Anthem #5: Freelancer Diggs

Anthem blog

Bohater ledwie zdążył zacząć odbudowywać zaufanie do freelancerów wśród mieszkańców Fortu Tarsis, a jego trud już został zniweczony. Za całą sytuacją stał pewien bardzo przebiegły banita, który potrafił w doskonały sposób zmanipulować otoczenie.

Przeciw całej faunie

Zaczęło się od zdawałoby się prostego zlecenia. Do Yarrowa wpłynęło wezwanie pomocy od jednego z tragarzy. Osłaniający go freelancer przestał się meldować, co zwiastowało kłopoty. Bohater ruszył na miejsce i szybko namierzył uszkodzony pojazd. W ładowni spotkał innego pilota, Diggsa, który próbował jakoś naprawić uszkodzony mechanizm. Atakowany przez wiwerny, potrzebował wsparcia.

Wyglądało to tak, jakby cała okoliczna fauna uwzięła się na ten konkretny transportowiec. Ledwie freelancer uporał się z miotającymi ogniste kule wiwernami, a na miejsce przybyła zgraja wilkorów. Szybkie i agresywne bestie, którym przewodził lodowy okaz, wymagały czujności, by nie dać się im powalić. Na nich się nie skończyło. Być może to niosące się po dolinie, pośród kanionów, echa wystrzałów, a być może zapach łatwego posiłku, ale w okolice tragarza przybył zwabiony wizją posiłku ursyks.  

Naprawa tragarza Diggs Anthem

Konfrontacja z tym gigantem przypominała pilotowi, że ulepszony w ostatnim czasie ekwipunek to nie wszystko. Karabin, pistolet, rakieta i granaty mogły być skuteczne, ale na tak wytrzymałego przeciwnika niezbędna była też odpowiednia mobilność, by uniknąć jego przerażających zamachów wielką łapą czy rzucanych w powietrze głazów. Diggs nie wychylał się, pilnując transportera i naprawiając uszkodzenia. Starcie jeden na jednego chwilę trwało, ale ostatecznie zakończyło się triumfem mężczyzny w metalowej zbroi.

Mistyfikacja

Tragarz mógł ruszyć w dalszą drogę. Yarrow przekazał informację o zakończeniu operacji. W forcie podziękował raz jeszcze freelancerowi, podkreślając, jak ważną pracę wykonuje dla wszystkich pilotów. Radość weterana trwała krótko. Po kilku godzinach dotarły do niego informacje o tym samym transporterze, który nigdy nie dotarł do celu.

Yarrow Anthem

Weteran przekazał informacje bohaterowi, który od razu wyruszył sprawdzić, co się wydarzyło. Z każą chwilą sytuacja robiła się coraz bardziej niezrozumiała. Nic nie wskazywało na atak, w którym pojazd mógłby ucierpieć. Podążając za zebranymi wskazówkami, pilot odkrył przerażającą prawdę. Yarrow nie mógł uwierzyć własnym oczom. Wściekłość mieszała się ze smutkiem i zwątpieniem. Diggs nigdy nie istniał i na pewno nie był freelancerem. To pewien banita pożyczył sobie zbroję od zabitego pilota, by zrealizować misterny plan. Bohater i Yarrow dali się zwieść, a pozostawieni na łaskę zbira Archiwiści dostali w ten sposób w ręce bezlitosnych Szram.

Obaj rozumieli, jak ważne jest, by ich ocalić. Freelancer nie przebierał w środkach, kiedy zjawił się w kryjówce Szram. Wybuchy i strzały na kilka minut wypełniły jaskinię, przeplatając się z okrzykami cierpienia i głuchym odgłosem odstrzelonych głów. Zakończona powodzeniem misja na niewiele się zdała. Pogłoski o banicie podającym się za freelancera rozeszły się po społeczności fortu. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Przewaga kolosa

Yarrow poprosił bohatera o kolejne wsparcie niedługo później. Grupa Archiwistów zrezygnowała z ochrony, nie ufając stróżom w javelinach. Swój błąd zrozumieli dopiero wtedy, kiedy ich obóz został zaatakowany. Zmuszeni do ucieczki, zostawiali cenne artefakty. Wycofali się do tajemniczej konstrukcji zbudowanej przed wiekami przez Twórców. Dzięki zdobytej wiedzy, zdołali zamknąć za sobą wrota. Utknęli w pomieszczeniu bez wyjścia, zdani na łaskę czekających po drugiej stronie zbirów. Freelancer czuł, że ta misja będzie wymagać więcej walki niż umiejętności pilotażu, dlatego wybrał kolosa.

Kolos Anthem Szramy

Kiedy nacisnął spust karabinu automatycznego i rozerwał stojących na straży dwóch pierwszych banitów, rozpoczął wielką bitwę. Yarrow potwierdził, że w sprawę może być zamieszany ich dawny znajomy Diggs. Kradnący cenne zdobycze Archiwistów banici byli najwyraźniej jego pomocnikami. To tylko dodało werwy bohaterowi. Wyrzuceni ze społeczności kryminaliści nacierali z różnych stron i pilot cieszył się z wyboru javelina. Wytrzymałość kolosa pozwalała mu ze spokojem przyjmować pociski, które odbijały się od pancerza, jak kamyki rzucane przez dzieci. Uważał tylko na granaty rzucane pod nogi, które mogłyby mocniej zaszkodzić strukturze metalicznej zbroi. Odpowiadał z kolei wszystkim, co oferował jego kombinezon. Zabrany na misję nowy karabin, posyłający pociski w seriach po trzy, wymagał odrobiny przyzwyczajenia, ale okazał się dobrym sprzymierzeńcem. Wymagał większej precyzji, ale odpłacał za to skutecznością w eliminowaniu celów.

Na wszelki wypadek korzystał też z naturalnych osłon. Skalnych formacji i metalowych konstrukcji, których przeznaczenia nikt jeszcze nie zdołał zrozumieć. Po wygranej batalii, odnalazł wpadający w drgania relikt. Musiał odszukać cztery echa, by uspokoić go i otworzyć przejście dalej.

Zamknięte wrota

Wszedł do korytarza wydrążonego w skale przez naturę lub nieznaną siłę. Powitały go zwłoki jednego z banitów, który zdołał dotrzeć aż tutaj, nim przejście się zamknęło. Archiwiści nie zamierzali poddawać się bez walki i zostawili sporo pułapek na ścigających ich kryminalistów. Nie chciał narażać swojego javelina na szwank i wyeliminował rozstawione miny celnymi strzałami z bezpiecznej odległości.

Dotarł do zamkniętych wrót. Skojarzył ominięte wcześniej symbole w kolorach pomarańczy i granatu. Odtworzył je na dwóch umieszczonych wysoko po lewej i prawej stronie dziwnych przełącznikach. Właz otworzył się majestatycznie, adekwatnie do swoich rozmiarów. Bohater ostrożnie wszedł do środka. Archiwiści byli gotowi walczyć, ale szybko rozpoznali sojusznika. Widok javelina ucieszył i ukoił ich skołatane nerwy.

Bohater, otwierając drzwi, pomógł banitom rozwiązać istotny problem. Yarrow przekazał ostrzeżenie o nacierających siłach wroga. Musiał wrócić i niczym ostatni bastion sprawiedliwości, zatrzymać ich przed dotarciem do badaczy.

Na mocnych nogach kolosa

Mocno stanął na masywnych nogach kolosa i nacisnął spust. Karabin automatyczny rozgrzewał się do czerwoności, wypluwając dziesiątki pocisków na sekundę. Posiłki wciąż nadchodziły, więc wybiegł im na spotkanie, by wykorzystać też swoją siłę fizyczną, granaty oraz działko energetyczne. Choć banici przybyli nawet ze zdolnym manipulować piorunami kapitanem, javelin oparł się mu i zwyciężył. Bohater nie sądził, że jego wytrzymałość będzie aż tak duża, że pozwoli mu z tak dużą swobodą odpierać ataki przeważających sił. Tego dnia kolos znacznie zyskał w jego oczach.

Niedługo później na miejsce dotarła pomoc, która zabrała naukowców w bezpieczne schronienie. Yarrow podziękował i pogratulował pilotowi, ale obaj nie mieli powodów do świętowania. Diggs znowu był o krok przed nimi. Dowiedział się o odkryciach Archiwistów i braku straży, by zaatakować i wejść w posiadanie kilku bardzo groźnych reliktów. A to nie zwiastowało niczego dobrego.

Anthem to trzecioosobowa gra akcji i jednocześnie gra-usługa, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów na początku 2026 roku zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”. Jak się prezentuje z perspektywy osoby, która głównie ogrywa tytuły dla pojedynczego gracza? Co ma do zaoferowania w warstwie gameplayowej i fabularnej? O tym wszystkim opowiem w swoich relacjach z Anthem. Tylko w Gralingradzie!

<— Poprzedni odcinek historii freelancera z gry Anthem

Następny odcinek historii z gry Anthem —>

<—- Pierwszy wpis z gry Anthem

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.