje historię z jedynki i pozwala pokierować losami Cole’a McGratha w stronę zostania superbohaterem lub złoczyńcą, tym razem w mieście New Marais. Jak poprowadzili historię twórcy i co ma do zaoferowania sequel? O tym wszystkim opowiadam w poświęconej InFamous 2 relacji na blogu w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi utrzymać wysoki poziom energii w akumulatorach! Dziękuję z góry!
<— Przeczytaj siódmy odcinek opowiadania z InFamous 2
Następny odcinek opowieści z InFamous 2 —>





